05.03.2023, 02:06 ✶
Kusiło go, by przywalić kieszonkowcowi raz jeszcze. By zetrzeć mu ten przebrzydły uśmiech z twarzy, mimo że już dawno się nie śmiał. Jamil jednak wciąż miał wspomnienie tej miny przed oczami, wściekły o to, że dał się tak łatwo okraść w biały dzień. Gdyby chociaż nie był trzeźwy albo po prostu przegrał w karty…
- Ten tu raczej nie będzie już zagrożeniem - warknął Egipcjanin i zamachnął się na chłopaka drugi raz, choć już całkowicie zbędny. Szukał po prostu ujścia dla własnych nerwów. Dopiero gdy uniósł wzrok na alejkę przed nimi, dotarło do niego, o czym mówiła Nell. Kolejni natręci, wyglądający o wiele groźniej od tego tu rzezimieszka. W dodatku mieliby nad nimi przewagę liczebną, jeśli postawiliby do pionu swojego kolegę. O ile w ogóle się znali, ale w to Jamil już nie wnikał. Pozwolił się chwycić za ramię i odsunął siebie i Nell od kieszonkowca na tyle, na ile było to możliwe. Poczuł szarpnięcie w żołądku, którego nie znosił i do którego (takie miał przynajmniej wrażenie) nigdy nie przywyknie. Była to mimo wszystko jedna z tych czynności, które kojarzyły mu się z Bagshot. Teleportacja, okropne w smaku eliksiry i skorpiony, które wciąż mu wypominała, choć minął ponad rok. Może powinien zrobić sobie koszulkę z napisem: Nie podskakuj, bo rzucę w Ciebie skorpionem? Nell z pewnością byłaby zachwycona.
- Nawet nie ma opcji - poparł ją, opierając się plecami o chłodną ścianę jakiegoś budynku o szyldzie, który zupełnie nic mu nie mówił. - Cathal rozszarpałby nas na strzępy.
Przetarł czoło szalikiem, który wygrzebał z kieszeni płaszcza, jednocześnie starając się uspokoić swój oddech. Po chwili wytarł jeszcze dłoń, na której wciąż pozostawały ślady krwi przeciwnika. Na drugi cios zdecydowanie nie zasłużył, ale otrzymał go dla zasady.
- Masz tę sakiewkę, prawda? - upewnił się Jamil i z pełną powagą spojrzał na blondynkę. Na szczęście potwierdziła. Coraz mniej podobała mu się ta okolica, a już zwłaszcza fakt, że mieszkał całkiem niedaleko stąd. Mogło się okazać, że któryś z tych kryminalistów to jego sąsiad, a nie sądził, by Eden Lestrange była skora szukać mu drugiego lokum w przeciągu miesiąca. - To gdzie mieszka ten facet? - dopytał jeszcze i odepchnął się od ściany, gdy czuł, że zdoła już utrzymać równowagę po nagłej teleportacji. Im szybciej pozbędą się tego kamienia, tym lepiej dla nich. Jamil odda go specjaliście z ulgą większą, niż ta, gdy Cathal oznajmił mu, że załatwił mu pozwolenie na wyjazd do Wielkiej Brytanii. No dobra, może jednak trochę przesadzał, ale nie byłby sobą, gdyby tego nie robił.
- Ten tu raczej nie będzie już zagrożeniem - warknął Egipcjanin i zamachnął się na chłopaka drugi raz, choć już całkowicie zbędny. Szukał po prostu ujścia dla własnych nerwów. Dopiero gdy uniósł wzrok na alejkę przed nimi, dotarło do niego, o czym mówiła Nell. Kolejni natręci, wyglądający o wiele groźniej od tego tu rzezimieszka. W dodatku mieliby nad nimi przewagę liczebną, jeśli postawiliby do pionu swojego kolegę. O ile w ogóle się znali, ale w to Jamil już nie wnikał. Pozwolił się chwycić za ramię i odsunął siebie i Nell od kieszonkowca na tyle, na ile było to możliwe. Poczuł szarpnięcie w żołądku, którego nie znosił i do którego (takie miał przynajmniej wrażenie) nigdy nie przywyknie. Była to mimo wszystko jedna z tych czynności, które kojarzyły mu się z Bagshot. Teleportacja, okropne w smaku eliksiry i skorpiony, które wciąż mu wypominała, choć minął ponad rok. Może powinien zrobić sobie koszulkę z napisem: Nie podskakuj, bo rzucę w Ciebie skorpionem? Nell z pewnością byłaby zachwycona.
- Nawet nie ma opcji - poparł ją, opierając się plecami o chłodną ścianę jakiegoś budynku o szyldzie, który zupełnie nic mu nie mówił. - Cathal rozszarpałby nas na strzępy.
Przetarł czoło szalikiem, który wygrzebał z kieszeni płaszcza, jednocześnie starając się uspokoić swój oddech. Po chwili wytarł jeszcze dłoń, na której wciąż pozostawały ślady krwi przeciwnika. Na drugi cios zdecydowanie nie zasłużył, ale otrzymał go dla zasady.
- Masz tę sakiewkę, prawda? - upewnił się Jamil i z pełną powagą spojrzał na blondynkę. Na szczęście potwierdziła. Coraz mniej podobała mu się ta okolica, a już zwłaszcza fakt, że mieszkał całkiem niedaleko stąd. Mogło się okazać, że któryś z tych kryminalistów to jego sąsiad, a nie sądził, by Eden Lestrange była skora szukać mu drugiego lokum w przeciągu miesiąca. - To gdzie mieszka ten facet? - dopytał jeszcze i odepchnął się od ściany, gdy czuł, że zdoła już utrzymać równowagę po nagłej teleportacji. Im szybciej pozbędą się tego kamienia, tym lepiej dla nich. Jamil odda go specjaliście z ulgą większą, niż ta, gdy Cathal oznajmił mu, że załatwił mu pozwolenie na wyjazd do Wielkiej Brytanii. No dobra, może jednak trochę przesadzał, ale nie byłby sobą, gdyby tego nie robił.
Koniec sesji