Maski wydawały się Laurentowi najmniej odpowiednią rzeczą przy tragedii, jaka spotkała całą Anglię. Maski. Kojarzyły się blondynowi wręcz tragicznie, ale zignorowanie tego zaproszenia, które Nieve uparcie orała swoim pazurem, nie mogło mieć miejsca z kilku powodów. Pierwszym było to, że była to impreza, która dla jego najbliższej przyjaciółki była zwyczajnie ważna. Albo i niezwyczajnie. Druga? Przecież wypadało się pokazać. Powinien. Tak, zdecydowanie powinien. Trzecia? Ach... może po prostu trzeba w końcu wypełznąć ze swojej nory i przestać unikać błysku fleszy? Bal maskowy akurat wydawał się do tego najgorszy (w końcu zawierał... maski), ale z pewnością był pierwszym krokiem do położenia fundamentu pod powrót do socjety.
Na kryciu się za maską zupełnie mu nie zależało. Chyba nie potrafiłby rozmawiać teraz normalnie z kimś, kto całkowicie próbowałby skryć swoją osobowość. Swoje "ja". Mimo to starannie się dopasował do okazji i również nie zignorował instrukcji, jakie otrzymał. Nie odpowiedział na samo zaproszenie, nie posłał listu do Victorii - liczył na to, że będzie tutaj sposobność do... zaskoczenia jej. Zrobienia jej tej małej przyjemności. Chociażby dlatego, że chyba Victoria Lestrange czuła ulgę, gdy tylko miała go na oku...
Ukazał swoją twarz przy wejściu, imienne zaproszenie i odebrał eliksir wraz z życzeniem dobrej zabawy. Więcej niż przyjemności odczuwał stresu - a to było dziwne. Dla niego dziwne - bo nienaturalne. Takie miejsca, jak to, kiedyś były miejscem, w którym czułby się jak... ryba w wodzie. Najlepiej wręcz! Och, może jednak w tej wodzie bywało lepiej... nie ważne! Istotne było to, że obrót był o 180 stopni. Kiedy mgła rozstępowała się przed jego nogami, a przestronne wnętrze witało go i zapraszało na salony muzyką, on zamiast czuć dreszczyk ekscytacji i oczekiwanie na słodycz ukradkowych spojrzeń i gestów słanych ponad kieliszkami z winem, czuł ścisk żołądka, słabość własnych nóg i żałosne przeświadczenie o tym, że gdyby cokolwiek tu się wydarzyło, to pewnie zrobiłby to, co umiał najlepiej.
Krzyczałby "VICTORIO, RATUJ!" i szukał jej pleców, żeby się za nimi schować. Cóż, znajomość postępowania w kryzysowych sytuacjach też była cenną umiejętnością nabytą.
Wkroczył do wnętrza, ubrany w swoją maskę i dopasowany do niej strój - ciemny granat szaty, która schodziła do bieli na krańcach lekkich materiałów unoszących się za nim prawie jak delikatne, przejrzyste parzydełka meduzy. Gdzieniegdzie na stroju lśniły elementy przypominające syrenie łuski w lazurowej tonacji. Spojrzał na eliksir w swojej dłoni i posunięty jakimś dziwnym, nagłym przypływem emocji - po prostu go łyknął.
!eliksiry