04.03.2023, 11:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2023, 11:49 przez Bard Beedle.)
Zapewne gdyby Jamil ciągnął temat nienormalnego wujka, prędzej czy później doszłoby do wypominania rzutów skorpionami, a także tego dnia, kiedy Jamila użarły zaklęte węże i tego, kiedy czarnoksiężnicy wpakowali się do obozu odebrać długi. Nell była tym okropnym gatunkiem człowieka, który nie tylko takie rzeczy chętnie wyciągał na wierzch, ale jeszcze lubił mówić „a nie mówiłam”. Może dlatego Bagshotowie uważali ją czasem za czarną owcę…
Gdyby nie pojawienie się złodziejaszka, może oburzyłaby się bardzo na te „budynki, budynki, budynki” i wspomniała o Tamizie, st. James’es Park i parku innych miejscach, gdzie wcale nie było tylko budynków.
Niestety, nie zdążyła.
Kiedy Jamil dorwał kieszonkowca, podbiegła trochę bliżej. Pod nosem przeklinała na czym świat stoi i przy okazji też swoje buty, bo chociaż nie założyła obcasów, to i tak były to jedne z tych bardziej eleganckich pantofli, od których w Egipcie się odzwyczaiła. Mina schwytanego chłopaka musiała się jej bardzo nie spodobać, bo ponownie uniosła różdżkę. Celowała w kieszonkowca, ale rozglądała się po okolicy, czy przypadkiem gdzieś tu nie czekali jego koledzy…
- Bierz tę sakiewkę, jak trzeba, to przywal mu w nos i nas stąd teleportuję – oświadczyła Nell, zatrzymując wzrok na dłużej w jednej z ciemnych uliczek, w której, jak się jej zdawało, coś się poruszało. To nie tak, że panna Bagshot absolutnie nigdy nie była na Nokturnie. Ale nigdy nie zapuszczała się daleko i gdy ten jeden, jedyny raz, weszła tu głupio sama, szybko stchórzyła i się teleportowała. Spacery tutaj były nawet trochę bardziej niebezpieczne niż samotne przechadzki po egipskich miastach, gdy byłaś samotną blondynką… bo tam mogła miotnąć w mugoli bez problemu confundusem, a tu jednak każdy też miał różdżkę. – A ty się ciesz, że cię złapał, nie uśmiechaj się tak! Jakby po ten kamień z sakiewki przyszli właściciele, to byś oberwał klątwą na siedem pokoleń! Albo umarł, nie jestem pewna, co pierwsze – fuknęła, rzecz jasna wyolbrzymiając. No, tak troszkę, bo nie była pewna, czy Leta jednak nie próbowałaby rzucić jakiejś klątwy. Chociaż w Anglii mogłaby to sobie odpuścić, tutaj Ministerstwo działało trochę prężniej niż w Afryce.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kieszonkowiec tymczasem szarpnął się nagle i zdołał strącić z siebie Jamila. W tej chwili obaj leżeli na ziemi, tuż obok siebie: złodziej zaś podjął próbę poderwania się...
Gdyby nie pojawienie się złodziejaszka, może oburzyłaby się bardzo na te „budynki, budynki, budynki” i wspomniała o Tamizie, st. James’es Park i parku innych miejscach, gdzie wcale nie było tylko budynków.
Niestety, nie zdążyła.
Kiedy Jamil dorwał kieszonkowca, podbiegła trochę bliżej. Pod nosem przeklinała na czym świat stoi i przy okazji też swoje buty, bo chociaż nie założyła obcasów, to i tak były to jedne z tych bardziej eleganckich pantofli, od których w Egipcie się odzwyczaiła. Mina schwytanego chłopaka musiała się jej bardzo nie spodobać, bo ponownie uniosła różdżkę. Celowała w kieszonkowca, ale rozglądała się po okolicy, czy przypadkiem gdzieś tu nie czekali jego koledzy…
- Bierz tę sakiewkę, jak trzeba, to przywal mu w nos i nas stąd teleportuję – oświadczyła Nell, zatrzymując wzrok na dłużej w jednej z ciemnych uliczek, w której, jak się jej zdawało, coś się poruszało. To nie tak, że panna Bagshot absolutnie nigdy nie była na Nokturnie. Ale nigdy nie zapuszczała się daleko i gdy ten jeden, jedyny raz, weszła tu głupio sama, szybko stchórzyła i się teleportowała. Spacery tutaj były nawet trochę bardziej niebezpieczne niż samotne przechadzki po egipskich miastach, gdy byłaś samotną blondynką… bo tam mogła miotnąć w mugoli bez problemu confundusem, a tu jednak każdy też miał różdżkę. – A ty się ciesz, że cię złapał, nie uśmiechaj się tak! Jakby po ten kamień z sakiewki przyszli właściciele, to byś oberwał klątwą na siedem pokoleń! Albo umarł, nie jestem pewna, co pierwsze – fuknęła, rzecz jasna wyolbrzymiając. No, tak troszkę, bo nie była pewna, czy Leta jednak nie próbowałaby rzucić jakiejś klątwy. Chociaż w Anglii mogłaby to sobie odpuścić, tutaj Ministerstwo działało trochę prężniej niż w Afryce.
NPC, próba wyrwania się Jamilowi:
Rzut O 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Kieszonkowiec tymczasem szarpnął się nagle i zdołał strącić z siebie Jamila. W tej chwili obaj leżeli na ziemi, tuż obok siebie: złodziej zaś podjął próbę poderwania się...