Nie było to jej ulubione miejsce na ziemi. Bywała tu, kiedy wymagała od niej tego sytuacja, jednak nie pojawiała się w okolicy gdy nie musiała. Nie było sensu zapuszczać się w to miejsce, zwłaszcza, że ono samo tego nie chciało, raczej robiło wszystko aby wypędzić tych, którzy się tutaj pojawili. Czasem jednak nie było innego wyboru, to był jeden z takich dni, a raczej taka noc.
Nie przejmowała się renomą tego miejsca, kiedy już się w nim znaleźli, traktowała ten las, jak każdy inny, w którym się znajdowała, nie zamierzała pozwolić mu się omamić, czy oszukać, nie był to jej pierwszy raz w tym miejscu. Wiedziała o tym, że drzewa miały tutaj wiele opowieści do powiedzenia, niekoniecznie tych przyjemnych, nie na tym jednak się skupiała.
Mieli zadanie do wykonania, tylko to było istotne, wytropić bestię i się nią zająć, prosta sprawa, nic nadzwyczajnego - robiła to przez większość swojego życia. Nasłuchiwała więc, nie mogła pozwolić na to, by umknęło jej cokolwiek, kto wie, gdzie dokładnie było stworzenie, którego szukali, poza nim zresztą coś jeszcze mogło stanąć im na drodze, widziała, że Benjy również był w trybie zadaniowym. Dobrze było mieć obok siebie drugie oczy i uszy, to było naprawdę miłą odmianą dla osoby, która zawsze działała w samotności.
Ciemność ich otaczała, jedyne co ją gdzieniegdzie zakłócało to te promienie światła padające od księżyca, a właściwie ich resztki przefiltrowane przez korony drzew i ich kolejne warstwy. Niedługo powinno zacząć się rozjaśniać, dzień miał niebawem nadejść, dzieliła ich od tego kilka godzin, może nawet mniej. Nie mogła zapominać, że jesień wiązała się z późniejszymi wschodami słońca.
Szli przed siebie, ramię w ramię, nie wchodząc sobie w drogę, mieli współpracować i faktycznie to wyglądało jak współpraca, nie miała mu nic do zarzucenia, ale tego się spodziewała, był odpowiedzialnym i doświadczonym kompanem, trafił jej się trochę jak ślepej kurze ziarno, zupełnie przypadkiem, kiedy naprawdę potrzebowała kogoś komu będzie mogła zaufać. Niedługo będzie musiała zrobić sobie krótką przerwę, ze świadomością, że ma ją kto zastąpić na pewno łatwiej będzie jej do niej w ogóle dopuścić. Nie zakładała, że pozwoli sobie na długi okres siedzenia w domu, siedzenie w czterech ścianach szybko zaczynało ją przytłaczać. Nie była do tego przyzwyczajona.
Im głębiej wchodzili w las tym bardziej wydawał się on żyć własnym życiem, drzewa zaczynały przypominać obrazy, jakby grały w jakimś przedstawieniu, a oni byli jego widownią, przynajmniej jak na razie, kto wie, czy nie postanowią w kolejnym akcie zrobić z nich aktorów. Póki co jednak nic się nie działo, nadal szli przed siebie, byli całkiem uważni i spokojni, nie było słychać praktycznie nic poza szumem wiatru gdzieś wysoko nad nimi, czy jakąś przydeptaną gałęzią gdzieś daleko, daleko w innej części lasu. Nie czuła niepokoju, jeszcze nie, póki co była skupiona na ich misji, to było najważniejsze.
Mieli czas, aby zaopatrzyć się w niezbędną broń, dobrze zrobiła, że zahaczyła dzisiaj o mieszkanie, jak widać, nigdy nie da się przewidzieć kiedy może się jej ona przydać, jasne zawsze miała przy sobie swój ulubiony zestaw noży, jednak one nie zawsze wystarczały, czasem wypadało mieć przy sobie coś większego kalibru. Dzisiaj padło na srebrny sztylet - dirk, który dostała dawno temu od ojca, jak większość swoich ulubionych narzędzi do pracy.
Wsłuchiwała się w dźwięki, które wydawała okolica, nie chciała, aby coś ich zaskoczyło, nie tym razem, miało to być proste, gładkie zlecenie - nie zakładała inaczej.
!magicznedrzewa