Nie było nic trudnego w pokazywaniu innym tego, co chcieli widzieć. Robiła to dla świętego spokoju, wiedziała, że mało kto może zrozumieć jej zainteresowania, dlatego też oficjalnie, dla większości osób była po prostu nudną panią z ministerstwa, która grzebała w trupach, zawsze odpowiednio ubrana, zawsze przygotowana do tego, co miało się wydarzyć, grzebanie w trupach samo w sobie było dość kontrowersyjne, więc nie potrzebowała niczego więcej, by trzymali się od niej z daleka, by nie podchodzili, kiedy tego nie chciała. To była cakiem dobrze przemyślana dla świata kreacja, wygodnie się ją nosiło, gdy nie chciało się, aby ludzie podchodzili zbyt blisko.
- Trudno by było, żeby nie był mistrzowski, jeśli jest się wykreowaną wersją od wielu lat. - Nie było nic szczególnie skomplikowanego w ukrywaniu tego, czego nie powinni widzieć obcy ludzie, zresztą zdarzyło jej się nieco pokazać tym, którzy mieli być jej bliscy, a oni sugerowali, że to nie wypada, że nie powinna, że jest dziwna, więc przestała to robić. Wygodniej jej było, aby nikt nie wiedział, no, właściwie prawie nikt, bo Benjy od zawsze miał tę możliwość, przy nim nie potrafiła utrzymać masek, ale też nigdy nie bała się, że zobaczy coś więcej, nawet wtedy kiedy nie do końca darzyli się sympatią, a przecież był i taki moment.
- Łatwo jest się odnaleźć w takiej roli, spełniać oczekiwania widowni. - Miała być ambitną dziewczyną, z jasnym celem w życiu, nawet trochę udawało jej się spełniać te nieswoje marzenia, miała mieszkanie, miała dobrą pracę, tylko, że to nigdy nie było to, czego tak naprawdę potrzebowała. Jasne, bardzo chciała leczyć, później mniej, poświęciła wiele czasu na naukę, ale zawsze interesowały ją też nieco inne dziedziny magii, te których niektórzy się bali, ona jednak nie, lubiła eksperymentować, sprawdzać, doświadczać rzeczy, które u innych wzbudzały strach, nie u niej - czego się nie robi dla dobra nauki, prawda?
- Ach, wtedy. - Zmierzał do ich pierwszego spotkania po latach, prawda, wtedy mogła sprawiać pozory, zwłaszcza, że uważała go za obcego, z którym jej droga zupełnie przypadkiem się skrzyżowała, podchodziła więc do niego, jak do wszystkich innych, przynajmniej na początku, po tym sukcesie związanym ze złapaniem kota dość szybko zaprowadziła go do swojego mieszkania, i tu mogła zapalić mu się lampka nad głową, w czasach jak te raczej nikt do końca rozsądny tego nie robił, tym bardziej, jeśli obca osoba wyglądała jak on, a nie oszukujmy się jego aparycja sugerowała, że należy do osób, które nie mają najlepszych zamiarów, w niczym jej to jednak nie przeszkodziło, liczyło się tylko obolałe kolano i to, że mogła je naprawić, to była ta prawdziwa Prue, która nie musiała się zgrywać i całkiem jasno układała priorytety.
- Rzadko kiedy zdarza mi się tak reagować przy obcych, ale to byłeś Ty, nie wiem, czy wyczuwałam to podskórnie, czy co się stało, wiedziałam, że mogę być sobą. - Wiedziała, że tamto zachowanie nie należało do tych rozsądnych, zaprosiła do swojego mieszkania obcego typa, ale nie wydawało jej się to niewłaściwe.
- Fakt, mogłam wydawać się kimś z innego świata, na szczęście później znowu mnie znalazłeś, na moje szczęście, bo gdyby nie Ty, to pewnie trudno byłoby mi przetrwać tę katastrofę. - Nadal nie zapominała o tym, że udało jej się przetrwać tamtą noc tylko dzięki niemu.
- Mieszkano to azyl, nie wpuszczam do niego byle kogo, nie dziwię się, że mnie zdradziło, ale oczy? Dobrze, że pozwalam tylko niektórym w nie spoglądać, trochę słabo, że mnie zdradzają. - Nie wydawało jej się jednak, aby robiły to w każdym momencie, na pewno bywały takie chwile. - Mam diablicę w oczach, kiedy patrzę na Ciebie, ale to Twoja wina, nie moja. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym bardzo niewinne, oczywiście, że próbowała to zwalić na niego, to na niego reagowała w ten specyficzny sposób, to przy nim się otwierała, jak przed nikim innym, to on budził w niej to, co zazwyczaj skrywała bardzo głęboko.
- To dobrze, bardzo słabo by było, jakby nie udało mi się ich spełniać, teraz tylko muszę utrzymać ten poziom. - Nie zamierzała osiąść na laurach, nigdy, wręcz przeciwnie, skoro mieli spędzić razem resztę życia to zamierzała nadal to robić, nadal przekraczać jego wszystkie oczekiwania, sprawiało jej to bowiem dziwną satysfakcję, chciała go zaskakiwać w ten sposób.
- Wydaje się, że naprawdę w to wierzysz, więc niech tak będzie, nawet jak nie mam planu, to jest zaplanowane. - Oczywiście, że wolała być przygotowana na każdą ewentualność, mieć plan A, B, C i zawsze jakiś awaryjny, gdyby poprzednie trzy nie do końca działały, tym razem jednak bylo zupełnie inaczej. Niczego nie planowali, nie byłaby w stanie przewidzieć, że będzie potrzebowała planu na podobne okoliczności, jednakże działanie bez niego nie okazało się być szczególnie skomplikowane, czasem dobrze było spontanicznie podchodzić do życia, to był jeden z takich momentów. Wszystko zadziało, bo on był obok, nie miała co do tego żadnych wątpliwości.
- Tak, zawsze jest miejsce na drobne modyfikacje pojawiające się w trakcie. - Niby lubiła trzymać się wszystkich kroków, które wcześniej określiła, ale nie miała nic przeciwko temu, aby w trakcie realizacji dopisywać jakieś podpunkty, czy przypisy, szczególnie, gdy nie działała sama, to wprowadzało element zaskoczenia, który nie zawsze okazywał się być zły.
- Czyli wszystko zadziałało jak powinno, wspaniale. - No, najważniejsze, że ją założył, później nie było już odwrotu, co najważniejsze przez lata myślał, że zrobił to dobrowolnie, teraz dopiero dowiadywał się, jaką była przebiegłą dwunastolatką i jaki miała sprytny plan na swoją przyszłość. - Miałeś mieć wybór, tylko w jednym momencie, później już nie. - Dodała, uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy tak o tym myślała, to naprawdę brzmiało jak coś, co mogłoby zadziałać, nie, żeby potrzebowała takich sztuczek, aby się nią zainteresował, ale gdyby jednak... to mogło się udać.
- Tak, przyznaję się bez bicia, ale nie oszukujmy się, że obiekt był wyjątkowo współpracujący. - Na pewno nigdy nie pomyślałby o tym, że może zrobić mu coś takiego, jak widać powinien być bardziej czujny, bo jej plan zadziałał, sidła rzucone jakieś dwadzieścia lat wcześniej zadziałały - bo skończyli jako małżeństwo, czyż nie.
- Po pierwsze, jak sam właśnie zauważyłeś, nie tak trudno było Cię w to wmanewrować, wiedziałam, że nie będziesz miał czasu na zadawanie zbędnych pytań, bo prostu zaakceptujesz wszystko co Ci podsunę, to naprawdę ułatwiało sprawę. - Dwunastoletni Wish nie należał do osób, które szukały dziury w całym, no i jej ufał, co powodowało, że mogła robić wszystko, a on i tak by to akceptował, prosta sprawa.
- Po drugie, nikogo poza Tobą wtedy nie lubiłam, a dobrze mieć jednak męża, którego się lubi, co nie? - Miała jednego przyjaciela jako dziecko i to on nim był, to był całkiem dobry argument, aby brać go pod uwagę jako swojego przyszłego męża, nikogo innego by nie rozważała, jeśli miało na kogoś paść to musiało na niego.
- Dzięki, też jestem tego zdania, wyszło naprawdę perfekcyjnie. Dwunastoletnia ja nie zakładała takiego sukcesu, może po drodze doszło do pewnych komplikacji, ale nie mogło się skończyć lepiej. - Zawsze musiał być jakiś margines błędu, miejsce na drobne potknięcia, te też zaliczyli, grunt jednak, że misja zakończyła się sukcesem, czyż nie. Kiedy o tym rozmawiali to wszystko naprawdę brzmiało tak, jakby już wtedy te dwadzieścia lat temu wszystko sobie doskonale przemyślała. Rozbawiła ją strasznie ta wizja, bo naprawdę to brzmiało jak coś, bo mogłoby się wydarzyć, gdyby posiadała wtedy nieco bardziej rozwinięte umiejętności.
- Tak naprawdę idealnie się dopełniamy. Człowiek z listą potrzebuje człowieka, który będzie chętny realizować wszystkie wyzwania, nawet te dodatkowe, pojawiające się w trakcie, jakoś poradzę sobie ze świadomością, że nic już nie jest odhaczane po kolei, skoro pojawią się dodatkowe punkty, wykraczające poza moje oczekiwania, będę musiała sobie jakoś z tym poradzić. - Odejście od tych przyzwyczajeń nie było wcale takie trudne, nie mając obok siebie kogoś takiego jak on. Mogłaby bez mniejszego problemu pozbyć się tych swoich list i czekać na to, aż zapiszą każdą pustą kartkę, było to bardzo prostym rozwiązaniem. Zresztą wiedziała, że Benjy był bardzo ambitny, uwielbiał wyzwania i niczego się nie bał. Doskonale się składało.
Później przeszli do realizacji pierwszego punktu, jednak nieco trzymali się jej kolejności, przynajmniej jak na razie. Kąpiel na pewno się im przyda, po tej dość intensywnej nocy warto było rozpocząć dalszą część wieczoru od łazienki, zdecydowanie tego potrzebowali.
Odstawił ją na kilka sekund na ziemię, złapała równowagę, ledwie jednak to zrobiła, to znowu ją objął, przyciągnął do siebie, jakby nie mógł wytrzymać z dala od niej nawet tych kilku sekund, to spowodowało, że na jej twarzy pojawił się uśmiech, dobrze było go widzieć takiego.
- Nie zamierzam się przyzwyczajać. - Przerwa techniczna... nie mogli jej ominąć, na szczęście ponownie znajdowali się blisko, dzisiaj nie chciała być nigdzie indziej, tylko splątana z jego ciałem i już nic nie miało im w tym przeszkodzić.
Para unosząca się w łazience powodowała, że łatwo było zapomnieć o tym, gdzie się znajdowali, tak właściwie to nie było szczególnie istotne, grunt, że byli tutaj razem, że mogli w końcu skupić się na tym, aby odpowiednio celebrować ich małżeństwo. Znowu świat miał się na chwilę zatrzymać, aby dać im ku temu przestrzeń był dzisiaj dla nich wyjątkowo cierpliwy. Zresztą wypadało, aby taki był, bardzo długo musieli czekać na ten moment, chwilę w której jasne będzie, że czeka na nich tylko i wyłącznie wspólna przyszłość, bo pozwolili sobie wreszcie sięgnąć po to, co było oczywiste.
Benjy nie zwlekał, jego palce, powoli, precyzyjnie, rozpinały guzik za guzikiem, po to by zacząć pozbywać się tych ubrań, które w tej chwili wydawały się im tylko i wyłącznie przeszkadzać. Zajęło mu to ledwie chwilę, w między czasie zdążył zbliżyć swoje usta do jej, aby połączyć je w głębokim pocałunku, miał niesamowitą podzielność uwagi, nie dało się tego nie zauważyć.
- Widzę, oby tak dalej. - Jedno z głowy, czekało na nich jednak jeszcze kilka części garderoby do zdjęcia. - Teraz Twój. - Może nie było to tak subtelne, jak jego wykonanie, jednak musiał jej to wybaczyć, wzrost krasnalo-skrzaci uniemożliwiał jej nieco walkę z jego płaszczem, wybrała więc opcję najbardziej korzystną, pociągnęła go za rękaw, chcąc zasugerować mu, że to jest idealny moment na to, by okręcił się wokół własnej osi to mogłoby jej nieco ułatwić ten manewr. Tylko chwila dzieliła ich od tego, aby znaleźli się przy sobie zupełnie nadzy, pozbawieni tych wszystkich niepotrzebnych warstw które niepotrzebnie ich teraz od siebie rozdzielały.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control