Wiedziała, że jest blisko, zresztą dość szybko okazało się, że wcale nie zamierzał się przed nimi ukrywać, wręcz przeciwnie. Gdy tylko znaleźli się na polanie postanowił do nich dołączyć. Geraldine znajdowała się w gorszym położeniu, czuła, że ziemia nie jest tu do końca równa, łatwo było o potknięcie, musiała być nieco czujniejsza, aby nie popełnić jakiegoś durnego błędu, który wykluczy ją z tego starcia.
Chciała się ruszyć do przodu od razu, jednak jej stopy zaczęły się plątać w pnączach, przez co nie zdążyła zareagować tak szybko, jakby chciała, musiała uważać, przy okazji skupiać się też na tym, co działo się wokół niej. Kątem oka dostrzegła, że Benjy nie miał tego problemu, najwyraźniej ona trafiła na gorszy teren, musiała ruszyć przed siebie, aby mogli razem walczyć przeciwko bestii. Nie było to sporym wyczynem, bo znajdowali się na jednej łące, ale nie dało się nie zauważyć, że została przez to nieco w tyle.
Z drugiej strony polany wyłoniła się bestia, nie przemienił się jeszcze do końca, jakby nie zdecydował w jaki sposób woli ich zaatakować, nie zatrzymywał się jednak, biegł w ich kierunku. Był gotowy do tego, aby stawić im czoła, rządny krwi, głośny ryk rozległ się po polanie, nie uznawała go jednak za ostrzeżenie, raczej za to, że wilkołak był gotowy do tego, aby rozerwać ich na strzępy.
Geraldine złapała mocniej sztylet, który miała w dłoni, sama ruszyła się do przodu, aby wyjść z tej nieszczęsnej części polany, która mogła sabotować jej działania, wolała walczyć na pewniejszym gruncie.
Bestia biegła przed siebie, przez polanę, prosto na Benjy'ego, jakby uznała go za większe zagrożenie. Być może chciał się ich pozbyć po kolei, tak pewnie prościej było mu się odnaleźć między dwójką łówców. Wilkołak musiał być bardzo pewny swoich zdolności, nie grał, nie próbował ich podejść z boku, ukrywać się, po prostu wybiegł na polanę, pokazał im się, najwyraźniej nie bał się tego, że coś mu się może stać.
Bestia zeszła niżej, Gerladine obserwowała jego poczynania, nie stała jednak w miejscu, wiedziała, że trudniej mu będzie bronić się przed ich dwójką, gdy będą go atakować z różnych stron, widziała, że Benjy się bronił, ostrze błysnęło w powietrzu, nie dał się przewrócić, a to było bardzo ważne w starciu z takim stworzeniem. Trudno byłoby się podnieść z ziemi, kiedy znajdowałoby się w potrzasku.
Las ich obserwował, ptaki zerwały się do lotu, najwyraźniej nie chciały patrzeć na to, co się tutaj działo, może to i lepiej. Yaxley nie zwlekała, biegła w ich kierunku, postawiła jednak na atak z dystansu, sięgnęła po sztylet, który miała w cholewie buta i rzuciła nim w plecy stworzenia, nie zatrzymywała się jednak, zamierzała znaleźć się tuż za nim, aby móc wbić mu większe ostrze w plecy, tyle, że nie mogła odpuścić sobie tego rzutu, bo póki co była jednak nieco za daleko, aby zaatakować go w zwarciu przez to, że znajdowała się na gorszej pozycji startowej.
Ważne było, aby chociaż odrobinę osłabić potwora, który nie zdążył jeszcze do końca się przemienić, później będzie to nieco trudniejsze, już w tej chwili wydawał się być bardzo silny, nie mogli dopuścić do tego, aby stał się jeszcze silniejszy, bo mieli stąd wyjść cało, bardzo prosta logika nią kierowała.
Sukces!
Sukces!
(af - ◉◉◉◉◉ na rzut sztyletem w plecy wilkołaka)