26.12.2025, 20:47 ✶
– I oto moment, gdzie historia rozgałęzia się, w zależności od tego, ile księżniczka wie o kwiatach. Prawie żałuję, że nie jestem pisarzem, bo najchętniej zobaczyłbym oba możliwe zakończenia.
Te słowa były jednak bardziej rzucone ot tak, na wiatr, pod wpływem chwili, czaru ogrodów, ciemnych kwiatów, migocących na niebie gwiazd, atmosfery wynikłej choćby z ubrań, które nosili podczas tej przechadzki, które dodawały opowieści uroku, niż wynikały z faktycznego żalu. Christopher żałował bardzo niewielu rzeczy i nigdy ścieżki kariery. I odkąd był nastolatkiem ani przez moment nie był niepewny, odnośnie tego, co chce robić, gdy jego koledzy borykali się z trudnymi wyborami.
– Ale może powinienem podpowiedzieć to któremuś z kuzynów ze strony matki – dodał niemalże wesoło, przystając przy altanie, również porośniętej pędami, spośród których wyrastały czarne róże. – Miałabyś ochotę obejrzeć takie przedstawienie na scenie teatru Selwynów? Uważam, że byłoby bardziej popularne niż Hamlet, wracający raz za razem, aż do znudzenia czy Ekstaza Merlina. Kompletnie nie pojmuję, jak kogoś mogą ekscytować sceny biczowania.
Nie wspominając o tym, że przedstawienie w obecnych klimatach politycznych należało do kontrowersyjnych. Christopher nie potępiał tego jednak, ba, biorąc pod uwagę, że pół Londynu poszło z dymem, nie zdziwiłoby go, gdyby niektórzy owszem, utonęli w strachu, ale inni zaczęli się radykalizować w drugą stronę: raczej był chyba do pewnego stopnia zaintrygowany, jakie będą reakcje.
Pomyślałeś?
Obserwował niebo jeszcze przez moment, w zamyśleniu, gdy kometa przemknęła i znikła. Czy miał życzenia, o których spełnienie mógł prosić gwiazdy? Takie jak odzyskanie mieszkania zdawały się komuś takiemu jak on nazbyt trywialne. Takie jak osiągnięcie większej sławy, własny pokaz w Paryżu, zostanie właścicielem Domu Mody Rosierów były czymś, na co powinien zapracować sam.
Chyba tym, czego mógł sobie życzyć, było coś warte starań. Coś, co ułatwi nieutonięcie w nudzie, którą niejeden raz w ostatnim roku rozpraszały dlań głównie dziesiątki kartek, zamalowywanych w zaciszu własnego gabinetu: ale nawet własne prace przecież mogły stracić powab, gdyby były jedynym punktem w jego życiu.
Potrzebował emocji. Fascynacji. Życia.
– Pomyślałem – stwierdził, przenosząc wzrok na Victorię, a uśmiech mimowolnie wypełzł mu z powrotem na usta. – Ale nie powiem, co takiego, bo się nie spełni.
Te słowa były jednak bardziej rzucone ot tak, na wiatr, pod wpływem chwili, czaru ogrodów, ciemnych kwiatów, migocących na niebie gwiazd, atmosfery wynikłej choćby z ubrań, które nosili podczas tej przechadzki, które dodawały opowieści uroku, niż wynikały z faktycznego żalu. Christopher żałował bardzo niewielu rzeczy i nigdy ścieżki kariery. I odkąd był nastolatkiem ani przez moment nie był niepewny, odnośnie tego, co chce robić, gdy jego koledzy borykali się z trudnymi wyborami.
– Ale może powinienem podpowiedzieć to któremuś z kuzynów ze strony matki – dodał niemalże wesoło, przystając przy altanie, również porośniętej pędami, spośród których wyrastały czarne róże. – Miałabyś ochotę obejrzeć takie przedstawienie na scenie teatru Selwynów? Uważam, że byłoby bardziej popularne niż Hamlet, wracający raz za razem, aż do znudzenia czy Ekstaza Merlina. Kompletnie nie pojmuję, jak kogoś mogą ekscytować sceny biczowania.
Nie wspominając o tym, że przedstawienie w obecnych klimatach politycznych należało do kontrowersyjnych. Christopher nie potępiał tego jednak, ba, biorąc pod uwagę, że pół Londynu poszło z dymem, nie zdziwiłoby go, gdyby niektórzy owszem, utonęli w strachu, ale inni zaczęli się radykalizować w drugą stronę: raczej był chyba do pewnego stopnia zaintrygowany, jakie będą reakcje.
Pomyślałeś?
Obserwował niebo jeszcze przez moment, w zamyśleniu, gdy kometa przemknęła i znikła. Czy miał życzenia, o których spełnienie mógł prosić gwiazdy? Takie jak odzyskanie mieszkania zdawały się komuś takiemu jak on nazbyt trywialne. Takie jak osiągnięcie większej sławy, własny pokaz w Paryżu, zostanie właścicielem Domu Mody Rosierów były czymś, na co powinien zapracować sam.
Chyba tym, czego mógł sobie życzyć, było coś warte starań. Coś, co ułatwi nieutonięcie w nudzie, którą niejeden raz w ostatnim roku rozpraszały dlań głównie dziesiątki kartek, zamalowywanych w zaciszu własnego gabinetu: ale nawet własne prace przecież mogły stracić powab, gdyby były jedynym punktem w jego życiu.
Potrzebował emocji. Fascynacji. Życia.
– Pomyślałem – stwierdził, przenosząc wzrok na Victorię, a uśmiech mimowolnie wypełzł mu z powrotem na usta. – Ale nie powiem, co takiego, bo się nie spełni.