26.12.2025, 10:31 ✶
Drzwi do gabinetu Godryka otworzyły się gładko, nie pozwoliwszy sobie na chociażby najcichsze skrzypnięcie, a Erika i Morpheusa przywitało ciepłe, przestronne wnętrze. Jedną ze ścian gabinetu pokrywały wysokie regały, na których można było znaleźć księgi, podczas gdy po ich przeciwnej stronie pysznił się kominek, w którego wnętrzu z resztą podrygiwał niemrawo magiczny ogień. Dookoła niego natomiast, na ścianach zawieszono portrety przedstawicieli rodziny, których oczy czujnie obserwowały wszystko co działo się w środku. Wreszcie, na samym środku stało biurko. Szerokie i długie, z ciemnego, litego drewna, za którym zasiadał właśnie Godryk.
- Morpheusie, Eriku, dzień dobry - przywitał ich spokojny ton głosu, kiedy mężczyzna zamknął czytaną prasę i odłożył ją na blat przed sobą. Dwójka młodszych Longbottomów szybko mogła zauważyć, że było to niedzielne wydanie, niemal tak samo wyświechtane jak to, które miętosił w dłoniach brygadzista. Chociaż może nikt nie próbował podrzeć go na kawałeczki.
W przyszłości Godryka powtarzało się najczęściej jedno słowo. Obowiązek. Mieli obowiązki, wobec siebie jako rodziny, ale także wobec społeczeństwa, o czym nie mogli zapominać. Tradycja o której mówiła Arista, nie było niczym obcym, w końcu przez lata Longbottomowie wypracowali sobie pewną pozycję w społeczeństwie, co czterdzieści lat temu zaowocowało zaliczeniem ich do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. Ale nie mogli zapominać o tradycjach, które wypracowali sami, pośród siebie i wobec zewnętrznego świata. Stąpali do kruchym lodzie, to było jasne jak słońce, ale w próbach znalezienia właściwej drogi nie mogli zatracić samych siebie.
- Usiądźcie proszę - na Erika i Morpheusa czekały dwa wygodne fotele, które znajdowały się przy biurku. - Rozumiem, że obydwoje jesteście dobrze zapoznani z treścią ostatniego artykułu w Proroku Niedzielnym. Czy jest w nim coś, od czego waszym zdaniem powinniśmy zacząć?
- Morpheusie, Eriku, dzień dobry - przywitał ich spokojny ton głosu, kiedy mężczyzna zamknął czytaną prasę i odłożył ją na blat przed sobą. Dwójka młodszych Longbottomów szybko mogła zauważyć, że było to niedzielne wydanie, niemal tak samo wyświechtane jak to, które miętosił w dłoniach brygadzista. Chociaż może nikt nie próbował podrzeć go na kawałeczki.
W przyszłości Godryka powtarzało się najczęściej jedno słowo. Obowiązek. Mieli obowiązki, wobec siebie jako rodziny, ale także wobec społeczeństwa, o czym nie mogli zapominać. Tradycja o której mówiła Arista, nie było niczym obcym, w końcu przez lata Longbottomowie wypracowali sobie pewną pozycję w społeczeństwie, co czterdzieści lat temu zaowocowało zaliczeniem ich do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. Ale nie mogli zapominać o tradycjach, które wypracowali sami, pośród siebie i wobec zewnętrznego świata. Stąpali do kruchym lodzie, to było jasne jak słońce, ale w próbach znalezienia właściwej drogi nie mogli zatracić samych siebie.
- Usiądźcie proszę - na Erika i Morpheusa czekały dwa wygodne fotele, które znajdowały się przy biurku. - Rozumiem, że obydwoje jesteście dobrze zapoznani z treścią ostatniego artykułu w Proroku Niedzielnym. Czy jest w nim coś, od czego waszym zdaniem powinniśmy zacząć?