23.12.2025, 13:12 ✶
Zrobić dobry tort była sztuka. Taka ja namalowanie obrazu, jak skomponowanie utworu. Artyzm w najczystszej i najbardziej pierwotnej formie. No w bo jakby ne patrzeć to doświadczasz tego całym sobą. Nie dość, że wygląda ładnie, ozdobiony lukrem, taki piętrowy... I myśl Alexandra powędrowały do tortu weselnego. Takiego dużego. Jego własnego. I ta myśl jakoś tak wzdrygnęła go. Nie mógł jej tak po prostu odpędzić i... Wystraszył się gdzieś tam w duszy, bo przecież to nagle stawało się realne. Że musiał wziąć ten ślub, że musiał wziąć Yelenę za żonę. Może nie teraz... Może nie już, ale im dalej w czas, im dłużej mieszkali razem tym bardziej się to wszystko skupiało na tym właśnie momencie. Na ślubie. Cholera.
I może ten romantyzm tortu, ten cały artyzm, który polegał na balansie między smakami, na symfonii płynącej z fajerwerków na języku, był tylko w jego głowie, może wszystko tylko sobie wyobrażał, ale miał szczerą nadzieję, że jeśli już będą mieli taki tort, to Lena będzie zadowolona. Pokręcił jednak szybko głową. Nie może tak myśleć. W końcu nadal jej nienawidził. I ona jego. Nienawidzili się tak naturalnie pięknie, a mimo to Alex kochał ją równie mocno. Popieprzone to wszystko. Może rzeczywiście lepiej byłoby rzucić to wszystko i uciec w...
-Na kacu... Jak nigdy nie przestajesz pić, to nigdy nie masz kaca. Poza tym tutejsze alkohole są za słabe, aby porządnie mnie spić! - powiedział z udawaną dumą, jakby Związkowa wódka była na tyle potężna, żeby napędzać samoloty. I uwierzcie mi na słowo, ale ktoś kiedyś tego spróbuje, albo już spróbował. Nic nie było potężniejsze od dobrej wódki. Prowadziła do bójek, do związków, niekoniecznie radzieckich, zawierania małżeństw, do najlepszych przyjaźni i najgorszych nienawiści. A to wszystko za sprawą magicznego płynu. Alkoholu.
-Mugole. - odpowiedział jednym słowem. Jakby to tłumaczyło wszystko. Zaraz potem zreflektował się i dodał. -Rząd brytyjski, amerykański uważają, że Radziecka Rosja jest zła... Może jest, może nie, nie mnie to oceniać, ale to wszystko jakby... przenika tutaj. Do nas. Część ludzi słysząc mój akcent uważa mnie za radzieckiego szpiega. No bo po co czarodziej z Petersburga miałby przenosić się w okolice Londynu, jeśli nie po to, aby was wszystkich szpiegować? - na koniec zadał pytanie z sarkazmem. Nawet gdyby ktoś mu za to płacić to raczej by tego nie robił. Za dużo było z tym zachodu. Znacznie lepiej było po prostu prowadzić tutaj interesy. Mógł spokojnie sobie zarabiać. Poza tym od kiedy opuścił Leningrad nie miał za bardzo kontaktu z tymi, którzy zostali po tamtej stronie. Do siostry pisał listy, tak samo jak do ojca, ale te drugie nie były nawet w połowie tak obszerne jak ten, które wysyłał Anastazji. Jedynie proste zdania, bardziej raporty niż listy do członka rodziny.
-Mogę być kim chcę i robić co chcę. Słyszałem, że Brytania jest wolnym krajem... a jednak często jestem oceniany za to jak wymawiam zgłoski. - wzruszył ramionami powoli, jakby niezbyt go to obchodziło. Bo w zasadzie nie obchodziło. Ludzie mogli gadać co chcą, dopóki liczyli się z jego zdaniem.
Alexander pokiwał głową na jej słowa, nie wiedział czy ma to być komplement, czy może raczej rzuciła tylko losową uwagę o tym, że ładnie zaciąga, to nadal zrobiło mu się nawet miło. Nie odpowiedział jednak nic na jej uwagę. Przynajmniej nie od razu. Nie tak szybko.
-Masz jechać do Związku Radzieckiego? Po co? - spytał spokojnie, choć mina wyrażała zaskoczenie. Niewiele osób z własnej woli wybierało się za Żelazną Kurtynę. Chyba, że mieli jakieś ważne powody. Nawet on sam rzadko wracał na "stare śmieci", choć miał tam dużo rzeczy które pozostawił za sobą. Ojca, siostrę... Interesy. Jednak wolność jaką dawała Brytania, jaką dawała Lena... Zdecydowanie zabawniej było tutaj. I może tak się stać, że nigdy tam już nie wróci.
-Dokładnie to Союз Советских Социалистических Республик. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jeśli mamy być konkretni. Ale wątpię, żebyś zapamiętała. Związek Radziecki to krótsza nazwa. Bardziej potoczna.
Pokiwał głową i zmienił położenie papierosa, przenosząc go pomiędzy palce, po czym tą samą dłonią podniósł szklankę z whisky do ust. Znowu była napełniona, więc jego obowiązkiem było ją opróżnić, prawda? To byłoby niegrzeczne zostawić ją tak i nie wypić. Nie tylko dla barmanki, ale również względem nowo poznanej kobiety. W zasadzie jakby o tym nie myśleć to jeszcze się jej nie przedstawił. To było bardzo niekulturalne z jego strony. Dlatego zawahał się ze szklanką przytkniętą to ust. Zaraz odstawił ją ponownie, nie biorąc ani jednego łyku.
-Mama na imię Alexander. Alexander Aristov. Miło mi Panienkę poznać, Panno...? zaraz jednak podniósł szklankę do góry, jakby wznosił toast. -Słyszałem co się działo. Mnie akurat ominęło to całe nieszczęście. Zdrowie tych biedaków, którzy ucierpieli w tym straszliwym wypadku.
Choć słowo wypadek nie bardzo tutaj pasowało, bo przecież to było celowe działanie. I choć on sam nie był czysty jak łza, robił wiele złych rzeczy, aby utrzymać się na powierzchni, aby utrzymać siebie i rodzinę, to... Nigdy nie pomyślały, aby zrobić coś tak złego dla samego zrobienia tego. Dla pokazania swojej siły i zastraszenia niewinnych... No dobra, może robił złe rzeczy właśnie dla tego, ale nigdy nie na taką skalę. Nie zabijał nigdy dla przyjemności, a raczej z konieczności. Bo w końcu, gdy ktoś był zagrożeniem to należało do zagrożenie jak najszybciej wyeliminować.
I może ten romantyzm tortu, ten cały artyzm, który polegał na balansie między smakami, na symfonii płynącej z fajerwerków na języku, był tylko w jego głowie, może wszystko tylko sobie wyobrażał, ale miał szczerą nadzieję, że jeśli już będą mieli taki tort, to Lena będzie zadowolona. Pokręcił jednak szybko głową. Nie może tak myśleć. W końcu nadal jej nienawidził. I ona jego. Nienawidzili się tak naturalnie pięknie, a mimo to Alex kochał ją równie mocno. Popieprzone to wszystko. Może rzeczywiście lepiej byłoby rzucić to wszystko i uciec w...
-Na kacu... Jak nigdy nie przestajesz pić, to nigdy nie masz kaca. Poza tym tutejsze alkohole są za słabe, aby porządnie mnie spić! - powiedział z udawaną dumą, jakby Związkowa wódka była na tyle potężna, żeby napędzać samoloty. I uwierzcie mi na słowo, ale ktoś kiedyś tego spróbuje, albo już spróbował. Nic nie było potężniejsze od dobrej wódki. Prowadziła do bójek, do związków, niekoniecznie radzieckich, zawierania małżeństw, do najlepszych przyjaźni i najgorszych nienawiści. A to wszystko za sprawą magicznego płynu. Alkoholu.
-Mugole. - odpowiedział jednym słowem. Jakby to tłumaczyło wszystko. Zaraz potem zreflektował się i dodał. -Rząd brytyjski, amerykański uważają, że Radziecka Rosja jest zła... Może jest, może nie, nie mnie to oceniać, ale to wszystko jakby... przenika tutaj. Do nas. Część ludzi słysząc mój akcent uważa mnie za radzieckiego szpiega. No bo po co czarodziej z Petersburga miałby przenosić się w okolice Londynu, jeśli nie po to, aby was wszystkich szpiegować? - na koniec zadał pytanie z sarkazmem. Nawet gdyby ktoś mu za to płacić to raczej by tego nie robił. Za dużo było z tym zachodu. Znacznie lepiej było po prostu prowadzić tutaj interesy. Mógł spokojnie sobie zarabiać. Poza tym od kiedy opuścił Leningrad nie miał za bardzo kontaktu z tymi, którzy zostali po tamtej stronie. Do siostry pisał listy, tak samo jak do ojca, ale te drugie nie były nawet w połowie tak obszerne jak ten, które wysyłał Anastazji. Jedynie proste zdania, bardziej raporty niż listy do członka rodziny.
-Mogę być kim chcę i robić co chcę. Słyszałem, że Brytania jest wolnym krajem... a jednak często jestem oceniany za to jak wymawiam zgłoski. - wzruszył ramionami powoli, jakby niezbyt go to obchodziło. Bo w zasadzie nie obchodziło. Ludzie mogli gadać co chcą, dopóki liczyli się z jego zdaniem.
Alexander pokiwał głową na jej słowa, nie wiedział czy ma to być komplement, czy może raczej rzuciła tylko losową uwagę o tym, że ładnie zaciąga, to nadal zrobiło mu się nawet miło. Nie odpowiedział jednak nic na jej uwagę. Przynajmniej nie od razu. Nie tak szybko.
-Masz jechać do Związku Radzieckiego? Po co? - spytał spokojnie, choć mina wyrażała zaskoczenie. Niewiele osób z własnej woli wybierało się za Żelazną Kurtynę. Chyba, że mieli jakieś ważne powody. Nawet on sam rzadko wracał na "stare śmieci", choć miał tam dużo rzeczy które pozostawił za sobą. Ojca, siostrę... Interesy. Jednak wolność jaką dawała Brytania, jaką dawała Lena... Zdecydowanie zabawniej było tutaj. I może tak się stać, że nigdy tam już nie wróci.
-Dokładnie to Союз Советских Социалистических Республик. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jeśli mamy być konkretni. Ale wątpię, żebyś zapamiętała. Związek Radziecki to krótsza nazwa. Bardziej potoczna.
Pokiwał głową i zmienił położenie papierosa, przenosząc go pomiędzy palce, po czym tą samą dłonią podniósł szklankę z whisky do ust. Znowu była napełniona, więc jego obowiązkiem było ją opróżnić, prawda? To byłoby niegrzeczne zostawić ją tak i nie wypić. Nie tylko dla barmanki, ale również względem nowo poznanej kobiety. W zasadzie jakby o tym nie myśleć to jeszcze się jej nie przedstawił. To było bardzo niekulturalne z jego strony. Dlatego zawahał się ze szklanką przytkniętą to ust. Zaraz odstawił ją ponownie, nie biorąc ani jednego łyku.
-Mama na imię Alexander. Alexander Aristov. Miło mi Panienkę poznać, Panno...? zaraz jednak podniósł szklankę do góry, jakby wznosił toast. -Słyszałem co się działo. Mnie akurat ominęło to całe nieszczęście. Zdrowie tych biedaków, którzy ucierpieli w tym straszliwym wypadku.
Choć słowo wypadek nie bardzo tutaj pasowało, bo przecież to było celowe działanie. I choć on sam nie był czysty jak łza, robił wiele złych rzeczy, aby utrzymać się na powierzchni, aby utrzymać siebie i rodzinę, to... Nigdy nie pomyślały, aby zrobić coś tak złego dla samego zrobienia tego. Dla pokazania swojej siły i zastraszenia niewinnych... No dobra, może robił złe rzeczy właśnie dla tego, ale nigdy nie na taką skalę. Nie zabijał nigdy dla przyjemności, a raczej z konieczności. Bo w końcu, gdy ktoś był zagrożeniem to należało do zagrożenie jak najszybciej wyeliminować.