25.12.2025, 09:44 ✶
Z pewną ulgą przyjął, że Lyssa zaakceptowała jego wyjaśnienia, bo jak teraz nagle zaczął o tym myśleć, to Dziurawy Kocioł rzeczywiście nie był miejscem, w którym często widywało się dziewczyny takie jak ona, i ciężko byłoby mu bronić wyjątkowej pozycji pubu. Darcy może i teraz miał całkiem sporo złota, ale trwało to zbyt krótko (i samego złota też nie było na tyle, aby mógł nie pracować przez całe życie, rozsypując nim na lewo i prawo), aby przestawił się w pełni z myślenia o Dziurawym jako oczywistym miejscu spotkań na rzecz restauracji takich jak Zorza czy kawiarni w stylu Aurory.
– Czytelnicy byli dla mnie łaskawi – powiedział z fałszywą skromnością, chociaż nie mógł po prostu powstrzymać uśmiechu, cisnącego się na usta. – Mam nadzieję, że książka, nad którą pracuję, też przypadnie im do gustu.
Wahał się tylko wciąż nad zakończeniem. Opowiadała o młodym, ambitnym, wyjątkowo utalentowanym dziennikarzu, zakochanym w dziedziczce arystokratycznego rodu, którą okrutny ojciec chciał oddać za żonę starszemu, bardzo brzydkiemu i oczywiście nieprzyjemnemu mężczyźnie. Kiedy rytuał Beltane stracił na mocy i Darcy trochę otrzeźwiał, zaczął jednak dostrzegać pewne dziury w fabule, a poza tym obawiał się, że w obecnym klimacie politycznym, jeśli wyswata młodych, ktoś się do niego doczepi. A z kolei czy tragiczne zakończenie przyciągnie czytelników? W Magii i uprzedzeniu nie było takiego problemu, bo dziewczę niby marnego pochodzenia okazywało się potomkinią jednego z wymarłych rodów…
– Bardzo chętnie podpiszę ją teraz – zapewnił, tak pośpiesznie sięgając znowu do torby, że omal jej nie wypuścił. Wydobył z niej opakowanie na pióro, z którego był bardzo dumny, bo było pawie, przepiękne, absolutnie z górnej półki artykułów piśmienniczych od Bagshotow. – Kiedy tylko panienka zapragnie – przyobiecał, bardzo starając się powściągnąć głupi uśmiech. Bo ona z nim flirtowała, prawda? A może tylko się mu wydawało? No ale nawet jeśli tylko się mu wydawało, chwaliła jego książki i mówiła, że chętnie z nim zatańczy, więc był to komplement.
– Czytelnicy byli dla mnie łaskawi – powiedział z fałszywą skromnością, chociaż nie mógł po prostu powstrzymać uśmiechu, cisnącego się na usta. – Mam nadzieję, że książka, nad którą pracuję, też przypadnie im do gustu.
Wahał się tylko wciąż nad zakończeniem. Opowiadała o młodym, ambitnym, wyjątkowo utalentowanym dziennikarzu, zakochanym w dziedziczce arystokratycznego rodu, którą okrutny ojciec chciał oddać za żonę starszemu, bardzo brzydkiemu i oczywiście nieprzyjemnemu mężczyźnie. Kiedy rytuał Beltane stracił na mocy i Darcy trochę otrzeźwiał, zaczął jednak dostrzegać pewne dziury w fabule, a poza tym obawiał się, że w obecnym klimacie politycznym, jeśli wyswata młodych, ktoś się do niego doczepi. A z kolei czy tragiczne zakończenie przyciągnie czytelników? W Magii i uprzedzeniu nie było takiego problemu, bo dziewczę niby marnego pochodzenia okazywało się potomkinią jednego z wymarłych rodów…
– Bardzo chętnie podpiszę ją teraz – zapewnił, tak pośpiesznie sięgając znowu do torby, że omal jej nie wypuścił. Wydobył z niej opakowanie na pióro, z którego był bardzo dumny, bo było pawie, przepiękne, absolutnie z górnej półki artykułów piśmienniczych od Bagshotow. – Kiedy tylko panienka zapragnie – przyobiecał, bardzo starając się powściągnąć głupi uśmiech. Bo ona z nim flirtowała, prawda? A może tylko się mu wydawało? No ale nawet jeśli tylko się mu wydawało, chwaliła jego książki i mówiła, że chętnie z nim zatańczy, więc był to komplement.