• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander

[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#14
26.12.2025, 08:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2025, 09:07 przez Alexander Mulciber.)  
Pokręcił głową. Gwałtownie. Odetchnął głęboko jak pies, jego pogruchotane żebra wznoszące się w agonalnym oddechu, gdy zdychał na poboczu drogi. Nie. Nie tego chciał. Nie tak miało to wyglądać. "Będziesz rozpaczać", przestrzegał ją błagalnie. "A ja będę rozpaczał, patrząc na twoją rozpacz." Nie powiedział na głos tego, że dalej będzie ją kochał. Że będzie rozpaczał, ponieważ ją kochał. Czy nie słyszała tego w jego głosie? Czy nie widziała tego na dnie jego oczu? Może i nigdy nie dane mu było jej posiąść jak mężczyzna kobietę, ale przecież ją kochał. Nie chciał jej nigdy do niczego przymuszać, nie ją, nigdy ją, nawet jeżeli to miała być tylko piosenka. Nawet nie zauważył, jak jej różdżka wypadła mu z drżącej ręki. Nie chciał jej łez, nie chciał zbolałego spojrzenia, kiedy śpiewała pod wpływem jego uroku. Bo śpiewała wbrew swojej woli. Pustka w jej oczach była przerażającą, a przecież nie przeszkadzały mu nigdy nieprzytomne spojrzenia. Było wręcz łatwiej gdy był pijany, a kobieta, z którą akurat spędzał noc, była w stanie podobnego zamroczenia. Na pewno łatwiej było dostać wtedy to, czego chciał. Przyjemność była chwilą, gonił więc jak pojebany za chwilami, nie znosząc odmowy. Nie rozumiał pretensji, dziewczęcych histerii, wiecznego nie, nie chcę, proszę, nie, przecież mówiłam, że nie chcę. Przecież wiedział lepiej. "Wiem, że w końcu byś się zgodziła", powiedział kiedyś znudzony zapłakanej Lorettcie. Panika w jej oczach nawet go podniecała. Podniecało go wtedy to, że wymusił na niej reakcję, że pokazał się od tej nieprzewidywalnej strony, którą podobno w nim lubiła. A teraz sam bliski był paniki. Wdech. Wydech. Oczy lekko rozszerzone, jak gdyby dopiero zrozumiał grozę tego, czego się dopuścił wobec Lorien. Gdyby miał nazwać to wprost...

– Przepraszam – wyszeptał ledwo słyszalnie Alexander. Jego wargi poruszały się, ale nie mógł przez chwilę dobyć z siebie głosu. – Przepraszam, Lorien. Przepraszam.

Złożyła wcześniej pocałunek na jego czole. Pocałowała go w tym samym miejscu, do którego potem przytknęła różdżkę, żądając, aby oddał jej najszczęśliwsze ze swych wspomnień tego lata. Powinien triumfować... Jakże mało satysfakcjonującym okazał się jednak odwet. Jak mógł być szczęśliwy po tym, czego się dopuścił? Po tym, jak dopuścił się zamachu na życie syna swojego ojca, i syna swojej matki? Patrz, jaki jestem szczęśliwy, przemknęło mu przez głowę. Wreszcie jestem taki jak on. Tak samo zimny, tak samo wyrachowany. Pomyślał wtedy, że mógłby ukraść twarz swemu bratu. Ukarać i ją, i siebie samego zarazem. Przecież wcale nie żałował, że dopuścił się tej zbrodni. Niczego nie żałował, przekonywał się nieustannie. Czy teraz mnie kochasz, Lorien? Czy teraz kocham cię tak, jak chciałabyś być kochana? Powinien był ucałować jej usta. Nie wiedział, że przeklęła go, aby nie mógł wymawiać imienia Roberta, ale gwałt, jaki dokonał na jej woli, nakazując jej śpiewać, byłby wtedy słodszym. Byłby wtedy niemal czułym. Widział bowiem wzór w ich przekleństwach. W ich czułościach. Głowa, usta, dłoń... Jak gdyby myślą, mową i uczynkiem próbowali się ranić, a potem przepraszali. Chociaż żeby przepraszać zawsze byli zbyt dumni.

– Wrócisz ze mną do Mulciber Manor, dobrze? – Nie było jednak pytania w jego głosie, choć ten wciąż drżał żałośnie. Było postanowienie, którego nie dało się łatwo zignorować. Nie powinna być dzisiaj sama. Wybierzesz, w którym miejscu... Wybierzesz, w którym miejscu zawiśnie portret. Przełknął ślinę, uświadomiwszy sobie, że nie zdołał dobyć z siebie głosu. Wdech. Wydech. Nie zdołał wydusić tego, co chciał jej powiedzieć. Co powinien powiedzieć. Nasz portret, powinien powiedzieć, nasz portret, Lorien, a jednak słowa nie chciały przejść mu przez gardło. Wiedział, że w końcu przejdą, będą musiały. Jeżeli nie dziś, to jutro. Pojutrze. Potrzebował czasu, ale jak wiele zostało go Lorien? Chciał zapytać. Nie mógł zapytać. Nie, gdy rozpadała się w jego rękach. Zaraz chwytałby jedynie wiatr, zamiast miękkich loków czułby pod palcami pierze. – A potem zaśniesz. – Przez chwilę po prostu trwał tak, jego twarz przy jej twarzy, nos przy nosie. Lekko rozchylone usta zdawały się szukać jej ust, gdy czule sunął palcami po jej policzku, a potem wzdłuż szyi. Odgarnął na bok ciężkie pukle włosów Lorien.
Wcześniej ucałował jej dłoń, teraz sam sięgnął drżącą dłonią po rzucony na podłogę naszyjnik z przywieszką w kształcie wagi.
Kupił go dla niej przed laty u cygańskiego handlarza, parającego się sprzedażą zabawek i biżuterii. Pamiętał, jak zachwycone dzieci szczebiotały po francusku, zgromadzone wokół straganu starego Cygana. Palce jego, sękate i powykręcane artretyzmem, wciąż cechowała zręczność, gdy skręcał wisiorki, naprawiał kolczyki i polerował pokryte emalią brosze. Alexander przyglądał się z nieukrywaną fascynacją jak pracuje. To było podczas jednej z jego pierwszych wizyt we Francji, u rodziny jego matki. Stary burknął na niego z pretensją, czy kupi coś wreszcie, czy zamierza dalej stać, i gapić się jak sroka w gnat. Nie spodziewał się, że Alex go zrozumie. Jeszcze mniej spodziewał się, że nazbyt pewny siebie dzieciak odpyskuje płynnie w jego dialekcie. "Nie chcę twojego przeklętego złota", powiedział wtedy Alexander. "Kto wie, z kogo je ściągnąłeś. Chciałbym, żebyś zrobił coś dla mnie... Dla kogoś bardzo dla mnie ważnego." Nie chciał spływających złotem bogatych kolii, gęstych naszyjników oprawionych kamieniami szlachetnymi. Nie spojrzał nawet na sprzedawane przez starego pozłacane dzwoneczki, które cygańskie dziewczęta zwykły przytraczać do swych bransoletek. Pobrzękiwały wesoło na kostkach, gdy tańczyły. Lorien nie potrzebowała dzwoneczków, bo jej śmiech brzmiał niczym śpiew ptaków o brzasku. Nie potrzebowała nawet złota, bo mogła mieć całe złoto świata.

Bo to dla Lorien kupił przecież ten wisiorek.

Wagę, bo pisane jej było zostać sędzią. A wagę trzymała w rękach bogini sprawiedliwości, będąca patronką sędziów. Sprawiedliwość była ślepa. Tak samo jak Alex, któremu Lorien zawsze mówiła, że jest ślepy, mimo, że miał troje oczu. Tak samo jak ślepa była Lorien. Alexander miał przynajmniej wymówkę, którą było jego nazwisko. "Pomyśl, że to sen", powtarzały pokolenia Mulciberów, śpiących w rodzinnej galerii. A jednak, na przekór rodowej dewizie, Alex nauczył się spać z otwartymi oczyma. Jaką wymówkę miała Lorien? Nie zawsze dało się zasłonić tytułem sędzi, wzięła więc jego nazwisko. Ale nazwisko nie wystarczało. Więc gdy nazwisko, i wszystko, co reprezentowało, stało się nieznośnym, próbowała wyłupić sobie oko. A to dopiero początek, pomyślał nieprzytomnie Alexander. Teraz oboje jesteśmy tak samo ślepi. Jego ręce drżały, gdy walczył z zapięciem starego naszyjnika, który musiał należeć do niej. Alexander chciał, żeby należał do niej. Równie tandetnie, co zawieszka, wyglądały pierścienie, które zdobiły jego palce. Sam zaprojektował znaczące je runy ochronne, ale większość z nich, podobnie jak naszyjnik, pozostawała dziełem rąk starego Cygana. Odetchnął, gdy wreszcie udało mu się dopiąć sprzączkę.

– W snach zawsze przecież stoję u twojego boku – wyszeptał, po czym złożył ostrożny pocałunek na obojczyku Lorien, w zagłębieniu szyi, będącej zwieńczeniem wątłej, ptasiej piersi. Zrobił to dokładnie ponad zapięciem naszyjnika, które przesunął po chwili na właściwe miejsce. Być może powinien ucałować jej usta... Rozkazać jej, żeby sama go pocałowała, tak jak kazał jej śpiewać. Być może zrobiłby to z każdą inną kobietą, ale to Lorien trzymał w ramionach. A z Lorien nigdy by sobie tego nie wybaczył.

Uspokoił oddech, czekając, aż i siostra jego uspokoi się na tyle, aby mogli teleportować się do Mulciber Manor. Bo słowo "dom" było jak kość, na której zagryza zęby pies, nie mogąc dostać się do szpiku. Nie chciało przejść mu przez gardło.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (8897), Lorien Mulciber (6880)




Wiadomości w tym wątku
[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 17.08.2024, 15:15
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 31.12.2024, 00:01
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 09.01.2025, 20:17
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 18.02.2025, 14:04
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 19.02.2025, 23:12
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 20.02.2025, 15:39
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 21.02.2025, 19:43
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 29.03.2025, 09:54
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 06.04.2025, 18:05
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 02.08.2025, 07:04
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 02.09.2025, 23:26
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 23.10.2025, 11:37
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 27.10.2025, 14:54
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 26.12.2025, 08:51
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 02.01.2026, 01:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa