29.12.2025, 20:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2025, 21:01 przez Bard Beedle.)
Potknięcie się nie było prawdopodobnie winą Thomasa czy jego nieostrożności – gdyby obejrzał się i przyjrzał dokładnie stopniom odkryłby, że pokrył je szron. Ktoś płatał im figle: czy uaktywniły się jakieś stare zaklęcia, czy duchy obniżały temperaturę, czy stało się jeszcze coś innego… ale na pewno było to niebezpieczne.
Mógł się połamać. Mógł upaść i rozbić sobie głowę.
I czy śmiechy i nawoływania duchów nie ostrzegały wręcz: chciały, aby przybysze, którzy przekroczyli próg zamku, do nich dołączyli. A przynajmniej chciał tego jeden z nich. To nie był przypadek, to nie była nieostrożność czy zbyt niska kondycja fizyczna nawet... to był zamach.
W korytarzu było zimno, tak bardzo, że gdy wreszcie dotarł do Dory i adrenalina zaczęła opadać, odkrył, że i on trzęsie się z zimna. A potem coś dotknęło jego karku, palce chłodne jak z lodu, choć gdyby się odwrócił, niczego by nie zobaczył.
– Mówili, że musimy się zemścić. Że nasz honor ważniejszy jest niż cokolwiek innego. Że taką zbrodnię może zmazać tylko krew – szepnęło coś wprost do jego ucha sekundę później, a on poczuł chłodny powiew.
Były tu kości, zapewne dziewczyny, której duch przed chwilą odegrał przed Dorą własną śmierć: może by ją przerazić, może uwięziony w wiecznej pętli uciekania, umierania i tych ostatnich chwil, pełnych strachu, bólu i gniewu. Były resztki gobelinu, zerwanego ze ściany, zupełnie nie pasującego do podziemi, ale…
…chyba coś ukrywały.
Dora pojęła to nagle, gdy spojrzała na ścianę, gdy przypomniała sobie, że duch zdawał się wyciągać ku niej ręce. Niektóre kamienie wyglądały jakby inaczej niż inne. Gdy przyglądała się bardzo dokładnie, zdało się jej, że widzi nawet resztki wyżłobień – być może znaków czy run, które wyryto tutaj kiedyś, a które zatarł czas. Dziewczyna, która zginęła, próbowała dostać się właśnie tutaj.
Tylko czy powinni to sprawdzać, skoro przyprowadziła tu najwyraźniej Dorę, i skoro wprost obiecywała… że do nich teraz dołączy? Do duchów zamku McClivertów?
Mógł się połamać. Mógł upaść i rozbić sobie głowę.
I czy śmiechy i nawoływania duchów nie ostrzegały wręcz: chciały, aby przybysze, którzy przekroczyli próg zamku, do nich dołączyli. A przynajmniej chciał tego jeden z nich. To nie był przypadek, to nie była nieostrożność czy zbyt niska kondycja fizyczna nawet... to był zamach.
W korytarzu było zimno, tak bardzo, że gdy wreszcie dotarł do Dory i adrenalina zaczęła opadać, odkrył, że i on trzęsie się z zimna. A potem coś dotknęło jego karku, palce chłodne jak z lodu, choć gdyby się odwrócił, niczego by nie zobaczył.
– Mówili, że musimy się zemścić. Że nasz honor ważniejszy jest niż cokolwiek innego. Że taką zbrodnię może zmazać tylko krew – szepnęło coś wprost do jego ucha sekundę później, a on poczuł chłodny powiew.
Były tu kości, zapewne dziewczyny, której duch przed chwilą odegrał przed Dorą własną śmierć: może by ją przerazić, może uwięziony w wiecznej pętli uciekania, umierania i tych ostatnich chwil, pełnych strachu, bólu i gniewu. Były resztki gobelinu, zerwanego ze ściany, zupełnie nie pasującego do podziemi, ale…
…chyba coś ukrywały.
Dora pojęła to nagle, gdy spojrzała na ścianę, gdy przypomniała sobie, że duch zdawał się wyciągać ku niej ręce. Niektóre kamienie wyglądały jakby inaczej niż inne. Gdy przyglądała się bardzo dokładnie, zdało się jej, że widzi nawet resztki wyżłobień – być może znaków czy run, które wyryto tutaj kiedyś, a które zatarł czas. Dziewczyna, która zginęła, próbowała dostać się właśnie tutaj.
Tylko czy powinni to sprawdzać, skoro przyprowadziła tu najwyraźniej Dorę, i skoro wprost obiecywała… że do nich teraz dołączy? Do duchów zamku McClivertów?