22.12.2025, 15:04 ✶
– I tak, i nie? – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem. – Próbowałam z ciekawości, kiedy byłam młodsza. – I skończyła z naprawdę ogromnym kacem oraz dziurami w pamięci, po których obiecała sobie Być Rozsądniejsza. – Po prostu większość alkoholi nigdy nie smakowała mi szczególnie dobrze, nie potrzebowałam ich, żeby dobrze się bawić, a teraz… wiesz jak jest. Ogłoszą nagły alarm i zaczną ściągać pracowników, a ja nie będę mogła zejść z kanapy, bo wypiłam butelkę ognistej? Stała czujność, że powtórzę za Moodym.
Unikanie trunków nie było ogółem dla niej jakimś ogromnym poświęceniem, chociaż była człowiekiem. Zdarzało się jej mieć ochotę się upić. Raz nawet tej uległa. Ale zwykle próbowała powtarzać sobie, że to nie rozwiąże jej problemów. A i wcześniej na imprezach dość regularnie starała się zachowywać trzeźwość choćby po to, aby jej koleżanki mogły się napić i wiedziały, że ktoś odeskortuje je do domu…
– W tym paskudnym świecie każdemu należy się trochę szczęścia – skwitowała, uśmiechając się do Heather. Uśmiech był pogodny, choć jej głowę wypełniała teraz czerń. Te dwa dzieciaki powinny teraz cieszyć się okresem narzeczeństwa i urządzać pierwsze mieszkanie, a nie zajmować ofiarami ataków terrorystycznych i zastanawiać się, czy świat nie rozpadnie się, zanim doczekają pierwszego, wspólnego Yule. Od dawna wiedziała, że żyje jest cholernie niesprawiedliwe, ale w ostatnich dwóch latach… było gorzej.
Ale to nie oznaczało, że straciła nadzieję.
– Pewnego dnia w Yule w Anglii spadnie śnieg, i nikt nie będzie bał się wypuścić dzieci, by pobiegły się na nim bawić – powiedziała łagodnie, a potem odstawiła kufel. Ten przy barze. To chyba on. Czekamy aż wyjdzie i ruszamy wtedy za nim, oświadczyła za pomocą fal, bo wolała w miarę możliwości nie próbować w pubie: jeśli nie chciałby spokojnie pogadać, mogło dojść tutaj do małych zamieszek i właściciel jeszcze by się na nią wkurzył. Z kieszeni wyciągnęła pieniądze, za grzańca i napiwek, by położyć je na stoliku.
Unikanie trunków nie było ogółem dla niej jakimś ogromnym poświęceniem, chociaż była człowiekiem. Zdarzało się jej mieć ochotę się upić. Raz nawet tej uległa. Ale zwykle próbowała powtarzać sobie, że to nie rozwiąże jej problemów. A i wcześniej na imprezach dość regularnie starała się zachowywać trzeźwość choćby po to, aby jej koleżanki mogły się napić i wiedziały, że ktoś odeskortuje je do domu…
– W tym paskudnym świecie każdemu należy się trochę szczęścia – skwitowała, uśmiechając się do Heather. Uśmiech był pogodny, choć jej głowę wypełniała teraz czerń. Te dwa dzieciaki powinny teraz cieszyć się okresem narzeczeństwa i urządzać pierwsze mieszkanie, a nie zajmować ofiarami ataków terrorystycznych i zastanawiać się, czy świat nie rozpadnie się, zanim doczekają pierwszego, wspólnego Yule. Od dawna wiedziała, że żyje jest cholernie niesprawiedliwe, ale w ostatnich dwóch latach… było gorzej.
Ale to nie oznaczało, że straciła nadzieję.
– Pewnego dnia w Yule w Anglii spadnie śnieg, i nikt nie będzie bał się wypuścić dzieci, by pobiegły się na nim bawić – powiedziała łagodnie, a potem odstawiła kufel. Ten przy barze. To chyba on. Czekamy aż wyjdzie i ruszamy wtedy za nim, oświadczyła za pomocą fal, bo wolała w miarę możliwości nie próbować w pubie: jeśli nie chciałby spokojnie pogadać, mogło dojść tutaj do małych zamieszek i właściciel jeszcze by się na nią wkurzył. Z kieszeni wyciągnęła pieniądze, za grzańca i napiwek, by położyć je na stoliku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.