23.12.2025, 01:50 ✶
Dwoistość jego natury potrafiła zaskoczyć niejednego, ale że sam siebie tak regularnie częstował tak solidną dawką szoku, to już trzeba było mieć talent. Flynn był w takich sprawach niebywały. Czy chciało mu się pracować? Nie. Czy chciało mu się próbować „wyśmienitych potraw na Yule”? Broń go Jezusku przed każdym, kto chciał zaufać jego kubkom smakowym. W pierwszej chwili zgniótł więc ten liścik i chciał go od razu spalić pstryknięciem palca, ale później coś go tchnęło. Chyba... Chyba te wszystkie gruszki, które mu kazali nazbierać Bellowie, jedna po drugiej spadały mu na głowę, bo naprawdę przyłapał się pięć razy na tym, że myśli o Lewisie i wręcz nie może otrząsnąć się z tego, że coś go omija. Zachłysnął się tą zazdrością o chuj wie co (no dobrze, wiedział co - o to, że mu serce na widok Lewego biło szybciej, ale to nie miało znaczenia, bo McKinnon nigdy nie wyznawał świętej zasady raz w dupę to nie pedał i Flynn nie miał szans skosztować tego jak to było skończyć z nim w łóżku) i pojawił się pod Rejwachem jak ten debil, trzymając kilka naprawdę zajebistych gruszek i będąc uzbrojonym w jakieś dwanaście noży (tak na wszelki wypadek, gdyby go tutaj sięgnął gniew pani podziemi).
Najpierw szedł dziarsko. Później usłyszał jakieś głośne dźwięki i zwolnił. Otwierając drzwi kuchni przełknął ślinę i nagle zamiast wylegiwać się w łóżku miłości swojego życia (proszę się nie przejmować tym, że to już czwarta miłość jego życia) stał w miejscu, które z jakiegoś powodu bardziej niż kuchnię przypominało mu pole walki. Czy... Czy to jeden z tych dni, kiedy Lewis rzuci w niego czerstwą bułką? Flynn zamarł. Jeżeli ktoś się na tego idiotę trzymającego gruszki spojrzał, to wyjąkał coś w stylu a a aa-a mh-hmmm e e-y, skwitowane jeszcze mądrzejszym h-haaa-a-a a mm m-m gh. A później zamrugał i pobladł. Ubrany jak mugolak w okresie buntu, wymalowany w beznadziejne tatuaże jak brudnopis, z ozdobą w postaci gęstych loków i pięknych brązowych oczu, wyglądał jak szczeniaczek. I był szczeniaczkiem! Co prawda takim szczeniaczkiem, którego już dawno powinni skazać na odsiadkę w Azkabanie, ale...
Najpierw szedł dziarsko. Później usłyszał jakieś głośne dźwięki i zwolnił. Otwierając drzwi kuchni przełknął ślinę i nagle zamiast wylegiwać się w łóżku miłości swojego życia (proszę się nie przejmować tym, że to już czwarta miłość jego życia) stał w miejscu, które z jakiegoś powodu bardziej niż kuchnię przypominało mu pole walki. Czy... Czy to jeden z tych dni, kiedy Lewis rzuci w niego czerstwą bułką? Flynn zamarł. Jeżeli ktoś się na tego idiotę trzymającego gruszki spojrzał, to wyjąkał coś w stylu a a aa-a mh-hmmm e e-y, skwitowane jeszcze mądrzejszym h-haaa-a-a a mm m-m gh. A później zamrugał i pobladł. Ubrany jak mugolak w okresie buntu, wymalowany w beznadziejne tatuaże jak brudnopis, z ozdobą w postaci gęstych loków i pięknych brązowych oczu, wyglądał jak szczeniaczek. I był szczeniaczkiem! Co prawda takim szczeniaczkiem, którego już dawno powinni skazać na odsiadkę w Azkabanie, ale...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.