Rozmowa z mężczyzną wprawiła ją w dobry humor. Jakoś tak całkiem lekko jej się z nim gawędziło, jakby wcale nie poznali się przed chwilą w Kotle. Jak widać warto jest być otwartym i nawiązywać nowe znajomości. Nigdy nie wiadomo, czy nie pozna się kogoś, kto może okazać się towarzyszem na dłużej. Jamil zrobił na niej dobre wrażenie, choć mogły to być tylko pozory. Geraldine zdawała sobie sprawę, że niektórzy dzięki swojemu długowiecznemu magicznemu pochodzeniu mogli posiadać dodatkowe profity. Jednak niewielka to była grupa czarodziejów. Reszta raczej nie wyróżniała się niczym specjalnym. Jej rodzina chociażby charakteryzowała się wysokim wzrostem przez to, że gdzieś, kiedyś dawno temu ktoś postanowił zabawić się z olbrzymem. Nie żeby jej to ułatwiało życie, w czasach nauki w Hogwarcie jej ponadprzeciętny wzrost był jej kompleksem. Była wyższa od wszystkich dziewcząt, a do tego jej sylwetka należała raczej do tych męskich, zdarzyło się, że ktoś nazwał ją przez to babochłopem, na pewno miało to związek też z tym, jakie aktywności lubiła najbardziej. W końcu szermierka, polowania nie były typowo kobiecymi zajęciami. Z czasem nauczyła się to ignorować, chociaż bywało, że to do niej wracało. Nie czuła się w pełni atrakcyjna.
- Bardzo dobre podsumowanie, muszę przyznać, że się z Tobą zgadzam, wszędzie sami idioci.- No i doszli do konsensusu, może nie był on specjalnie górnolotny, no ale miał sporo sensu, przynajmniej zdaniem panny Yaxley.
- Dzieci są odbiciem swoich rodziców, jakby nie patrzeć. Mało które potrafi się im postawić, chłoną jak gąbka, przez co to wszystko nie zmieniło się od lat, a powinno.
- Gerry uważała, że społeczeństwu czarodziejów przydałoby się jakieś odświeżenie, miała jednak świadomość, że zbyt wielu tradycjonalistów nadal żyło. Może jeśli wymrą... chociaż nadal będą ich potomkowie, którzy mieli tendencje do powtarzalności poglądów. Nie tak łatwo było wprowadzić zmiany.[/a][b]- W końcu najważniejsze jest zaangażowanie, co tam wieczysta przysięga...- Posłała mu uśmiech, tym razem jednak był szczery.
Zaczęli grać. Gerry była nieco rozczarowana, bo karty nie do końca dzisiaj chciały współpracować. Standard, kiedy jej zależało na wygranej, to nic nie szło po jej myśli. Powinna się do tego przyzwyczaić. Upiła kolejny łyk alkoholu ze szklanki, może to przez to, że była trzeźwa jej nie wychodziło? Sięgnęła po kolejne pięć kart, nie dawała po sobie poznać, że zaczyna się irytować, że los jej dzisiaj nie sprzyja. Rzuciła dwie na stół, zamieniły się w jedną.