25.12.2025, 10:06 ✶
Omal nie wystrzelił, że nudzą się tylko głupi ludzie, ale ugryzł się w język na wypadek, gdyby zdarzało się to Victorii. Gdyby miał więcej samo refleksji, zrobiłby to pewnie dlatego, że i on czasem czuł się znudzony – nie tyleż z niemożności znalezienia sobie zajęcia, a dlatego, że zdarzały się chwile, gdy wszystko wokół zdawało się mu monotonne i niewarte uwagi. Kiedy niemal wszystko jest w zasięgu ręki, zaczyna tracić powab. Może między innymi dlatego tak wiele czasu poświęcał swojej pracy: trzymał się swojej ambicji, pragnienia rozwoju i być może przejęcia Domu Mody Rosierów, żeby nie umrzeć z nudów i zniechęcenia.
– Przyznaję, że większość książek naukowych porzuciłem wraz z Hogwartem – stwierdził bez oporów, bo był człowiekiem zbyt pewnym siebie, aby było mu z tego powodu wstyd. – Ale całkiem polubiłem klasykę. – Powieści, które poruszały pokolenia czarodziejów, może były bardzo nieliczne i nie zawsze najlepsze, ale Rosier ostatnio zaczął myśleć o przygotowaniu kreacji nimi inspirowanych: kobiety czytały więcej niż mężczyźni i podejrzewał, że będą zachwycone, mogąc założyć kreację, jaką nosiła ich ulubiona bohaterka. – Poza tym pożyczyłem parę książek o zauroczeniu.
Stawało mu kością w gardle, że Merkuria umiała zaklinać swoje projekty, a on nie. Nawet jeśli nie miał tej zdolności często używać, to rozważał próbę opanowania jej choćby tylko po to, aby móc powiedzieć, że potrafi. (Oczywiście, nie wiedział jeszcze, że wkrótce po pewnym balu zapomni o tym zupełnie, na rzecz zgarniania nauczyciela muzyki i spędzania długich godzin nad nutami.)
– Coś mi się obiło o uszy. Prawdę mówiąc sądziłem, że ktoś z twojej rodziny wyhodował inwazyjną odmianę – przyznał Christopher. A że się nie podpisał pod tym projektem? Może spanikował, bo róże za bardzo się rozpleniły. A może bo chciał, aby o nich mówiono i zastanawiano się nad tajemnicą róż z Maida Valen, bo nowa odmiana zainteresowałaby głównie botaników czy gości, zachwycających się im pięknem, za to kwiaty, które pojawiały się znikąd, stawały się łatwo obiektem plotek. Zwłaszcza w obliczu tego, co działo się teraz w kraju.
– Mam nadzieję, że nie zanudzał cię opowieściami o swojej najnowszej kolekcji? – powiedziała pani Rosier, uśmiechając się lekko do Victorii, a Christopher rzucił jej oburzone spojrzenie.
– Opowieści o mojej najnowszej kolekcji nikogo nie zanudzą – oświadczył chełpliwie. – Lepiej daj Victorii jej paczkę i spróbuję puddingu, który przygotowałem.
– Ty przygotowałeś? – zdziwiła się kobieta, kręcąc lekko głową. – Świat jest pełen niespodzianek. Chodź, Victorio, dam ci zamówione rzeczy. Gdyby coś nie odpowiadało waszym potrzebom, zgłoś się do Domu Mody, w najbliższych dniach będziemy już działać jak zwykle…
– Przyznaję, że większość książek naukowych porzuciłem wraz z Hogwartem – stwierdził bez oporów, bo był człowiekiem zbyt pewnym siebie, aby było mu z tego powodu wstyd. – Ale całkiem polubiłem klasykę. – Powieści, które poruszały pokolenia czarodziejów, może były bardzo nieliczne i nie zawsze najlepsze, ale Rosier ostatnio zaczął myśleć o przygotowaniu kreacji nimi inspirowanych: kobiety czytały więcej niż mężczyźni i podejrzewał, że będą zachwycone, mogąc założyć kreację, jaką nosiła ich ulubiona bohaterka. – Poza tym pożyczyłem parę książek o zauroczeniu.
Stawało mu kością w gardle, że Merkuria umiała zaklinać swoje projekty, a on nie. Nawet jeśli nie miał tej zdolności często używać, to rozważał próbę opanowania jej choćby tylko po to, aby móc powiedzieć, że potrafi. (Oczywiście, nie wiedział jeszcze, że wkrótce po pewnym balu zapomni o tym zupełnie, na rzecz zgarniania nauczyciela muzyki i spędzania długich godzin nad nutami.)
– Coś mi się obiło o uszy. Prawdę mówiąc sądziłem, że ktoś z twojej rodziny wyhodował inwazyjną odmianę – przyznał Christopher. A że się nie podpisał pod tym projektem? Może spanikował, bo róże za bardzo się rozpleniły. A może bo chciał, aby o nich mówiono i zastanawiano się nad tajemnicą róż z Maida Valen, bo nowa odmiana zainteresowałaby głównie botaników czy gości, zachwycających się im pięknem, za to kwiaty, które pojawiały się znikąd, stawały się łatwo obiektem plotek. Zwłaszcza w obliczu tego, co działo się teraz w kraju.
– Mam nadzieję, że nie zanudzał cię opowieściami o swojej najnowszej kolekcji? – powiedziała pani Rosier, uśmiechając się lekko do Victorii, a Christopher rzucił jej oburzone spojrzenie.
– Opowieści o mojej najnowszej kolekcji nikogo nie zanudzą – oświadczył chełpliwie. – Lepiej daj Victorii jej paczkę i spróbuję puddingu, który przygotowałem.
– Ty przygotowałeś? – zdziwiła się kobieta, kręcąc lekko głową. – Świat jest pełen niespodzianek. Chodź, Victorio, dam ci zamówione rzeczy. Gdyby coś nie odpowiadało waszym potrzebom, zgłoś się do Domu Mody, w najbliższych dniach będziemy już działać jak zwykle…
Koniec sesji