29.12.2025, 16:48 ✶
Dla Brenny nie miało znaczenia, czy się znają i czy spotkają się więcej. Kiedyś zaoferowała maść na obrażenia chłopcu, którego ledwo poznała i to w taki sposób, że się pobili, a potem umykali razem przed nauczycielką, i który omal nie połamał jej żeber. Ale nie naciskała, i nie próbowała oglądać obrażeń Alexandra: może zwykle by to robiła, ale teraz jej głowę zaprzątało jednak jak najszybsze dostanie się na miejsce, zanim zrobi się ciemno i na ulicę wychynie więcej… elementów społecznych jak te, które ich zaczepiły. Ach i omówienie bardzo ważnego zagadnienia, dotyczące tego, że jej matka nie powinna dowiedzieć się o bójce. Bo w końcu po co tę denerwować? A wychowanie? No, Brennę wychowano tak, że gdy ktoś atakował, to się broniła, i wujek Clemens na pewno byłby z niej bardzo dumny.
– Dobrze. Nie powiem – stwierdziła jedynie, w miarę pogodnie, bo skoro wolał nie wiedzieć, to tak będzie lepiej, prawda? Tak jak i lepiej było, że ona pozostawała nieświadoma waśni między dwoma rodami i tego, że jakieś rosyjskie Kartofle mogły spróbować przeprowadzić na nich atak, i nie przynieśli by ze sobą żadnych pieczonych ziemniaczków.
– Ale pokrwawię ubrania, poza tym to dopiero ciężko byłoby wyjaśnić mamie – prychnęła, takim tonem, jakby uznała, że naprawdę proponował jej obcinanie placów, a ona musiała mu teraz wyjaśnić, dlaczego to był naprawdę, ale to naprawdę beznadziejny pomysł. Chwilę później zaś spojrzała na Alexandra Aristova z takim bezbrzeżnym zdumieniem, jakby co najmniej oczekiwał, że zaraz wyhoduje sobie nie tylko drugą, ale też trzecią głowę czy coś takiego. – Co? Po co mi chłopak? – zdumiała się i wyglądało na to, że faktycznie absolutnie nie pojmowała, jakie mogłoby to mieć zastosowanie. To znaczy… Brenna niby wyrastała w środowisku, gdzie małżeństw wręcz oczekiwano, i może zakładała, że faktycznie będzie kiedyś miała rodzinę, a jednocześnie nijak nie umiała tego powiązać ze spotykaniem się z kimś teraz, zbyt zajęta zupełnie innymi rzeczami niż jakimiś romansami. – I to z Rosji? No bo znaczy się, Rosja i Anglia są bardzo daleko, miałabym chcieć, żebyś był moim chłopakiem, żeby… nie wiem… chwalić się koleżankom, że mam chłopaka, którego nigdy nie widuję, ale on hoduje groźne niedźwiedzie i w ogóle? – spytała, teraz patrząc na niego podejrzliwie, bo zaczęła mieć wrażenie, że Alexander po prostu się z niej zbijał.
Ale zaraz uśmiechnęła się po prostu, bo obiecał, że niczego nie powie jej mamie.
– Bardzo zadowolona. Jestem ci winna czekoladową żabę – oświadczyła, zanim ruszyła wraz z nim szybkim krokiem pod dom, w którym czekała bardzo zaniepokojona rodzina.
– Dobrze. Nie powiem – stwierdziła jedynie, w miarę pogodnie, bo skoro wolał nie wiedzieć, to tak będzie lepiej, prawda? Tak jak i lepiej było, że ona pozostawała nieświadoma waśni między dwoma rodami i tego, że jakieś rosyjskie Kartofle mogły spróbować przeprowadzić na nich atak, i nie przynieśli by ze sobą żadnych pieczonych ziemniaczków.
– Ale pokrwawię ubrania, poza tym to dopiero ciężko byłoby wyjaśnić mamie – prychnęła, takim tonem, jakby uznała, że naprawdę proponował jej obcinanie placów, a ona musiała mu teraz wyjaśnić, dlaczego to był naprawdę, ale to naprawdę beznadziejny pomysł. Chwilę później zaś spojrzała na Alexandra Aristova z takim bezbrzeżnym zdumieniem, jakby co najmniej oczekiwał, że zaraz wyhoduje sobie nie tylko drugą, ale też trzecią głowę czy coś takiego. – Co? Po co mi chłopak? – zdumiała się i wyglądało na to, że faktycznie absolutnie nie pojmowała, jakie mogłoby to mieć zastosowanie. To znaczy… Brenna niby wyrastała w środowisku, gdzie małżeństw wręcz oczekiwano, i może zakładała, że faktycznie będzie kiedyś miała rodzinę, a jednocześnie nijak nie umiała tego powiązać ze spotykaniem się z kimś teraz, zbyt zajęta zupełnie innymi rzeczami niż jakimiś romansami. – I to z Rosji? No bo znaczy się, Rosja i Anglia są bardzo daleko, miałabym chcieć, żebyś był moim chłopakiem, żeby… nie wiem… chwalić się koleżankom, że mam chłopaka, którego nigdy nie widuję, ale on hoduje groźne niedźwiedzie i w ogóle? – spytała, teraz patrząc na niego podejrzliwie, bo zaczęła mieć wrażenie, że Alexander po prostu się z niej zbijał.
Ale zaraz uśmiechnęła się po prostu, bo obiecał, że niczego nie powie jej mamie.
– Bardzo zadowolona. Jestem ci winna czekoladową żabę – oświadczyła, zanim ruszyła wraz z nim szybkim krokiem pod dom, w którym czekała bardzo zaniepokojona rodzina.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.