22.12.2025, 08:07 ✶
Lazarus poświęcał wdzięczącej się przed lustrem kobiecie nie więcej uwagi, niż czarnej kawie w swojej filiżance. Ta czerwona sukienka i tak nie wchodziła w grę, nie było sensu o tym dalej dyskutować, ale zbyt duży nacisk mógł dać efekt dokładnie przeciwny do zamierzonego. Ludzie czasami reagowali nerwowo na zbyt otwarte próby narzucania im czegokolwiek, a Ceolsige miała w sobie żyłkę przekory od kiedy ją znał. Nie wiedział, na ile jest świadoma daltonizmu Shafiqa, nie dostał też jasnych instrukcji na ten temat, więc postanowił pozostawić tę informację jako argument ostateczny.
- Zapewne tak - zgodził się, napotykając w lustrze jej wzrok. Uśmiechnął się lekko - I wiem, że nazwanie czegoś “zuchwałym” to dla ciebie najlepsza reklama, ale nie jestem przekonany, czy twój partner doceni ten konkretny wybór.
Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądała… dobrze, mimo, że przywykł raczej do jej widoku w ciemniejszych barwach. Gładki, błyszczący materiał opływał jej sylwetkę i musiał być przyjemny w dotyku, a kryształki przyciągały wzrok. Lazarus zatrzymał jednak te spostrzeżenia dla siebie.
Kiedy kłęby magicznego dymu zawędrowały do niego, wyciągnął rękę i zanurzył w nich dłoń. Mgła była chłodna, choć nie wilgotna - pewnie szkodziłoby to tkaninom.
Rozczulająco miłe. Tak, Anthony nie szczędził zasobów, kiedy chciał osiągnąć swój cel. Lazarus nie wiedział, jaki cel przyświeca mu tym razem, ale to nie miało znaczenia. W tym przypadku był zasobem. Pytanie zadane z chmurki starło pozostałości uśmiechu z jego twarzy. Odpowiedział na badawcze spojrzenie Ceolsige swoim doprowadzonym do perfekcji, starannie neutralnym wyrazem twarzy.
- Otrzymałem polecenie służbowe - stwierdził bez emocji - Nie zgłosiłbym się sam do zadania, do którego nie jestem optymalnym kandydatem.
Ceolsige zniknęła w przebieralni, a on postanowił podjąć trochę bardziej zdecydowane działania dla usprawnienia procesu decyzyjnego. Wstał i podszedł do obsługującej ich czarownicy. Górował nad nią o dobre dwie głowy.
- Nic czerwonego - oznajmił cicho, ale kategorycznie, zerkając kątem oka w stronę chmurki zawierającej jego koleżankę - I proszę też nie proponować żadnych różów, fioletów i pomarańczy, dobrze? - dodał - polecenie, przebrane tylko za pytanie. Ekspedientka bez zbędnych pytań kiwnęła głową - to były prawdopodobnie i tak mało skomplikowane wymagania, jak na jej klientów. Lovegood wrócił na swoje miejsce, zamieszał kawą w filiżance i wyciągnął przed siebie długie nogi. Imbryczek pojawił się znikąd, gotów uzupełnić jego napój. Lazarus chciałby powiedzieć, że to, że znał Ceolsige i że jej, jak je nazwała, humory, nie były jakoś szczególnie uciążliwe, było jednymi z nielicznych zalet jego dzisiejszego zadania, ale... cóż, kawa była dobra, obsługa oszczędziła mu small talku, a odmiana od pracy biurowej całkiem mile widziana, nawet, jeżeli oznaczało to, że będzie musiał przekopać się jutro przez dwukrotnie większą, niż zwykle górę poczty na swoim biurku.
- Zapewne tak - zgodził się, napotykając w lustrze jej wzrok. Uśmiechnął się lekko - I wiem, że nazwanie czegoś “zuchwałym” to dla ciebie najlepsza reklama, ale nie jestem przekonany, czy twój partner doceni ten konkretny wybór.
Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądała… dobrze, mimo, że przywykł raczej do jej widoku w ciemniejszych barwach. Gładki, błyszczący materiał opływał jej sylwetkę i musiał być przyjemny w dotyku, a kryształki przyciągały wzrok. Lazarus zatrzymał jednak te spostrzeżenia dla siebie.
Kiedy kłęby magicznego dymu zawędrowały do niego, wyciągnął rękę i zanurzył w nich dłoń. Mgła była chłodna, choć nie wilgotna - pewnie szkodziłoby to tkaninom.
Rozczulająco miłe. Tak, Anthony nie szczędził zasobów, kiedy chciał osiągnąć swój cel. Lazarus nie wiedział, jaki cel przyświeca mu tym razem, ale to nie miało znaczenia. W tym przypadku był zasobem. Pytanie zadane z chmurki starło pozostałości uśmiechu z jego twarzy. Odpowiedział na badawcze spojrzenie Ceolsige swoim doprowadzonym do perfekcji, starannie neutralnym wyrazem twarzy.
- Otrzymałem polecenie służbowe - stwierdził bez emocji - Nie zgłosiłbym się sam do zadania, do którego nie jestem optymalnym kandydatem.
Ceolsige zniknęła w przebieralni, a on postanowił podjąć trochę bardziej zdecydowane działania dla usprawnienia procesu decyzyjnego. Wstał i podszedł do obsługującej ich czarownicy. Górował nad nią o dobre dwie głowy.
- Nic czerwonego - oznajmił cicho, ale kategorycznie, zerkając kątem oka w stronę chmurki zawierającej jego koleżankę - I proszę też nie proponować żadnych różów, fioletów i pomarańczy, dobrze? - dodał - polecenie, przebrane tylko za pytanie. Ekspedientka bez zbędnych pytań kiwnęła głową - to były prawdopodobnie i tak mało skomplikowane wymagania, jak na jej klientów. Lovegood wrócił na swoje miejsce, zamieszał kawą w filiżance i wyciągnął przed siebie długie nogi. Imbryczek pojawił się znikąd, gotów uzupełnić jego napój. Lazarus chciałby powiedzieć, że to, że znał Ceolsige i że jej, jak je nazwała, humory, nie były jakoś szczególnie uciążliwe, było jednymi z nielicznych zalet jego dzisiejszego zadania, ale... cóż, kawa była dobra, obsługa oszczędziła mu small talku, a odmiana od pracy biurowej całkiem mile widziana, nawet, jeżeli oznaczało to, że będzie musiał przekopać się jutro przez dwukrotnie większą, niż zwykle górę poczty na swoim biurku.