22.12.2025, 11:48 ✶
Z Viką, przy fontannie z czekoladą
Christopher wzdrygnął się lekko, kiedy jego bogata wyobraźnia podsunęła mu wizję obściskiwania się z własną ciotką. W rodzinie Gauntów zrobili takie rzeczy, a potem zaczęły im wyrastać trzecie ręce… no dobrze, może nie trzecie ręce, ale nie byłby zdziwiony.
– Zapewniam uroczyście, że ostatni raz obściskiwałem się z jakąkolwiek ciotką, kiedy miałem siedem lat i postanowiła mnie nadmiernie uściskać. Ugryzłem ją wtedy i kolejne nie próbowały – oświadczył, dla lepszego efektu kładąc dłoń na sercu. A potem upił trochę płonącego drinka.
Skrzywił się na początku, bo smak… smak był okropny. Nie spodziewał się, że zaserwują coś takiego na balu. Jakby z niedowierzaniem, że każą gościom pić coś takiego, upił jednak drugi łyk i jakoś… jakoś nagle ten smak przestał mu przeszkadzać, podobnie jak to, że ktoś go dopiero co szarpał za koszulę i że gdzieś pośród gości może mu mignąć wielka fryzura Cressidy.
– Wepchnąłem go kiedyś w zaspę. Stwierdził wtedy, że jego mama ulepiłaby ładniejszego bałwana – stwierdził, trochę bezmyślnie na słowa Victorii, prawdopodobnie zresztą właśnie pod wpływem drinka. Wprawdzie nie podała imienia, ale skojarzenia same popłynęły ku jego kuzynowi, któremu, niestety, jedna z ciotek Christophera wyprała mózg bardzo skutecznie i w młodym wieku. Rosier mógł tylko się cieszyć, że jego umysł prano bardziej pod kątem zajęcia się rodzinnym biznesem niż dorobienia się kompleksu Edypa. Podobno o zmarłych nie mówiło się źle, a Christopher... w pewnym sensie żałował śmierci kuzyna, ale to nie tak, że ta śmierć nagle przyćmiła wszystkie wspomnienia. Jeżeli on bywał primadonną i lubił się chwalić, to jego kuzyn był sto razy gorszy, uwielbiając chwalić swoją matkę. – Chciałbym się zgodzić, ale muszę przyznać, że ja sam się w to wpakowałem – dodał, wzdychając cierpiętniczo, ale bez prawdziwego przejęcia, bo drink sprawiał, że jakoś niczym w tej chwili się nie przejmował.
Podryfowali ku fontannie z czekoladą, chociaż Christopher zamiast też sięgnąć ku owocom i czekoladzie, raczył się tą cierpką nalewko – czymś, chwilowo błogo zadowolony z życia. Ku scenie posłał mało zainteresowane spojrzenie. Jeśli Lestangowie nie mieli zamiaru zaoferować magicznej tkaniny z legend, to Rosier nie potrzebował niczego z dzisiejszej licytacji.
– Po co mi skarby Lestrangów, skoro ich najpiękniejszy skarb jest już tuż obok? – powiedział, może w ramach zwykłego ich przekomarzania, a może i całkiem na serio. Albo wpływał na niego drink. – Masz ochotę popatrzeć, czy wolisz wyjść do ogrodów, kiedy będą bić się o rzadkie eliksiry?
Christopher wzdrygnął się lekko, kiedy jego bogata wyobraźnia podsunęła mu wizję obściskiwania się z własną ciotką. W rodzinie Gauntów zrobili takie rzeczy, a potem zaczęły im wyrastać trzecie ręce… no dobrze, może nie trzecie ręce, ale nie byłby zdziwiony.
– Zapewniam uroczyście, że ostatni raz obściskiwałem się z jakąkolwiek ciotką, kiedy miałem siedem lat i postanowiła mnie nadmiernie uściskać. Ugryzłem ją wtedy i kolejne nie próbowały – oświadczył, dla lepszego efektu kładąc dłoń na sercu. A potem upił trochę płonącego drinka.
Skrzywił się na początku, bo smak… smak był okropny. Nie spodziewał się, że zaserwują coś takiego na balu. Jakby z niedowierzaniem, że każą gościom pić coś takiego, upił jednak drugi łyk i jakoś… jakoś nagle ten smak przestał mu przeszkadzać, podobnie jak to, że ktoś go dopiero co szarpał za koszulę i że gdzieś pośród gości może mu mignąć wielka fryzura Cressidy.
– Wepchnąłem go kiedyś w zaspę. Stwierdził wtedy, że jego mama ulepiłaby ładniejszego bałwana – stwierdził, trochę bezmyślnie na słowa Victorii, prawdopodobnie zresztą właśnie pod wpływem drinka. Wprawdzie nie podała imienia, ale skojarzenia same popłynęły ku jego kuzynowi, któremu, niestety, jedna z ciotek Christophera wyprała mózg bardzo skutecznie i w młodym wieku. Rosier mógł tylko się cieszyć, że jego umysł prano bardziej pod kątem zajęcia się rodzinnym biznesem niż dorobienia się kompleksu Edypa. Podobno o zmarłych nie mówiło się źle, a Christopher... w pewnym sensie żałował śmierci kuzyna, ale to nie tak, że ta śmierć nagle przyćmiła wszystkie wspomnienia. Jeżeli on bywał primadonną i lubił się chwalić, to jego kuzyn był sto razy gorszy, uwielbiając chwalić swoją matkę. – Chciałbym się zgodzić, ale muszę przyznać, że ja sam się w to wpakowałem – dodał, wzdychając cierpiętniczo, ale bez prawdziwego przejęcia, bo drink sprawiał, że jakoś niczym w tej chwili się nie przejmował.
Podryfowali ku fontannie z czekoladą, chociaż Christopher zamiast też sięgnąć ku owocom i czekoladzie, raczył się tą cierpką nalewko – czymś, chwilowo błogo zadowolony z życia. Ku scenie posłał mało zainteresowane spojrzenie. Jeśli Lestangowie nie mieli zamiaru zaoferować magicznej tkaniny z legend, to Rosier nie potrzebował niczego z dzisiejszej licytacji.
– Po co mi skarby Lestrangów, skoro ich najpiękniejszy skarb jest już tuż obok? – powiedział, może w ramach zwykłego ich przekomarzania, a może i całkiem na serio. Albo wpływał na niego drink. – Masz ochotę popatrzeć, czy wolisz wyjść do ogrodów, kiedy będą bić się o rzadkie eliksiry?