Przez chwilę zatrzymali się w miejscu, zwrócili uwagę na gwiazdy, na niebo, na przestrzeń która pokazywała, że niedaleko znajduje się miejsce, w którym nie ma drzew, być może miała to by jakaś polana. Po tym, jak szli już dość długo przed siebie, to było dobrą wiadomością, zwłaszcza że przez ostatnie kilkanaście minut pojawiło się to dziwne wrażenie, że kręcą się w kółko, że chodzą w miejscu, chociaż przecież doskonale potrafili odnaleźć się w terenie. Las wisielców jednak był inny od wszystkich, teraz sugerował dokładnie, gdzie mają się znaleźć, wiedziała, że powinni nie tracić czujności. Nie, kiedy pojawili się tutaj w jednym celu. Mieli znaleźć bestię
Nie mieli jednak lepszej opcji, niż ta, aby ruszyć w kierunku prześwitu, który dostrzegli, być może las chciał im tam coś pokazać, zapraszał ich w tamto miejsce, nie zdziwiłoby jej to nawet jakoś specjalnie, gdyby przygotował dla nich jakąś niezbyt przyjemną niespodziankę.
Szli więc przed siebie, w stronę prześwitu, Geraldine pewnie stawiała kroki, jednak była czujna, nie zapominała dlaczego się tutaj znaleźli, czego szukali, potwór mógł czaić się kilka drzew dalej, wyskoczyć na nich prawie niespodziewanie, wiadomo - zmysły miały ją ostrzec, ale to był rozjuszony przypadek, który mógł biegać po lesie w poszukiwaniu kolejnej ofiary, dlatego nieco się spięła, wyjątkowo skupiała się na tym, aby skorzystać ze swojego łowczego zmysłu, tego który był w jej rodzinie wyjątkowo rozwinięty, który wyróżniał ich od innych.
Spojrzała w prawo, była pewna, że tam go znajdzie, ten zmysł nigdy jej nie mylił, do tego wszystkiego stworzenie poruszyło się głośno, nie chciało udawać, że tam go nie ma, dawało znać o swoim istnieniu, musieli przygotować się do starcia, z takim nastawieniem bowiem potwór na pewno miał zamiar za chwilę do nich podbiec. Prosta sprawa, chwyciła w dłoń srebrny sztylet, który miała u paska, przeniosła spojrzenie na krótką chwilę w stronę swojego towarzysza, widziała, że on również już wiedział, że wilkołak był blisko, nie musiała nic mówić. Był czujny, dźwięki wydawane przez zwierzę nie zostały przytłumione, ono chciało zostać odnalezione, chciało doprowadzić do starcia.
Wiedziała, że to wilkołak, zmysły nigdy jej nie myliły, wyczuwała to, z czym miała się mierzyć, to musiał być ten, przez którego znaleźli się w lesie. Czuła, że zataczał kręgi, zbliżał się do nich, sprawdzał z kim ma do czynienia, on o nich wiedział, tak samo jak oni wiedzieli, że jest gdzieś obok, mieli równe szanse, no nie do końca, on był jeden, ich była dwójka. Nie sądziła, że będzie to skomplikowane zadanie, to nie był pierwszy wilkołak, z którym przyszło jej stanąć twarzą w twarz.
Uniosła głowę, poruszyła nią w prawo, żeby pokazać Benjy'emu, gdzie teraz znajduje się wilkołak, pewnie też to słyszał, nie mogli jednak mieć pewności, że uderzy z tamtej strony, gdyby tak było to by wokół nich nie krążył, miała jednak pewność że od jego ataku dzieliły ich sekundy, była czujna, trzymała ostrzę w dłoni, gotowa wbić mu je w cielsko.