22.12.2025, 19:39 ✶
- Obawiam się, że oni nigdy do takich dyplomików nie wybierają najlepszych zdjęć - prychnął. Należało jednak zacząć od tego, że na całe szczęście nie mieli specjalnego miejsca na ścianie, na tego typu uznania. Nawet lepiej, bo wtedy Atreus musiałby walczyć sam ze sobą; z jednej strony chcąc uzyskać odpowiednie uznanie, a z drugiej uważając tego typu docenienie za okropną siarę.
To mu powiedziała - bezczelnie i bezmyślnie, warto dodać, a on otaksował ją w odpowiedzi oceniającym spojrzeniem. Skrzat. Jednego miał pod ręką, według ich wymiany zdań na weselu, i właśnie na niego patrzył. Ale nie odezwał się w tym temacie, równie bezczelną uwagę zatrzymując dla siebie. - Uciekającym zielsku? No to zagadka rozwiązania - mruknął, patrząc na tę jemiołę, jakby była winna całemu złu na ziemi, a przynajmniej zniknięciu Paddy'ego. W sumie kto wiedział, jak została zaczarowana. Albo jak zmieniła ją ucieczka.
Najwyraźniej jednak, jedynym efektem ubocznym, a przynajmniej jedynym który do tej pory się ukazał, było nadmierne śnieżenie. W odpowiedzi na zaklęcie, zieleń zafalowała ale Atreus patrzył na dokumenty, z nadzieją oczekując że któreś akta faktycznie wyskoczą im do ręki. Ale nie, to byłoby zwyczajnie za proste. Zamiast tego runęła nich cała zaspa śniegu i to nawet nie takiego iluzorycznego, a całkiem prawdziwego. Przyszedł chłód, a parę kroków za nim wilgoć, kiedy biały puch zaczął roztapiać się na ubraniu.
W pierwszej chwili Bulstrode zwyczajnie zastygł, przełykając przekleństwa - oprócz jednej samotnej kurwy, która mu się wymsknęła - i próbując znieść z godnością fakt, że nasypało mu za kołnierz.
- Ja wiem jak to się kończy w tych nowelkach romantycznych, nie rozbierzesz mnie bezbożnico - mruknął do niej, ale nawet jeśli chciał zażartować sobie teraz, to raczej należało zaliczyć to do nieudolnej próby. Głos był sztywny, niosący pewne niezadowolenie. Ręce natomiast szybko poszły w ruch, chcąc otrzepać ubranie. - Ktokolwiek te jemiołę zaklinał chyba sobie wziął do serca powiedzenie, że grudzień zimny, śniegiem przykryty, daje rok w zboże obfity. Eh, to co, czeka nas teraz przeglądanie tego ręcznie, niestety.
To mu powiedziała - bezczelnie i bezmyślnie, warto dodać, a on otaksował ją w odpowiedzi oceniającym spojrzeniem. Skrzat. Jednego miał pod ręką, według ich wymiany zdań na weselu, i właśnie na niego patrzył. Ale nie odezwał się w tym temacie, równie bezczelną uwagę zatrzymując dla siebie. - Uciekającym zielsku? No to zagadka rozwiązania - mruknął, patrząc na tę jemiołę, jakby była winna całemu złu na ziemi, a przynajmniej zniknięciu Paddy'ego. W sumie kto wiedział, jak została zaczarowana. Albo jak zmieniła ją ucieczka.
Najwyraźniej jednak, jedynym efektem ubocznym, a przynajmniej jedynym który do tej pory się ukazał, było nadmierne śnieżenie. W odpowiedzi na zaklęcie, zieleń zafalowała ale Atreus patrzył na dokumenty, z nadzieją oczekując że któreś akta faktycznie wyskoczą im do ręki. Ale nie, to byłoby zwyczajnie za proste. Zamiast tego runęła nich cała zaspa śniegu i to nawet nie takiego iluzorycznego, a całkiem prawdziwego. Przyszedł chłód, a parę kroków za nim wilgoć, kiedy biały puch zaczął roztapiać się na ubraniu.
W pierwszej chwili Bulstrode zwyczajnie zastygł, przełykając przekleństwa - oprócz jednej samotnej kurwy, która mu się wymsknęła - i próbując znieść z godnością fakt, że nasypało mu za kołnierz.
- Ja wiem jak to się kończy w tych nowelkach romantycznych, nie rozbierzesz mnie bezbożnico - mruknął do niej, ale nawet jeśli chciał zażartować sobie teraz, to raczej należało zaliczyć to do nieudolnej próby. Głos był sztywny, niosący pewne niezadowolenie. Ręce natomiast szybko poszły w ruch, chcąc otrzepać ubranie. - Ktokolwiek te jemiołę zaklinał chyba sobie wziął do serca powiedzenie, że grudzień zimny, śniegiem przykryty, daje rok w zboże obfity. Eh, to co, czeka nas teraz przeglądanie tego ręcznie, niestety.