Eliksir był całkiem dobry - nieprzesadnie słodki, jakby miał być skrojony pod smak Laurenta. Z odrobiną goryczy, bez wybijających się owoców w górę. Przyzwyczaił się już do tego, że zazwyczaj na takich imprezach możesz się spodziewać czegoś fantastycznego, jak i okropnego po wszelkich drinkach i eliksirach. Chyba jednak czegoś złego by nie dołączyli już na wejście..? To wrażenie zostało potwierdzone, kiedy wypił ten eliksir i... zupełnie nic się nie stało. Na moment aż się zatrzymał, przyglądając się temu pięknemu, magicznemu wręcz miejscu, które zachęcało do czułych dotyków w półcieniach pośród mgły i do przeciągłych spojrzeń...
- ... och! - Zrobił aż krok, tracąc równowagę, starając się ją zachować, kiedy ktoś na niego wpadł. Nie nazbyt gwałtownie, ale jak na wagę Laurenta każde takie zetknięcie z siłą przeciwstawną prowadziło do zaburzenia motoryki. Z zaskoczeniem obejrzał się na Lyssę - kobietę już mu znaną, ale nierozpoznaną w masce. Nie znał jej również na tyle, żeby rozpoznać ją po samym głosie. W każdym razie - kobieta pewnie się zamyśliła, może się cofała i go nie zauważyła - wyjaśnień było przecież mnóstwo! - Ach, nic się nie stało. - Odparł z ciepłym uśmiechemLecz nie. To żadna z tych logicznych rzeczy. Oczywiście, że to nie mogło być takie proste. - A, ał... - Zdekoncentrowany poddał się zupełnie jej sile - zresztą nawet gdyby zdekoncentrowany nie był, to Lyssa nie poczułaby wiele siły w tym chudym ciele. Inna sprawa, że tego ciała teraz nawet nie widziała. - Ż-żarty? - Aż się zająknął, kompletnie nie rozumiejąc, co się tutaj dzieje i czemu teraz nagle kobieta zaczęła go obmacywać. Aż się zaczerwienił na twarzy. - Niewidzialny? - Powinien się ocknąć, ogarnąć i przestać za nią powtarzać. - Nie, nie, nie ma takiej potrzeby! Och... być może to ten eliksir... to musi być jakieś felerne nieporozumienie... - Dopiero tutaj wszedł i jednak, JEDNAK miał rację! Trzeba było pomyśleć, trzeba było nie chcieć aż tak mocno "się zabawić"... czuł mdlącą żałość i wstyd, który zmieszał się z tym zdenerwowaniem faktem, że kobieta go tak obcesowo potraktowała. - Podobno jakiś na święta, takiś cały rok... mam nadzieję, że bal maskowy Lestrange nie jest żadnym świętem. - Spróbował zażartować - dość niezręcznie, miał wrażenie.