• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka

[26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#5
22.12.2025, 00:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2025, 01:00 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine ostrożnie ułamała kawałek wciąż jeszcze stygnącego na blasze pierniczka, chcąc sprawdzić fakturę ciasta. Nie było przesadnie wypieczone, tylko takie w sam raz, kruche, ale zarazem puszyste w środku. Nieufnie obejrzała pierniczek z każdej strony, najbardziej krytycznie oceniając jego grubość. Może następną partię rozwałkuje nieco cieniej? Nie pokładała wielkiej wiary w swoje umiejętności kulinarne, więc z niepokojem czekała na recenzję Baldwina, obserwując, jak bierze malutkiego gryza. Z jego strony przynajmniej mogła liczyć na szczerość. Maeve była zdecydowanie mniej wybredna. Tym bardziej zdziwiła ją pochwała z ust brata. Na początku sądziła, że zwyczajnie chce być dla niej miły, zwłaszcza, że jeszcze przed chwilą znajdowała się na dnie rozpaczy. Wciąż jeszcze zdarzyło jej się lekko pociągnąć nosem, Lorraine przejmowała się bowiem zmarnowanym składnikami, które można było przecież jakoś wykorzystać. A jednak głaskanie po głowie i wyrozumiałe uspokajnie pomagało na smutki.

Niepewnie uszczknęła zębami kawałek pierniczka, który jeszcze nie został upaćkany lukrem ani cukrem pudrem. Wystarczył mały kęs, aby na języku poczuła słodycz wrzosowego miodu i smak przypraw korzennych. Szerzej otworzyła oczy, sama bowiem była zaskoczona, że ciasteczka są nie tyle zjadliwe, co po prostu... Dobre. Przez chwilę delektowała się smakiem, ale nie skosztowała więcej nad ten drobny kąsek. Resztę pierniczka podała zaabsorbowanej mieszaniem różnych kolorów lukru Fridzie, samej zakasując rękawy do dalszej roboty.

– Na pewno wyszły lepsze niż z przepisu babeczki Barbrey – stwierdziła skromnie. Wypogodziła się jednak, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Widać było, że płakała, ale oczy jej lśniły już wesołością, a nie łzami. – Na tę babę to powinno się napisać porządnego paszkwila, a nie skargę – dodała, ulegając podszeptom wrodzonej złośliwości.

Zaśmiała się jednak, gdy Baldwin zamachał nad główką Fridy gałązką jemioły. Akurat odwróciła się, żeby odłożyć na blat deskę z pierniczkami wyciętymi za pomocą świątecznych foremek. Mieli już dzwoneczki, czarodziejskie kapelusze, choinki, renifery ciągnące sanie z prezentami... A także bombki, które Frida z wielkim zapałem przemieniała w biedronki. Chyba nigdy nie zużyli tyle czerwonego barwnika spożywczego! Sama Frida wyglądała jak biedronka, w swoim fartuszku poplamionym czarnym i czerwonym lukrem. Lorraine zdążyła czule zetrzeć mąkę z policzka dziewczynki, zanim i nad jej głową znalazła się ususzona gałązka jemioły. Uśmiechnęła się jak kot, który pręży kark pod przyjemną pieszczotą, gdy Baldwin przyciągnął ją bliżej. Zachichotała, gdy pocałował ją w nos, bo nieco załaskotał ją jego zarost. Zdążyła się już przyzwyczaić do brata w tym wydaniu, zwłaszcza, że przeżywał ostatnio straszliwie, że musiał się ogolić na Mabon.

– Drapiesz – stwierdziła żartobliwie, bardzo uważnie przygładzając bratu wąsa, zanim odwzajemniła pocałunek. Nie powiedziała mu, że wciąż ubrudzony jest mąką... Ale skinęła wymownie głową w stronę niewielkiego lusterka, które wisiało w kącie kuchni. Z tymi wąsami uprószonymi mąką wyglądał trochę jak ich zmarły przed laty dziadek. – Ale przynajmniej wyglądasz na starszego – zażartowała Lorraine, przybierając bardziej filuterny, flirciarski wręcz ton. Bo przecież lubiła starszych... Na jej twarzy pojawił się wyraz rozmarzenia, chociaż efekt nieco psuło to, że cały czas tłumiła chichot. Chociaż żartowała z siebie, nie z Baldwina, wycałowała go, żeby się przypadkiem nie obraził. Czy może być bowiem coś lepszego od bycia wilą i zasypywania całusami tych, których się kocha? Wycałowała też i Fridę, zaklejając się całkiem kolorowym lukrem. Oblizała się, pokazując córeczce, żeby zrobiła to samo, a gdy mała zajęta była z Baldwinem przy lusterku, bo nie mogła przecież językiem dosięgnąć noska, Lorraine wpakowała kolejną partię pierniczków do piecyka.

– Znalazłeś coś ciekawego w przepiśniku Maddie? – zapytała Baldwina. – Myślę sobie, że mogłabym częściej coś porobić w kuchni... Gotowanie jest całkiem przyjemne. Zwłaszcza, gdy ma się do pomocy takiego zręcznego kuchcika. – Lorraine pochwaliła Fridę, której pomogła przed chwilą wykrawać z ciasta kolejnego pierniczka. Foremka renifera miała nieco więcej detali niż foremka bombki... To znaczy, biedronki, trzeba więc było być bardzo delikatnym. – Tylko może coś nieco zdrowszego niż pierniczki?


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1152), Lorraine Malfoy (1724)




Wiadomości w tym wątku
[26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka - przez Lorraine Malfoy - 15.12.2025, 20:27
RE: [26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka - przez Baldwin Malfoy - 16.12.2025, 15:24
RE: [26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka - przez Lorraine Malfoy - 17.12.2025, 00:38
RE: [26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka - przez Baldwin Malfoy - 20.12.2025, 22:10
RE: [26.09.1972] Tym razem nie dodamy do niczego łyżeczki mugolaka - przez Lorraine Malfoy - 22.12.2025, 00:58

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa