04.03.2023, 03:08 ✶
Patrick odwrócił głowę w stronę Mavelle, gdy ta wspomniała o pniach, które wcale nie były pniami. Zmarszczył brwi, dopiero po czasie rozumiejąc, że najwidoczniej nawiązywała do tego, że sama znalazła tu ciało. Mimo wszystko miał nadzieję, że tego dnia nie znajdą tu już żadnego nowego (albo wcale nie) trupa. I nie chodziło nawet o tonę papierów, które musieliby potem wypełnić.
Nie oponował, gdy Brenna wybrała sobie do partnerowania Heather. Jak wspomniał wcześniej, nie robiło mu szczególnej różnicy, kto miał mu towarzyszyć. Sam lubił się (w pewnej chwili aż za bardzo) z Bones i pracował z nią nie od dzisiaj, więc i sparowanie z nią mu nie przeszkadzało.
- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy – wymruczał pod nosem. Zwłaszcza, że na ogarnięcie sprawy mieli raczej dość ograniczony czas.
Machnął różdżką i na jej czubku pojawiło się światło.
Następnie jego zachowanie do pewnego stopnia, było właściwie bardzo podobne do zachowania całej reszty. Oddalił się od Mavelle na odległość mniej więcej dziesięciu (może piętnastu) metrów. Ciągle na tyle blisko by widzieli siebie nawzajem i mogli kontynuować rozmowę, gdyby zaszła taka potrzeba. A jednocześnie nie znajdowali się na tyle blisko by powielali swoją pracę. Szedł powoli. Rozglądał się uważnie dookoła. Omiatał wzrokiem nadgniłą od nadmiaru wilgoci, pożółkłą trawę, krzaki, których nie umiał nazwać, skarłowaciałe drzewa (o ile nie mylił ich z krzewami) i bagna. Sprawdzał czy jego różdżka wciąż jarzyła się światłem, czy też światło powoli bledło, jakby magia słabła.
Od czasu do czasu spoglądał w bok, by sprawdzić jak daleko od niego znajdowała się Mavelle i czy już dosięgła ją anomalia Mglistych Mokradeł.
Wreszcie, gdy jego różdżka odmówiła posłuszeństwa, przystanął. Jeszcze raz rozejrzał się uważnie, jakby już wzrokiem szukając jakichś nieścisłości. Potem sięgnął do plecaka by wyciągnąć z niego mugolską latarkę. Włączył ją by sprawdzić, czy działała, czy też mugolska magia – elektryczność, również odmawiała w tym miejscu posłuszeństwa. Z braku wcześniejszego pomyślunku, położył plecak w miejscu, gdzie pojawiła się anomalia (wcześniej upewniając się, że może bezpiecznie poleżeć przez chwilę).
Steward cofnął się o kilka kroków, znowu sprawdzając, jak szybko jego różdżka odzyska magiczną moc. Następnie wycelował w znajdujący się w obrębie anomalii kamień i posłał w jego stronę snop światła. Korzystając z tego, że znowu miał magię, wyczarował wstążkę i przewiązał nią kawałek prostej gałęzi. Wrócił do plecaka. Podniósł go i z powrotem założył na plecy. Następnie wbił gałąź w oznaczone przez samego siebie miejsce.
- Mavelle, wszystko w porządku u ciebie? – upewnił się.
Nie oponował, gdy Brenna wybrała sobie do partnerowania Heather. Jak wspomniał wcześniej, nie robiło mu szczególnej różnicy, kto miał mu towarzyszyć. Sam lubił się (w pewnej chwili aż za bardzo) z Bones i pracował z nią nie od dzisiaj, więc i sparowanie z nią mu nie przeszkadzało.
- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy – wymruczał pod nosem. Zwłaszcza, że na ogarnięcie sprawy mieli raczej dość ograniczony czas.
Machnął różdżką i na jej czubku pojawiło się światło.
Następnie jego zachowanie do pewnego stopnia, było właściwie bardzo podobne do zachowania całej reszty. Oddalił się od Mavelle na odległość mniej więcej dziesięciu (może piętnastu) metrów. Ciągle na tyle blisko by widzieli siebie nawzajem i mogli kontynuować rozmowę, gdyby zaszła taka potrzeba. A jednocześnie nie znajdowali się na tyle blisko by powielali swoją pracę. Szedł powoli. Rozglądał się uważnie dookoła. Omiatał wzrokiem nadgniłą od nadmiaru wilgoci, pożółkłą trawę, krzaki, których nie umiał nazwać, skarłowaciałe drzewa (o ile nie mylił ich z krzewami) i bagna. Sprawdzał czy jego różdżka wciąż jarzyła się światłem, czy też światło powoli bledło, jakby magia słabła.
Od czasu do czasu spoglądał w bok, by sprawdzić jak daleko od niego znajdowała się Mavelle i czy już dosięgła ją anomalia Mglistych Mokradeł.
Wreszcie, gdy jego różdżka odmówiła posłuszeństwa, przystanął. Jeszcze raz rozejrzał się uważnie, jakby już wzrokiem szukając jakichś nieścisłości. Potem sięgnął do plecaka by wyciągnąć z niego mugolską latarkę. Włączył ją by sprawdzić, czy działała, czy też mugolska magia – elektryczność, również odmawiała w tym miejscu posłuszeństwa. Z braku wcześniejszego pomyślunku, położył plecak w miejscu, gdzie pojawiła się anomalia (wcześniej upewniając się, że może bezpiecznie poleżeć przez chwilę).
Steward cofnął się o kilka kroków, znowu sprawdzając, jak szybko jego różdżka odzyska magiczną moc. Następnie wycelował w znajdujący się w obrębie anomalii kamień i posłał w jego stronę snop światła. Korzystając z tego, że znowu miał magię, wyczarował wstążkę i przewiązał nią kawałek prostej gałęzi. Wrócił do plecaka. Podniósł go i z powrotem założył na plecy. Następnie wbił gałąź w oznaczone przez samego siebie miejsce.
- Mavelle, wszystko w porządku u ciebie? – upewnił się.
Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!