31.12.2025, 14:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2025, 14:06 przez Christopher Rosier.)
– Nie dręczyć kuzynostwa i rodzeństwa? – spytał Christopher, a chociaż maska kryła wyraz twarzy, to w jego słowach pobrzmiewało zdumienie, prawdzie albo udawane. – Czy to w ogóle możliwe? Tak to działa w rodzinie Lestrangów? To tradycja z Francji?
Po prawdzie pośród Rosierów sporo było wzajemnego podgryzania się, cichej rywalizacji – bo większość z nich była powiązana z Domem Mody – a trochę tworzenia zgranego frontu w imię rodzinnych interesów. Z krewnymi od strony matki, paradoksalnie, było trochę łatwiej, i tu dręczenie przyjmowało zwykle bardziej postać przekomarzania. Nie byli rywalami, rzadko współpracownikami – głównie wtedy, gdy szło o naszykowanie jakichś szczególnie wspaniałych strojów, ale na większość przedstawień jednak nie zamawiało się masy ubrań od najlepszych projektantów.
– Mam wrażenie, że gdyby śpiewali, byłoby to bardziej spektakularne. Widziałem takie przedstawienie we Francji. I połowy nie zrozumiał, ale śpiew, taniec, światła i kostiumy, robiły swoje. – W przedstawieniu biorą udział dwie tancerki, symbolizujące Ekstazę Merlina i Ambicję Morgany.
Ulubiona kuzynka?
Christopher, gdyby musiał się nad tym uczciwie zastanowić, musiałby przyznać, że chyba tak naprawdę nawet nie lubił Lauretty. Mógł na nią patrzeć jak na odbicie w lustrze – na kogoś ambitnego, utalentowanego i w tej ambicji i przy tym talencie pragnącym uwagi, zaszczytów, i o nie walczące. Ale odbicia zawsze były zakrzywione i w tym wypadku mógłby dostrzec kogoś, kim stałby się, gdyby jego rodzice byli trochę mniej bogaci, trochę dalsi od głównej linii rodu, gdyby miał kilku więcej starszych, utalentowanych kuzynów, którzy zajęliby już te najważniejsze pozycje. Może się mylił, ale za tym pewnym siebie uśmiechem, za wyważonymi ruchami, za gładkimi słowami, ilekroć na nią patrzył, widział coś, co mogło być desperacją.
I może wolał na to nie patrzeć. Z jednej strony przynajmniej. Bo z drugiej był trochę ciekaw. Czy wywalczy sobie blask świateł? Czy zdobędzie bogatego, uprzywilejowanego męża? Czy jeśli tak się stanie, uszczęśliwi ją to, czy zgaśnie, zwiędnie, jak pewnie zwiędłaby Victoria, gdyby poślubiła Drake’a Rosiera, w teorii idealną partię?
– Z pewnością jedna z bardziej utalentowanych, ale nie spędzamy razem dużo czasu – odparł dyplomatycznie, odsuwając się od altany. - Obiecujesz, że jeśli się z niej napiję, nie zamienię się w elfa? Jeżeli zacznę śpiewać, to nie będzie tak straszne – powiedział, żartując chyba, wraz z nią bez protestów ruszając w stronę oranżerii, wciąż oferując ramię. – Czy ty masz jakiegoś ulubionego kuzyna?
O ulubioną siostrę zapewne nie wypadało pytać, ale kuzyni… to już trochę coś innego.
Po prawdzie pośród Rosierów sporo było wzajemnego podgryzania się, cichej rywalizacji – bo większość z nich była powiązana z Domem Mody – a trochę tworzenia zgranego frontu w imię rodzinnych interesów. Z krewnymi od strony matki, paradoksalnie, było trochę łatwiej, i tu dręczenie przyjmowało zwykle bardziej postać przekomarzania. Nie byli rywalami, rzadko współpracownikami – głównie wtedy, gdy szło o naszykowanie jakichś szczególnie wspaniałych strojów, ale na większość przedstawień jednak nie zamawiało się masy ubrań od najlepszych projektantów.
– Mam wrażenie, że gdyby śpiewali, byłoby to bardziej spektakularne. Widziałem takie przedstawienie we Francji. I połowy nie zrozumiał, ale śpiew, taniec, światła i kostiumy, robiły swoje. – W przedstawieniu biorą udział dwie tancerki, symbolizujące Ekstazę Merlina i Ambicję Morgany.
Ulubiona kuzynka?
Christopher, gdyby musiał się nad tym uczciwie zastanowić, musiałby przyznać, że chyba tak naprawdę nawet nie lubił Lauretty. Mógł na nią patrzeć jak na odbicie w lustrze – na kogoś ambitnego, utalentowanego i w tej ambicji i przy tym talencie pragnącym uwagi, zaszczytów, i o nie walczące. Ale odbicia zawsze były zakrzywione i w tym wypadku mógłby dostrzec kogoś, kim stałby się, gdyby jego rodzice byli trochę mniej bogaci, trochę dalsi od głównej linii rodu, gdyby miał kilku więcej starszych, utalentowanych kuzynów, którzy zajęliby już te najważniejsze pozycje. Może się mylił, ale za tym pewnym siebie uśmiechem, za wyważonymi ruchami, za gładkimi słowami, ilekroć na nią patrzył, widział coś, co mogło być desperacją.
I może wolał na to nie patrzeć. Z jednej strony przynajmniej. Bo z drugiej był trochę ciekaw. Czy wywalczy sobie blask świateł? Czy zdobędzie bogatego, uprzywilejowanego męża? Czy jeśli tak się stanie, uszczęśliwi ją to, czy zgaśnie, zwiędnie, jak pewnie zwiędłaby Victoria, gdyby poślubiła Drake’a Rosiera, w teorii idealną partię?
– Z pewnością jedna z bardziej utalentowanych, ale nie spędzamy razem dużo czasu – odparł dyplomatycznie, odsuwając się od altany. - Obiecujesz, że jeśli się z niej napiję, nie zamienię się w elfa? Jeżeli zacznę śpiewać, to nie będzie tak straszne – powiedział, żartując chyba, wraz z nią bez protestów ruszając w stronę oranżerii, wciąż oferując ramię. – Czy ty masz jakiegoś ulubionego kuzyna?
O ulubioną siostrę zapewne nie wypadało pytać, ale kuzyni… to już trochę coś innego.