— Tak, o te chodzi. I jak będziesz je wkładać, to weź taką garść lodu i wrzuć na dno pieca i szybko zamknij. Wtedy skórka będzie chrupka. — Chleby były bardzo ważną częścią każdej jadłodajni ich pokroju, dlatego, że niskim kosztem dało się zapchać dupę klienteli. Tylko roboty było w cholerę przy ugniataniu ciasta, a magiczne urządzonko Aseny i Tarpa na czas, gdy Lewis brał urlop, to na masie na dwa bochenki się zażynało. Potem się dziwić, że koszulki Lewisa skrywały takie mięśnie, jak codziennie musiał spuścić wpierdol przynajmniej setce bochenków.
Ilość osób o kręconych włosach na metr kwadratowy zaczynała się zwiększać, tak jak temperatura w pomieszczeniu. Był on, Julien, Flynn i jeszcze Nico z kutasem. Nie mógł się do tego przyzwyczaić.
A propos kutasów...
— Flynn, bo mam taką zagwozdkę. Wiesz kim jest ten typek, Jezuschrystus? Bo słyszałem od jakiejś starowinki, co przyszła do garkuchni, że przyjdzie i nas ocali przed... No wiecie kim. Strasznie długie imię. Ty się znasz, to myślałem, że może wiesz. A gruszki... Yyy... Mogę skarmelizować i dać z serem, chyba że chcemy opierdolić na bieżąco?