25.12.2025, 17:58 ✶
Christopher pewnie mógłby zerwać jedną z tych róż, ot tak, bezmyślnie, jak sięga się po zwykły kwiat, by potem wstawić go do wazonu, podarować dziewczynie lub wypuścić z rąk parę kroków dalej, gubiąc go pośród traw. Nie zamierzał jednak ich badać ani zrywać teraz – po Spalonej Nocy nie miał nawet mieszkania, w którym mógłby przebywać i wstawiać doń kwiaty, a do rodziny Victorii należał ten ogród, i nie byłby dobry podarek. Podejrzewał jednak, że wiele róż zerwano w ten sposób, a gdy patrzył, jak bardzo się rozpleniały… to nie wydawało się mu, by dało się dostrzec braki.
– Czy ich kwiaty spadają? Gubią płatki? – spytał z pewnym zastanowieniem, bo nie zwracał wielkiej uwagi na to, kiedy zaczęto mówić o różach z Maida Valen, ale Victoria wspominała o tym już ładne trzy tygodnie temu. Czy niektóre z nich nie powinny spaść samoistnie? I jeżeli nawet były to późne, jesienne róże, to rozwinąć się zamiast nich nowe? A może jakaś magia utrzymywała je w takim samym stanie… tylko pozwalając rozprzestrzeniać się coraz bardziej? Spojrzał na moment w dół, jakby szukając czarnych płatków, zanim znów uniósł głowę. – W takim razie podarowałby jej cały ogród, bo pewnie jako czarnoksiężnikowi łatwiej przyszłoby mu stworzyć najniezwyklejsze kwiaty na świecie niż użyć słów. Pytanie, czy księżniczka zrozumiałaby przesłanie – dokończył tę niby baśń, uśmiech zaigrał na moment na wargach, nieskrytych przez maskę. Przedziwne róże, którym nie zaszkodziły popioły, którymi nie opiekowali się ogrodnicy.
Może naprawdę były dziełem czarnoksiężnika, ale Christopher chyba wolał się nad tym nie zastanawiać. Oczyma wyobraźni widział księżniczkę w tym ogrodzie, suknię, jaką mogłaby nosić, i wiedział, że nawet jeżeli wróci stąd bladym świtem, nie pójdzie spać, póki nie naszkicuje tego obrazka.
Jego wzrok pomknął za dłonią Victorii, znów w górę, ku gwiazdom.
– Nie mam zdolności Blacków do astronomii, ale wydaje mi się, że to Syriusz, Psia Gwiazda – stwierdził. Ze szkolnych lekcji zapamiętał głównie te najbardziej podstawowe informacje: nazwy gwiazdozbiorów, które wchodziły w skład zodiaku (nie żeby umiał je znaleźć na niebie), planet Układu Słonecznego i dwie gwiazdy, Polarną i Syriusza… przez moment zresztą zaczął się zastanawiać, czy to jednak nie Gwiazda Północna, ale uznał, że nie będzie dzielił się tymi wątpliwościami na głos. – To chyba moment na pomyślenie życzenia – dodał, gdy dostrzegł na niebie i poruszający punkt: gdyby bardziej uważał na astronomii, może wiedziałby, że to kometa, że gwiazdy nie spadają, a wypalają się i umierają bądź zamieniają w czarne dziury, ale teraz myślał raczej o tych mniej naukowych, za to o wiele ładniejszych opowieściach. O gwiazdach, spełniających życzenia.
– Czy ich kwiaty spadają? Gubią płatki? – spytał z pewnym zastanowieniem, bo nie zwracał wielkiej uwagi na to, kiedy zaczęto mówić o różach z Maida Valen, ale Victoria wspominała o tym już ładne trzy tygodnie temu. Czy niektóre z nich nie powinny spaść samoistnie? I jeżeli nawet były to późne, jesienne róże, to rozwinąć się zamiast nich nowe? A może jakaś magia utrzymywała je w takim samym stanie… tylko pozwalając rozprzestrzeniać się coraz bardziej? Spojrzał na moment w dół, jakby szukając czarnych płatków, zanim znów uniósł głowę. – W takim razie podarowałby jej cały ogród, bo pewnie jako czarnoksiężnikowi łatwiej przyszłoby mu stworzyć najniezwyklejsze kwiaty na świecie niż użyć słów. Pytanie, czy księżniczka zrozumiałaby przesłanie – dokończył tę niby baśń, uśmiech zaigrał na moment na wargach, nieskrytych przez maskę. Przedziwne róże, którym nie zaszkodziły popioły, którymi nie opiekowali się ogrodnicy.
Może naprawdę były dziełem czarnoksiężnika, ale Christopher chyba wolał się nad tym nie zastanawiać. Oczyma wyobraźni widział księżniczkę w tym ogrodzie, suknię, jaką mogłaby nosić, i wiedział, że nawet jeżeli wróci stąd bladym świtem, nie pójdzie spać, póki nie naszkicuje tego obrazka.
Jego wzrok pomknął za dłonią Victorii, znów w górę, ku gwiazdom.
– Nie mam zdolności Blacków do astronomii, ale wydaje mi się, że to Syriusz, Psia Gwiazda – stwierdził. Ze szkolnych lekcji zapamiętał głównie te najbardziej podstawowe informacje: nazwy gwiazdozbiorów, które wchodziły w skład zodiaku (nie żeby umiał je znaleźć na niebie), planet Układu Słonecznego i dwie gwiazdy, Polarną i Syriusza… przez moment zresztą zaczął się zastanawiać, czy to jednak nie Gwiazda Północna, ale uznał, że nie będzie dzielił się tymi wątpliwościami na głos. – To chyba moment na pomyślenie życzenia – dodał, gdy dostrzegł na niebie i poruszający punkt: gdyby bardziej uważał na astronomii, może wiedziałby, że to kometa, że gwiazdy nie spadają, a wypalają się i umierają bądź zamieniają w czarne dziury, ale teraz myślał raczej o tych mniej naukowych, za to o wiele ładniejszych opowieściach. O gwiazdach, spełniających życzenia.