24.12.2025, 14:53 ✶
Lucy przechyliła głowę przyjemnie rozbawiona tym, co właśnie usłyszała. Przegryzła czekoladkę i gdy oblizała usta, aby upewnić się, że malinowe nadzienie nie pozostało na jej wargach, odezwała się ponownie.
– Myślę, że wielu z moich pobratymców uznałoby twoje przekonania za niezwykle... – Brakujące samorefleksji. – Ironiczne.
Lucy nie myślała o mugolach często. Czytała mugolskie książki. Mijała ich w swoim życiu. Podobnie zresztą jak czarodziejów. Istnieli. Z jednymi i drugimi musiała jakoś funkcjonować. Niektórzy zapadali jej w pamięć, ale przy rozmowie z większością rozmyślała, że wolałaby obecnie czytać jakąś książkę.
Różnica była jednak taka, że przy osobach magicznych nie musiała jak głupia udawać, że wcale nie jest wampirem, czy maskować szarości na swojej skórze. Nie zmieniało to jednak faktu, że pewne inne wampiry uważały wszystko co chodziło na dwóch nogach i żyło zaliczało się do kategorii szkodników. Lucy nie zgadzała się z tą opinią. W końcu jaki szkodnik tak chętnie wystawiałby z własnej woli dłoń do ugryzienia?
Podeszła bliżej kobiety i nie przerywając kontaktu wzrokowego, złapała bladą dłonią, wyciągniętą rękę.
Mogła jeszcze dać sobie spokój, ale doskonale wiedziała, że nie ważne co zrobi, ta dziwna wiedźma z Kniei zapadnie jej w pamięć i jedyne, co mogła teraz z tym zrobić, to upewnić się, że i ona pozostanie w głowie Helloise.
Poza tym tak dawno nie piła z człowieka...
– W takim razie możesz mi życzyć smacznego – powiedziała czując jak ślina napływa jej do ust. Odcinające się na tle czerwonej szminkę kły rozbłysły bielą na chwilę przed tym, gdy przebiły skórę na nadgarstku, a krew rozpłynęła się po jej języku, lepiej niż jakakolwiek czekoladka.
– Myślę, że wielu z moich pobratymców uznałoby twoje przekonania za niezwykle... – Brakujące samorefleksji. – Ironiczne.
Lucy nie myślała o mugolach często. Czytała mugolskie książki. Mijała ich w swoim życiu. Podobnie zresztą jak czarodziejów. Istnieli. Z jednymi i drugimi musiała jakoś funkcjonować. Niektórzy zapadali jej w pamięć, ale przy rozmowie z większością rozmyślała, że wolałaby obecnie czytać jakąś książkę.
Różnica była jednak taka, że przy osobach magicznych nie musiała jak głupia udawać, że wcale nie jest wampirem, czy maskować szarości na swojej skórze. Nie zmieniało to jednak faktu, że pewne inne wampiry uważały wszystko co chodziło na dwóch nogach i żyło zaliczało się do kategorii szkodników. Lucy nie zgadzała się z tą opinią. W końcu jaki szkodnik tak chętnie wystawiałby z własnej woli dłoń do ugryzienia?
Podeszła bliżej kobiety i nie przerywając kontaktu wzrokowego, złapała bladą dłonią, wyciągniętą rękę.
Mogła jeszcze dać sobie spokój, ale doskonale wiedziała, że nie ważne co zrobi, ta dziwna wiedźma z Kniei zapadnie jej w pamięć i jedyne, co mogła teraz z tym zrobić, to upewnić się, że i ona pozostanie w głowie Helloise.
Poza tym tak dawno nie piła z człowieka...
– W takim razie możesz mi życzyć smacznego – powiedziała czując jak ślina napływa jej do ust. Odcinające się na tle czerwonej szminkę kły rozbłysły bielą na chwilę przed tym, gdy przebiły skórę na nadgarstku, a krew rozpłynęła się po jej języku, lepiej niż jakakolwiek czekoladka.