• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence

[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
23.12.2025, 21:38  ✶  

Miała tendencje do skupiania się na pewnych rzeczach, to nie tak, że chciała psuć tę beztroska chwilę, tylko naprawdę przejęła się tym, że nie sypiał najlepiej - strasznie łatwo jej to przyszło, tak jak kiedyś najzwyczajniej martwiła się o niego. Oczywiście, że chciał ją zbyć, próbował sprawić, że przestanie się przejmować, to wcale nie było jednak takie proste, bo Prue zamartwianie się przychodziło bardzo lekko.

- Obiecujesz? - Wymsknęło jej się. Mógł jej mówić, że ma się dobrze, że to nic takiego, mógł twierdzić swoje, ale obietnice, obietnice trzeba było dotrzymywać, dlatego też właśnie postanowiła uderzyć z tej strony, jeśli obieca jej, że faktycznie będzie ją jeszcze długo wkurzał, to wtedy mu uwierzy, potrzebowała tego jednego słowa, dzięki któremu będzie miała pewność.

No i obiecał, nie powiedział na co, ale obiecał, co spowodowało, że mu uwierzyła, bo obietnic nie można było łamać ot tak, czy się lubili, czy się nie lubili, obietnice rządziły się swoimi własnymi prawami, w tej chwili, całkiem mocno pijana naprawdę w to wierzyła. Kiwnęła więc głową, że do niej dotarło, skoro obiecywał, to nie miała nic więcej do gadania na ten temat, nie chciała mu teraz prawić morałów, bo był to całkiem wyjątkowy wieczór, inny od wszystkich ostatnich, bez sensu było go marnować na umoralnianie go.

- Mamy umowę, to prawda, chociaż nie do końca mogłam ją ostatnio wery... wery... weryfikować. - Trudne słowo się trafiło, zanim je w końcu z siebie wyrzuciła minęła dłuższa chwila, ale wreszcie jej się udało. Uff, ulżyło jej, kiedy to z siebie wypluła.

- Masz rację, czytelnicy tak już mają, im więcej spięć, im bardziej kręta droga, tym ciekawiej. Lubią jak wszystko się komplikuje, plącze, a na sam koniec rozplątuje. Bohaterowie nie mają lekko, ale w końcu sięgają po szczęśliwe zakończenie, nie wiem dlaczego tak lubią, może przez to, że sami mogą uwierzyć w to, że zawsze jest nadzieja? - Gdybała, trudno jej było póki co wyciągnąć jakieś wnioski, nie była specjalistką od gustów czytelniczych, chociaż, może ktoś przeprowadził na ten temat jakieś badania, na pewno tak się stało. Będzie musiała ich poszukać.

- No nie, w naszym przypadku tak się nie dzieje, historia może się komplikować na nowo, albo nie, wszystko zależy od czasu i przestrzeni i momentu, wiesz jak jest. - Niby myślała już, że nie ma dla nich żadnego zakończenia, a jednak trafił się taki wieczór jak ten, kiedy wszystko się odmieniło, jakby wróciło na początek ich znajomości, chociaż nie do końca, bo nie byli już dziećmi.

- Niby tak, ale chciałabym wiedzieć, tak po prostu a chyba jednak nie umiem. - Miała świadomość, że quidditch był dla niego ważny i właśnie przez to wolałaby się w tym nieco bardziej orientować, nigdy jednak nie była w stanie tego zrobić, z tym jej lękiem wysokości to się nie do końca spinało, okropnie denerwowała się, gdy widziała ludzi latających pod chmurami na miotłach, na tyle się denerwowała, że nie była w stanie pojąć zasad gry, przez wiele lat.

- Tak właściwie, to może naprawdę wystarczy. - Uwierzyła mu na słowo, był całkiem przekonujący w tym, co mówił, chciała mu wierzyć, nie okłamałby jej przecież, może faktycznie istotne było tylko to, że wiedziała, kiedy się cieszy, kiedy jest wkurzony, nic więcej, tylko on się liczył, a nie jakaś głupia gra. Złapała się na tej myśli i nieco przeraziła, nie powinna o nim myśleć w ten sposób, bo przecież to nie mogło się skończyć dobrze, a jednak to robiła, jednak całkiem łatwo przychodziło jej błądzenie w te miejsca.

- To nie jest takie proste, sam wiesz jak to jest, czasem trzeba robić rzeczy przez to, że wypada, nawet jeśli się nie chce. - Na pewno wiedział, jak wyglądało życie i że bywały momenty, w których należało zacisnąć zęby i po prostu jakoś sobie radzić z tym, co się działo, udawać, że wszystko jest w porządku, że tak dokładnie ma być.

Zmrużyła oczy kiedy wspomniał, że to do niego ma przyjść jak coś będzie źle, strasznie dużo obietnic, czy tam umów wymagali od siebie tej nocy, nadal odrobinę się chwiała w przód i tył, minęła krótka chwila, nim mu odpowiedziała.

- Dobrze, niech Ci będzie, chociaż jak się kłócimy to trochę się boję, że możesz mnie ugryźć, wiesz, musisz mi obiecać, że tego nie zrobisz, to wtedy przyjdę. - Nie, żeby faktycznie uważała, że będzie taka potrzeba, ale dobrze było myśleć, że może do niego przyjść ze wszystkim, naprawdę dawno nie słyszała podobnej deklaracji, kiedyś to było dla nich typowe.

- Próbuj, jestem ciekawa, czy trafisz w mój gust. - Czytała naprawdę wiele książek i raczej trudno było ją zaskoczyć, więc to mogło być dla niego wyzwanie, była ciekawa, czy faktycznie uda mu się zrealizować plan, właściwie to przecież dawno nie wymieniali się książkami, więc mogło to być problematyczne.

- Zawsze masz plan, nawet jak nie masz... - W sumie miała wrażenie, że coś zawsze kiełkowało się w jego głowie, nie było momentu, kiedy była tam pustka, dlatego lubiła z nim rywalizować, bo myślał bardzo szybko.

- Tak myślisz? Serio, serio? - Musiała się upewnić, bo trochę się tego nie spodziewała, fakt, ona też czuła, że jest to wyjątkowe, jednak nie sądziła, że i dla niego, jak widać może nie tylko jej brakowało jego obecności.

- Teraz tak mówisz, tak normalnie, to pewnie nie, ale niech Ci będzie, że Ci wierzę, dobrze jest usłyszeć, że w moim przypadku liczy się inaczej. - Jakby naprawdę była jakaś wyjątkowa. Ta rozmowa była bardzo dziwna, budziła w niej tęsknotę do czegoś, czego przecież tak naprawdę nigdy do końca nie miała. Łatwo było przepaść w tych wszystkich słowach, które padały z jego ust, szczególnie, że nie zdarzało się to nigdy, nie rozmawiali już w ten sposób.

Jakoś doszło do tego, że spadająca gwiazda doprowadziła ich do pocałunku, pierwszego, później kolejnego i następnego, jakby to było to, czego faktycznie chcieli, nie dało się ukryć, że okoliczności były nie najgorsze, a oni nieźle podchmieleni, co powodowało, że nie zastanawiali się nad tym, czy postępowali słusznie, ba - gdyby ją ktoś w tej chwili o to zapytał, to nie mogłaby postąpić lepiej.

Czas mijał, nie miała pojęcia ile tak stali i całowali się w tym blasku księżyca, aż Wish się potknął i wylądował na ziemi, jej też to nie ominęło, ledwie ułamek sekundy później wylądowała na nim, jakby tylko on jeszcze trzymał ją w pionie. Lądowanie było bardzo miękkie, bo znalazła się na nim, dzięki czemu nie leżała teraz na śniegu.

Śmiała się, a on jej wtórował z tej niezdarności, która ich zaskoczyła, ale nie było w tym nic złego, pasowało to do tej beztroski, do tego wyjątkowego wieczoru, a, że znalazła się nad nim, to wykorzystała kolejną okazję, jej usta znalazły te jego, nie odsunął się, czuła, że ich nogi zaczęły się ze sobą plątać i to było całkiem w porządku, wszystko było w porządku, było doskonałe, jego ciało pod jej ciałem, ona nad nim, śnieg tuż obok, naprawdę jakby znajdowali się w jakiejś bajce, tylko, że nie było im pisane dobre zakończenie, czego byli świadomi, doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

- Jesteśmy... - Czuła, że wie do czego zmierza, rozumiała go, a przynajmniej tak się jej wydawało, nie mogło być inaczej, wszystko wydawało się w końcu wrócić do normy, gdy była tak blisko czuła, że wreszcie może być właściwie.

- Jesteśmy i będziemy. - Wydawała się nie mieć co do tego żadnych wątpliwości, naprawdę w to wierzyła, że są i będą i było dla nich pisane coś więcej niż ta jedna, skradziona noc, nie czułaby się tak przy nim, gdyby to było coś innego.

Wygodnie jej było na nim, kiedy odgarniał jej włosy, gdy czuła jego oddech na swoim policzku, to było miłe, prawdziwe, pierwsze ich, ale nie mogli tak leżeć na śniegu w nieskończoność.

Zaczęła podnosić się na nogi, złapała przy tym jego dłoń, chciała, aby wstał z nią, coś głupiego przyszło jej na myśl i chciała to zrobić to teraz, już, mógł zobaczyć nawet w ciemności, że w oczach pojawił się jej błysk, że na coś wpadła, coś okropnie sprytnego, to musiało być sprytne. - Ulepimy bałwana! Musimy, bo to Yule, w Yule lepi się bałwana. - Nie czekała, zaczęła zbierać śnieg, aby nie wątpił w to, że zamierzała zrealizować ten plan. Zbierała śnieg i toczyła go po ziemi, aby zrobić z niego piękną i równą kulkę.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12560), Prudence Fenwick (6517)




Wiadomości w tym wątku
[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.12.2025, 15:50
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.12.2025, 17:20
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.12.2025, 20:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.12.2025, 21:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.12.2025, 21:21
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.12.2025, 23:54
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.12.2025, 14:01
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.12.2025, 21:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 04:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa