31.12.2025, 01:26 ✶
Lazarus wychodził z założeń dokładnie przeciwnych, niż Ceolsige, jeżeli chodziło o to, czy ktoś chce podejmować z nim rozmowę. Wierzył również głęboko w to, że rozmowy powinny prowadzić do czegoś - porozumienia, decyzji, konstruktywnych wniosków albo ustaleń. Z tego względu dużo pewniej czuł się w kontaktach na gruncie zawodowym, niż towarzyskim, a w biurowym, czy imprezowym small talku zwykle nie uczestniczył w ogóle, nie mając nic wartościowego do dodania.
Interakcje z koleżanką z Nokturnu były jednak… łatwe. Przeważnie, bo na przykład teraz nie do końca wiedział, co miało oznaczać to spojrzenie. Nie było niczym nowym, napotykał je w skonfundowanej ciszy, która zapadała czasami po jego wypowiedziach. Jakby złamał jakąś tajemną zasadę, o której wiedzieli wszyscy poza nim, a jednocześnie nikt nie kwapił się, żeby mu ją wyjaśnić.
- Jeżeli chodzi o ogrody, jestem ogólnie ciekaw tych róż. Co może oznaczać ich pojawienie się? Dlaczego są takie niezwykłe? Czy to przejaw magii? Jakiego rodzaju? - Właściwie może powinien przejść się tam osobiście?
Nie miał również pojęcia, co rozbawiło Ceolsige w jego praktycznych uwagach dotyczących wyboru sukni. Jego dwudniowy research teoretyczny pozwolił mu zgłębić temat jedynie w ograniczonym zakresie. Na szczęście w chwili, kiedy użyła w odniesieniu do niego słowa “uroczy”, schodziła już z postumentu i nie mogła dostrzec, jak przewraca oczami.
- Skąd miałbym mieć pewność? - zapytał, a w jego ton wkradła się nuta rozbawienia - Shafiqa prezenty dla mnie obejmują raczej asortyment papierniczy, niż fatałaszki…
W chwili, kiedy Burke wspomniała o masce, Lazarus był już w drodze na swoje dotychczasowe miejsce. Zatrzymał się jednak i spojrzał na nią przez ramię. Wzdrygnął się wewnętrznie, gdy wytknęła mu niezrozumienie jej intencji. Skąd miał wiedzieć? Instrukcje były niejasne! Przełknął jednak swój dyskomfort.
- Hm? No tak. Maska. Może sowa śnieżna? - rzucił gdzieś między swoją koleżankę a pracownicę sklepu, a już tylko na użytek tej ostatniej powiedział - Słyszała pani - proszę mi pokazać, co macie do wyboru.
Czarownica z profesjonalnym uśmiechem podeszła do lustra i przywołała na jego powierzchni wizje różnych masek.
- Ma pan rację, biel dobrze będzie się komponowała z tym kobaltem. Pani wygląda na zdecydowaną na sowę, ale możemy też zaproponować czaplę, to również dostojny ptak.
Coś, co tylko sugeruje, że jest maską, powiedziała Ceolsige.
- Wydaje mi się, że byłoby nam łatwiej, gdyby najpierw zapadła decyzja co do sukienki… - Lazarus bezradnie przyglądał się kolejno pokazywanym przez ekspedientkę maskom.
Pytanie zadane z przymierzalni zaskoczyło go i momentalnie obudziło zawodową ostrożność, dotychczas uśpioną przyjemną, niemal bezstresową atmosferą, w jakiej przebiegały zakupy. Nie spodziewał się jakiegoś podstępu po Ceolsige. Nie bardziej w każdym razie, niż po kimkolwiek innym, pytającym o Shafiqa, ale… nie tak dawno temu Lorien Mulciber indagowała go podczas przypadkowego spotkania, a miał powody, by podejrzewać, że nie była jedyną, która z uwagą przyglądała się stosunkom panującym w OMSHM i zmianom dynamiki interpersonalnej tamże.
- Jakie znaczenie ma moja ocena? - zapytał, spoglądając w stronę, gdzie kłęby dymu skrywały sylwetkę kobiety. Profesjonalizm działał w dwie strony.
Interakcje z koleżanką z Nokturnu były jednak… łatwe. Przeważnie, bo na przykład teraz nie do końca wiedział, co miało oznaczać to spojrzenie. Nie było niczym nowym, napotykał je w skonfundowanej ciszy, która zapadała czasami po jego wypowiedziach. Jakby złamał jakąś tajemną zasadę, o której wiedzieli wszyscy poza nim, a jednocześnie nikt nie kwapił się, żeby mu ją wyjaśnić.
- Jeżeli chodzi o ogrody, jestem ogólnie ciekaw tych róż. Co może oznaczać ich pojawienie się? Dlaczego są takie niezwykłe? Czy to przejaw magii? Jakiego rodzaju? - Właściwie może powinien przejść się tam osobiście?
Nie miał również pojęcia, co rozbawiło Ceolsige w jego praktycznych uwagach dotyczących wyboru sukni. Jego dwudniowy research teoretyczny pozwolił mu zgłębić temat jedynie w ograniczonym zakresie. Na szczęście w chwili, kiedy użyła w odniesieniu do niego słowa “uroczy”, schodziła już z postumentu i nie mogła dostrzec, jak przewraca oczami.
- Skąd miałbym mieć pewność? - zapytał, a w jego ton wkradła się nuta rozbawienia - Shafiqa prezenty dla mnie obejmują raczej asortyment papierniczy, niż fatałaszki…
W chwili, kiedy Burke wspomniała o masce, Lazarus był już w drodze na swoje dotychczasowe miejsce. Zatrzymał się jednak i spojrzał na nią przez ramię. Wzdrygnął się wewnętrznie, gdy wytknęła mu niezrozumienie jej intencji. Skąd miał wiedzieć? Instrukcje były niejasne! Przełknął jednak swój dyskomfort.
- Hm? No tak. Maska. Może sowa śnieżna? - rzucił gdzieś między swoją koleżankę a pracownicę sklepu, a już tylko na użytek tej ostatniej powiedział - Słyszała pani - proszę mi pokazać, co macie do wyboru.
Czarownica z profesjonalnym uśmiechem podeszła do lustra i przywołała na jego powierzchni wizje różnych masek.
- Ma pan rację, biel dobrze będzie się komponowała z tym kobaltem. Pani wygląda na zdecydowaną na sowę, ale możemy też zaproponować czaplę, to również dostojny ptak.
Coś, co tylko sugeruje, że jest maską, powiedziała Ceolsige.
- Wydaje mi się, że byłoby nam łatwiej, gdyby najpierw zapadła decyzja co do sukienki… - Lazarus bezradnie przyglądał się kolejno pokazywanym przez ekspedientkę maskom.
Pytanie zadane z przymierzalni zaskoczyło go i momentalnie obudziło zawodową ostrożność, dotychczas uśpioną przyjemną, niemal bezstresową atmosferą, w jakiej przebiegały zakupy. Nie spodziewał się jakiegoś podstępu po Ceolsige. Nie bardziej w każdym razie, niż po kimkolwiek innym, pytającym o Shafiqa, ale… nie tak dawno temu Lorien Mulciber indagowała go podczas przypadkowego spotkania, a miał powody, by podejrzewać, że nie była jedyną, która z uwagą przyglądała się stosunkom panującym w OMSHM i zmianom dynamiki interpersonalnej tamże.
- Jakie znaczenie ma moja ocena? - zapytał, spoglądając w stronę, gdzie kłęby dymu skrywały sylwetkę kobiety. Profesjonalizm działał w dwie strony.