22.12.2025, 12:10 ✶
Być może Thomas zobaczył Dorę – zdawało mu się w końcu, że kogoś widzi, ruszającego w dół, ot ta osoba poruszała się dużo szybciej niż on, a w ciemnościach, i gdy ruch wyłapał kątem oka, ciężko było upewnić się, czy to ona.
Usłyszał jej głos, gdzieś z dołu, z oddali.
Pokaż się, proszę!
A potem zawtórował mu śmiech, który zdawał się odbijać echem od korytarzy, i Thomas poczuł, że jego stopa ucieka, bo but stanął na czymś śliskim. Stopień? Czy coś pokryło go szronem, czy tylko tak wyglądał w blasku księżyca? W każdym przewrócił się, i do wtóru śmiechu, coraz głośniejszego, coraz bardziej szaleńczego, poleciał po schodach w dół.
Ty też, ty też, ty jesteś nasz – szepnęło mu coś jeszcze do ucha, gdy świat na moment stał się bólem.
*
Dorze zdawało się, że ktoś woła jej imię, ale głos zdawał się dolatywać nie tyle z daleka, a jakby zza grubych drzwi. Może wołający był za daleko, może była to kolejna sztuczka duchów? To one ją wzywały? Albo sprawiły, że głos był ledwo słyszalny?
Na jej prośbę o dziwo ktoś faktycznie się pojawił. Ujrzała półprzejrzystą postać, która przebiegła przez korytarz, pewnie tak jak wcześniej zrobiła to przez sen sama Dora. Nie widziała dokładnie, ale sądząc po szacie i włosach, była to dziewczyna, odziana w nocną koszulę. Wyciągnęła dłonie, jakby chciała zerwać coś ze ściany, zacisnęła palce na pustce, ciągnąc… może zrywała ten gobelin, którego resztki oglądała teraz Dora, zbyt zniszczone, aby mogła stwierdzić, co przestawiał… a potem przewróciła i coś, coś niewidzialnego skoczyło na nią, materiał ubrania rozerwał się, pokryła go srebrzysta krew, a wrzask pełen bólu i strachu zawibrował w uszach, kiedy ta próbując się bronić potoczyła się tam, gdzie leżała część kości.
– Nie, nie, nie!!! – krzyczała, usiłując odepchnąć od siebie niewidzialnych przeciwników, a potem…
…potem znikła.
Thomas, rzuć proszę na af, na skutki upadku – przy sukcesie tylko się trochę poobijał i może biec do Dory, przy porażce się uszkodził. Dora, rzuć proszę na percepcję.
Odpisy prośba do 27, przedłużamy, bo Wigilia.
Usłyszał jej głos, gdzieś z dołu, z oddali.
Pokaż się, proszę!
A potem zawtórował mu śmiech, który zdawał się odbijać echem od korytarzy, i Thomas poczuł, że jego stopa ucieka, bo but stanął na czymś śliskim. Stopień? Czy coś pokryło go szronem, czy tylko tak wyglądał w blasku księżyca? W każdym przewrócił się, i do wtóru śmiechu, coraz głośniejszego, coraz bardziej szaleńczego, poleciał po schodach w dół.
Ty też, ty też, ty jesteś nasz – szepnęło mu coś jeszcze do ucha, gdy świat na moment stał się bólem.
*
Dorze zdawało się, że ktoś woła jej imię, ale głos zdawał się dolatywać nie tyle z daleka, a jakby zza grubych drzwi. Może wołający był za daleko, może była to kolejna sztuczka duchów? To one ją wzywały? Albo sprawiły, że głos był ledwo słyszalny?
Na jej prośbę o dziwo ktoś faktycznie się pojawił. Ujrzała półprzejrzystą postać, która przebiegła przez korytarz, pewnie tak jak wcześniej zrobiła to przez sen sama Dora. Nie widziała dokładnie, ale sądząc po szacie i włosach, była to dziewczyna, odziana w nocną koszulę. Wyciągnęła dłonie, jakby chciała zerwać coś ze ściany, zacisnęła palce na pustce, ciągnąc… może zrywała ten gobelin, którego resztki oglądała teraz Dora, zbyt zniszczone, aby mogła stwierdzić, co przestawiał… a potem przewróciła i coś, coś niewidzialnego skoczyło na nią, materiał ubrania rozerwał się, pokryła go srebrzysta krew, a wrzask pełen bólu i strachu zawibrował w uszach, kiedy ta próbując się bronić potoczyła się tam, gdzie leżała część kości.
– Nie, nie, nie!!! – krzyczała, usiłując odepchnąć od siebie niewidzialnych przeciwników, a potem…
…potem znikła.
Thomas, rzuć proszę na af, na skutki upadku – przy sukcesie tylko się trochę poobijał i może biec do Dory, przy porażce się uszkodził. Dora, rzuć proszę na percepcję.
Odpisy prośba do 27, przedłużamy, bo Wigilia.