27.12.2025, 20:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2025, 20:38 przez Brenna Longbottom.)
Cała sytuacja i ten obrazek były dla Brenny trochę nierealne. Ruszyła za Alexandrem pośpiesznie, chociaż obejrzała się jeszcze raz czy dwa, jakby chcąc upewnić, że nie zrobili nikomu za dużej krzywdy. Gdy jednak dostrzegła, że jeden z mężczyzn dźwiga się na kolana, przyspieszyła tylko, zmuszając do tego samego Aristova, bo i przekonała się, że raz, ci się pozbierają, więc nie musiała już się przejmować, i dwa, że lepiej, aby oboje stąd znikli. Bo kto wie, co ta trójka zrobi?
Trochę żałowała straconych kajdanek, ale nawet ona wiedziała, że wracanie po nie byłoby bardzo głupie.
– Wszystko w porządku? Znaczy się, nie oberwałeś? – spytała, kiedy już odeszli kawałek, zerkając na twarz Alexandra, a potem lustrując go spojrzeniem, jakby poszukiwała plam krwi albo kończyn sterczących pod niewłaściwym kątem. Sama miała niewiarygodne szczęście i wykpiła się zaledwie tym śmiesznym obrażeniem: złamanym paznokciem. – Bo jak coś, to ja mam maść w kieszeni. A w plecaku chyba bandaż, ale musiałabym poszukać.
Brennie rzeczy po prostu… się przydarzały. I nauczyła się usuwać ich skutki, żeby inni się nie martwili i żeby mama nie zadawała za wielu niewygodnych pytań. Poza tym czasem rzeczy przydarzały się też ludziom wokół niej, a Brenna przejmowała się siniakami kuzynki znacznie bardziej niż swoimi własnymi.
– Żebyś wiedział, jest tu taki ostry kawałek, to irytujące, bo jak się zapomnę, to sobie nim jak nic pokaleczę inne palce – oświadczyła, choć teraz nie wydawała się zirytowana. Gdy wszystko ostatecznie skończyło się dobrze, na jej twarz powrócił pogodny wyraz, a ton znów brzmiał lekko, jakby cała ta sytuacja i niebezpieczeństwo zupełnie jej nie obeszły. Choć prawda była taka, że te trzy minuty temu była dość bliska paniki.
– A w ogóle to słuchaj, bo to jest bardzo, bardzo ważne – powiedziała z powagą. Zatrzymała się i spojrzała Alexandrowi prosto w oczy, jakby właśnie miała co najmniej wyznać, że jest królową angielską, albo że zakochała się w nim na śmierć i życie. – Moja mama nie może się o tym dowiedzieć – padło jednak zamiast tego i machnęła ręką w stronę, z której przyszli.
Tylko nie mów mojej mamie.
To było jedno ze zdań, które Brenna Longbottom wypowiadała naprawdę bardzo często.
- I tak poza tym, to niezły masz cios - dodała już radośniej, nieświadoma, że jej pogoda, brak instynktu samozachowawczego i typowa dla młodości głupota zmieszana z odwagą sprawiły, że Alex uznał ją za doskonałą kandydatką na mafijnego zabójcę.
Trochę żałowała straconych kajdanek, ale nawet ona wiedziała, że wracanie po nie byłoby bardzo głupie.
– Wszystko w porządku? Znaczy się, nie oberwałeś? – spytała, kiedy już odeszli kawałek, zerkając na twarz Alexandra, a potem lustrując go spojrzeniem, jakby poszukiwała plam krwi albo kończyn sterczących pod niewłaściwym kątem. Sama miała niewiarygodne szczęście i wykpiła się zaledwie tym śmiesznym obrażeniem: złamanym paznokciem. – Bo jak coś, to ja mam maść w kieszeni. A w plecaku chyba bandaż, ale musiałabym poszukać.
Brennie rzeczy po prostu… się przydarzały. I nauczyła się usuwać ich skutki, żeby inni się nie martwili i żeby mama nie zadawała za wielu niewygodnych pytań. Poza tym czasem rzeczy przydarzały się też ludziom wokół niej, a Brenna przejmowała się siniakami kuzynki znacznie bardziej niż swoimi własnymi.
– Żebyś wiedział, jest tu taki ostry kawałek, to irytujące, bo jak się zapomnę, to sobie nim jak nic pokaleczę inne palce – oświadczyła, choć teraz nie wydawała się zirytowana. Gdy wszystko ostatecznie skończyło się dobrze, na jej twarz powrócił pogodny wyraz, a ton znów brzmiał lekko, jakby cała ta sytuacja i niebezpieczeństwo zupełnie jej nie obeszły. Choć prawda była taka, że te trzy minuty temu była dość bliska paniki.
– A w ogóle to słuchaj, bo to jest bardzo, bardzo ważne – powiedziała z powagą. Zatrzymała się i spojrzała Alexandrowi prosto w oczy, jakby właśnie miała co najmniej wyznać, że jest królową angielską, albo że zakochała się w nim na śmierć i życie. – Moja mama nie może się o tym dowiedzieć – padło jednak zamiast tego i machnęła ręką w stronę, z której przyszli.
Tylko nie mów mojej mamie.
To było jedno ze zdań, które Brenna Longbottom wypowiadała naprawdę bardzo często.
- I tak poza tym, to niezły masz cios - dodała już radośniej, nieświadoma, że jej pogoda, brak instynktu samozachowawczego i typowa dla młodości głupota zmieszana z odwagą sprawiły, że Alex uznał ją za doskonałą kandydatką na mafijnego zabójcę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.