23.12.2025, 20:24 ✶
Teatr, jaki wystawiał Alexander, miał bawić Philomenę dalece bardziej niż Ekstaza Merlina, na którą wybierała się w przyszłym tygodniu do The Globe. Gdy czarodziej opowiadał nieświadomej rodzinie swoje teorie o atakach, gdy biadał nad zniszczoną księgarnią, gdy uciekał się wyrafinowanej demonstracji siły wobec Richarda — wszystkie te odsłony były lepsze od wizerunku żałosnego ćpunka, jakiego zrobił z siebie w ostatnich latach. Tego wieczora dla miłej odmiany uczynił siebie reżyserem spektaklu. Niezależnie od tego, jak zwyrodniałe dał przedstawienie — był tym, kim powinna być głowa rodu.
— W nadchodzącym tygodniu pojawi się szeroki komentarz na temat wątpliwie pożytecznych społecznie praktyk rodziny Longbottom — odpowiedziała zwięźle starucha, bez zagłębiania się w szczegóły. — Prorok, Alexandrze, cierpi te same problemy, co Ministerstwo. Prowadzony przez ludzi pozbawionych kręgosłupa i odwagi cywilnej, działających z tym tylko celem, aby zjednać sobie przychylność jak najszerszej publiki, zamiast wprost opowiedzieć się po jednej stronie. Słusznej. Dopóki nie wiemy, kto zostanie nowym redaktorem naczelnym, powściągnęłabym się od entuzjazmu. — Jedna jaskółka wiosny nie czyniła. Choć Philomena w przeszłości publikowała w Proroku, publikowali w nim również jej przeciwnicy. Rzekomy pluralizm i obiektywizm tego medium był niczym więcej jak otwarciem furtki na szkodliwe ideologie egalitarne. — Być może jednak pojawią się wkrótce na rynku alternatywy dla tego pisma — zasygnalizowała tajemniczo.
W tym gronie nie zamierzała zagłębiać się w trwające projekty, które nie ukonstytuowały się jeszcze. Nie każdemu z uczestników kolacji bowiem ufała — Charlotte znała niewiele, a Richard…
Richard pracował na to, aby nie tylko nie posiąść zaufania rodziny, a wprost przeciwnie — zatrzasnąć za sobą drzwi Mulciber Manor.
Rozkoszą był wyrafinowany pokaz siły Alexandra. Aż babka odstawiła swój kielich, aby z pełną uwagą skonsumować moment, gdy wszystkie oczy zwróciły się wrogo ku wnukowi marnotrawnemu. Było w zbiorowych linczach coś upajającego poczuciem siły. Richard nie miał przy stole ani jednego sojusznika. Również stara przeniosła wzrok z głównego aktora — Alexandra — na jego ofiarę. Richard wił się pod nim, unikał odpowiedzi. Co za brak godności.
Nie zepsuło jędzy tego nastroju perfidnych zachwytów nawet utyskiwanie Lorien, która groziła obrazą sędziego, co wzbudziło babcine wątpliwości. Lorien nie występowała w tamtej chwili w roli publicznej, nie była w trakcie pełnienia obowiązków służbowych. Nie chroniło jej (zdaje się) to prawo, choć prawo do przeczołgania Richarda na kolanach przez sądy jak najbardziej było po jej stronie.
— Kolacje jak te są wyrazem rodzinnej solidarności — podjęła się odpowiedzi Philomena. — Wspólne wieczerzanie ma dać świadectwo naszemu zjednoczeniu w tradycjach domu, we krwi i w umowach. Rody to struktury, które czynią nas silnymi. Liczę, że i ty dostrzegasz, Richardzie, siłę rodu. — Zamilkła na chwilę z uśmiechem. — W razie przeciwnym, liczę, że świadom jesteś siły domowej służby. Nie jest elegancko opuszczać dom pod przymusem siłowym. W dobrym tonie jest oszczędzić wszystkim przykrych widoków szamotaniny.
— W nadchodzącym tygodniu pojawi się szeroki komentarz na temat wątpliwie pożytecznych społecznie praktyk rodziny Longbottom — odpowiedziała zwięźle starucha, bez zagłębiania się w szczegóły. — Prorok, Alexandrze, cierpi te same problemy, co Ministerstwo. Prowadzony przez ludzi pozbawionych kręgosłupa i odwagi cywilnej, działających z tym tylko celem, aby zjednać sobie przychylność jak najszerszej publiki, zamiast wprost opowiedzieć się po jednej stronie. Słusznej. Dopóki nie wiemy, kto zostanie nowym redaktorem naczelnym, powściągnęłabym się od entuzjazmu. — Jedna jaskółka wiosny nie czyniła. Choć Philomena w przeszłości publikowała w Proroku, publikowali w nim również jej przeciwnicy. Rzekomy pluralizm i obiektywizm tego medium był niczym więcej jak otwarciem furtki na szkodliwe ideologie egalitarne. — Być może jednak pojawią się wkrótce na rynku alternatywy dla tego pisma — zasygnalizowała tajemniczo.
W tym gronie nie zamierzała zagłębiać się w trwające projekty, które nie ukonstytuowały się jeszcze. Nie każdemu z uczestników kolacji bowiem ufała — Charlotte znała niewiele, a Richard…
Richard pracował na to, aby nie tylko nie posiąść zaufania rodziny, a wprost przeciwnie — zatrzasnąć za sobą drzwi Mulciber Manor.
Rozkoszą był wyrafinowany pokaz siły Alexandra. Aż babka odstawiła swój kielich, aby z pełną uwagą skonsumować moment, gdy wszystkie oczy zwróciły się wrogo ku wnukowi marnotrawnemu. Było w zbiorowych linczach coś upajającego poczuciem siły. Richard nie miał przy stole ani jednego sojusznika. Również stara przeniosła wzrok z głównego aktora — Alexandra — na jego ofiarę. Richard wił się pod nim, unikał odpowiedzi. Co za brak godności.
Nie zepsuło jędzy tego nastroju perfidnych zachwytów nawet utyskiwanie Lorien, która groziła obrazą sędziego, co wzbudziło babcine wątpliwości. Lorien nie występowała w tamtej chwili w roli publicznej, nie była w trakcie pełnienia obowiązków służbowych. Nie chroniło jej (zdaje się) to prawo, choć prawo do przeczołgania Richarda na kolanach przez sądy jak najbardziej było po jej stronie.
— Kolacje jak te są wyrazem rodzinnej solidarności — podjęła się odpowiedzi Philomena. — Wspólne wieczerzanie ma dać świadectwo naszemu zjednoczeniu w tradycjach domu, we krwi i w umowach. Rody to struktury, które czynią nas silnymi. Liczę, że i ty dostrzegasz, Richardzie, siłę rodu. — Zamilkła na chwilę z uśmiechem. — W razie przeciwnym, liczę, że świadom jesteś siły domowej służby. Nie jest elegancko opuszczać dom pod przymusem siłowym. W dobrym tonie jest oszczędzić wszystkim przykrych widoków szamotaniny.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia