28.12.2025, 12:38 ✶
Uśmiech jak gwiazda.
Dłonie jak białe gałązki.
Teraz tylko czekać
Usłyszał jej słodki głos i zapomniał o tym, że miał pilnować palnika, tak łatwo można było zapomnieć o wszystkim, gdy byli w ogrodzie, otoczeni różami, a spośród wszystkich kwiatów ona była tym najpiękniejszym.
Nagle jednak część z kwiatów zafalowała ciepłem powietrza, gorący podmuch spalenizny uderzył w ich dość chłodne twarze. Płomienie szybko pierzchły jednak wobec wybuchu białych płatków popiołu.
Białych płatków śniegu.
Wciąż trzymał ją za rękę, a drugą wygładzał lico bałwana, którego właśnie kończył lepić. Ciężko było mu oderwać wzrok, choć powinien bardziej skupić się na rzeźbie.
daj nam…
Znajomy szept, ten który nawiedzał go w snach, ten który nawiedzał go w koszmarach, szept tysiąca gardeł, tysiąca dusz zaklętych w plugawej figurze.
- Nie! - krzyknął nagle z całych sił odwracając się do śniegowej figury. Lepił ją przed chwilą przecież z taką wytrwałością i teraz kończył, ostatnie detale. Trzy kule, guziki z węgielków i wzory, zagmatwane wzory, miniaturowe części ciała, w tym przypadku kule, bardzo, bardzo dużo okręgów wyrytych pieczołowicie na wielkiej śniegowej kuli. To nie miało znaczenia. Odepchnął ją mocno w zaspę śnieżną i rzucił się w stronę bałwana tłukąc go zajadle, depcząc, gryząc, rozszarpując na strzępy, aż nie pozostał po nim najmniejszy ślad.
Tu… na zboczu wzgórza na którmy królowało opactwo Northanger.
Głosy ucichły. Biel zawirowała przed oczami. Odetchnął pełną piersią, wpuszczając mróz w swoje martwe tkanki. Nie mógł pozwolić drugi raz na ich spotkanie, nie mógł dopuścić do tego, by coś znów jej zagrażało z jego strony. Nie mógł…
Dłonie jak białe gałązki.
Teraz tylko czekać
Usłyszał jej słodki głos i zapomniał o tym, że miał pilnować palnika, tak łatwo można było zapomnieć o wszystkim, gdy byli w ogrodzie, otoczeni różami, a spośród wszystkich kwiatów ona była tym najpiękniejszym.
Nagle jednak część z kwiatów zafalowała ciepłem powietrza, gorący podmuch spalenizny uderzył w ich dość chłodne twarze. Płomienie szybko pierzchły jednak wobec wybuchu białych płatków popiołu.
Białych płatków śniegu.
Wciąż trzymał ją za rękę, a drugą wygładzał lico bałwana, którego właśnie kończył lepić. Ciężko było mu oderwać wzrok, choć powinien bardziej skupić się na rzeźbie.
daj nam…
daj nam jej ciało
. jej skórę… daj…
Znajomy szept, ten który nawiedzał go w snach, ten który nawiedzał go w koszmarach, szept tysiąca gardeł, tysiąca dusz zaklętych w plugawej figurze.
- Nie! - krzyknął nagle z całych sił odwracając się do śniegowej figury. Lepił ją przed chwilą przecież z taką wytrwałością i teraz kończył, ostatnie detale. Trzy kule, guziki z węgielków i wzory, zagmatwane wzory, miniaturowe części ciała, w tym przypadku kule, bardzo, bardzo dużo okręgów wyrytych pieczołowicie na wielkiej śniegowej kuli. To nie miało znaczenia. Odepchnął ją mocno w zaspę śnieżną i rzucił się w stronę bałwana tłukąc go zajadle, depcząc, gryząc, rozszarpując na strzępy, aż nie pozostał po nim najmniejszy ślad.
Tu… na zboczu wzgórza na którmy królowało opactwo Northanger.
Głosy ucichły. Biel zawirowała przed oczami. Odetchnął pełną piersią, wpuszczając mróz w swoje martwe tkanki. Nie mógł pozwolić drugi raz na ich spotkanie, nie mógł dopuścić do tego, by coś znów jej zagrażało z jego strony. Nie mógł…