23.12.2025, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2025, 12:14 przez Alexander Aristov.)
Ciekawe, że to akurat przez Brennę się wszystko posypało. W zasadzie o Brennę raczej. Niektórzy tutaj nie lubili "obcych", zwłaszcza, że za mugolską "Żelazną kurtyną" działała już socjalistyczna propaganda. Jaki to zachód nie jest zły, jak bardzo chcą nas okraść, napaść. Jak to związek stoi na straży światowego porządku i niektórzy poddawali się tej propagandzie. Inni nie. I sam Alexander musiał przyznać, że takie gadanie było skuteczne. Sam czuł niechęć do zachodu, ale żeby zaraz zaatakować niewinną kobietę na ulicy, tylko dlatego, że mówiła innym językiem i była po prostu inna? To było po prostu słabe.
Co innego zaatakować kogoś, żeby wydusić z niego informacje, żeby torturować go, przekonać do zmiany zdania, albo po prostu usunąć niewygodnego świadka. No i nie wiedział też jaki światopogląd miała Brenna na temat rzucania czarnomagicznych zaklęć, ale...
Alexander zrobił już krok w tył, ale w ostatniej chwili zauważył zamach tamtego. Oczywiście, że był na to przygotowany. Wiedział jak to bywa na ulicach, jak się walczyć, jak ubrudzić sobie ręce, więc szybko odsunął się od chłopaka atakującego go, żeby zobaczyć jak Brenna rusza do ataku. Uderzyła swoim plecakiem jednego z facetów. Odważnie. Nie było to mocne uderzenie, jednak podziałało, dało czas. Zaskoczyło. A skoro jeden z nich był już zaskoczony, lekko ogłuszony, to byłaby dobra okazja, żeby go wykończyć. Więc Alex szybko doskoczył do niego.
AF
Skutecznie wyprowadził cios. Nie musiał być silny. Nie musiał być potężny. Musiał uderzyć po prostu w odpowiednie miejsce. I jako tako podziałało. Bo Alexander rzadko celował w twarz, jeśli chciał wykluczyć przeciwnika, który stał tak otwarto. Bez obrony, bez żadnego podniesionej gardy. Jeden cios w splot słoneczny podziałał jak wiadro z wodą. Facet upadł na kolana przed ich dwójką, z trudem łapiąc powietrze, gdy oni stali tak patrząc na siebie. Nagle zapanowała cicsza, ale pozostała dwójka raczej nie pozostanie zbyt długo bezczynna. Zwłaszcza, że przed chwilą położyli ich kumpla na łopatki. Gdyby byli w jakimś dramacie, ale byłaby to zwykła opowieść... A zresztą walić. Alex podniósł otwartą dłoń w stronę Brenny, żeby zbić z nią piątkę. To była dobra akcja, zasługiwała na piątkę.
Jednak radość nie trwała długo, bo tamta dwójka warknęła coś między sobą i ruszyła w ich stronę, niebezpiecznie szybko. Niestety stracili już element zaskoczenia, więc walka miała być teraz znacznie trudniejsza i... ciekawsza.
-Mam nadzieję, że nie boisz się bólu i krwi. Może być paskudnie. - pokiwał głową Alexander i przyjął pozycję obronną, podnosząc ręce do góry, jakby był boxerem. Może był. Kto wie?
Co innego zaatakować kogoś, żeby wydusić z niego informacje, żeby torturować go, przekonać do zmiany zdania, albo po prostu usunąć niewygodnego świadka. No i nie wiedział też jaki światopogląd miała Brenna na temat rzucania czarnomagicznych zaklęć, ale...
Alexander zrobił już krok w tył, ale w ostatniej chwili zauważył zamach tamtego. Oczywiście, że był na to przygotowany. Wiedział jak to bywa na ulicach, jak się walczyć, jak ubrudzić sobie ręce, więc szybko odsunął się od chłopaka atakującego go, żeby zobaczyć jak Brenna rusza do ataku. Uderzyła swoim plecakiem jednego z facetów. Odważnie. Nie było to mocne uderzenie, jednak podziałało, dało czas. Zaskoczyło. A skoro jeden z nich był już zaskoczony, lekko ogłuszony, to byłaby dobra okazja, żeby go wykończyć. Więc Alex szybko doskoczył do niego.
AF
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Skutecznie wyprowadził cios. Nie musiał być silny. Nie musiał być potężny. Musiał uderzyć po prostu w odpowiednie miejsce. I jako tako podziałało. Bo Alexander rzadko celował w twarz, jeśli chciał wykluczyć przeciwnika, który stał tak otwarto. Bez obrony, bez żadnego podniesionej gardy. Jeden cios w splot słoneczny podziałał jak wiadro z wodą. Facet upadł na kolana przed ich dwójką, z trudem łapiąc powietrze, gdy oni stali tak patrząc na siebie. Nagle zapanowała cicsza, ale pozostała dwójka raczej nie pozostanie zbyt długo bezczynna. Zwłaszcza, że przed chwilą położyli ich kumpla na łopatki. Gdyby byli w jakimś dramacie, ale byłaby to zwykła opowieść... A zresztą walić. Alex podniósł otwartą dłoń w stronę Brenny, żeby zbić z nią piątkę. To była dobra akcja, zasługiwała na piątkę.
Jednak radość nie trwała długo, bo tamta dwójka warknęła coś między sobą i ruszyła w ich stronę, niebezpiecznie szybko. Niestety stracili już element zaskoczenia, więc walka miała być teraz znacznie trudniejsza i... ciekawsza.
-Mam nadzieję, że nie boisz się bólu i krwi. Może być paskudnie. - pokiwał głową Alexander i przyjął pozycję obronną, podnosząc ręce do góry, jakby był boxerem. Może był. Kto wie?