04.01.2026, 18:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2026, 18:44 przez Christopher Rosier.)
– Skorzystam z prawa do zachowania milczenia w tej sprawie, pani władzo – odparł Christopher z powagą.
Potrafił zachowywać się jak dżentelmen. Należał do określonej sfery, nawet nie koniecznie ze względu na czystą krew, a zamożność rodziny i branżę, w której działali jego rodzice i w której działał on. Miewał specyficzne zachowania czy dawał ponosić się emocjom, bo nie był spokojny z natury, umiał jednak też być czarujący i znał zasady dobrego wychowania. Inna sprawa, że i owszem, nawet jeżeli w szkole nie był łobuzem, na pewno nie był też „kujonem”, a i wciąż pozostawał mężczyzną w tym wieku, w którym w obecnych czasach oczekiwano już od niego zarabiania, jakiejś kariery i szukania żony, ale w którym też niekiedy miewało się pstro w głowie. Zaiste, jako dzieciak więc czasem trochę broił, zwłaszcza jak na gusta surowej babki. A groźba podziałała, ale to nie oznaczało, że zamierzał ot tak się do tego przyznać…
W oranżerii ruszył za Victorią, pośród roślin, ku czarnej, samotnej róży. Dopiero teraz wilgoć na jej płatkach przyciągnęła jego uwagę: rozejrzał się odruchowo, czy woda skądś nie mogła kapać, ale i nie czuł jakiegoś zaskoczenia, gdy też trącił ją lekko palcem i poczuł pod opuszkami wodę. To mogło być w końcu jakieś zaklęcie…
Kroki.
Odwrócił głowę, pod wpływem dziwnej atmosfery może zbyt gwałtownie, nikogo jednak nie dostrzegł. A potem zmarszczył jasne brwi, maska jednak to przysłaniała, na słowa Victorii.
– Oranżeria jest nawiedzona? – spytał, bez prawdziwego niepokoju w głosie. Chodzili do Hogwartu, gdzie na każdym kroku spotykało się duchy, a sądził, może naiwnie, że gdyby grasowały to jakieś wściekłe widma, to wejście do oranżerii zostałoby zamknięte na czas balu. Przemknęło mu tylko przez myśl, że trzeba mieć pecha, by trafić z ładną dziewczyną podczas balu do miejsca mającego tak romantyczną scenerię, i odkryć, że to jest nawiedzone. – Czy to ma coś wspólnego z tą różą? – dodał po chwili, przenosząc spojrzenie na moment na kwiat, a potem z powrotem na Victorię. Duchy były pierwszą myślą, ale Lestrange skierowała się od razu tej donicy…
Potrafił zachowywać się jak dżentelmen. Należał do określonej sfery, nawet nie koniecznie ze względu na czystą krew, a zamożność rodziny i branżę, w której działali jego rodzice i w której działał on. Miewał specyficzne zachowania czy dawał ponosić się emocjom, bo nie był spokojny z natury, umiał jednak też być czarujący i znał zasady dobrego wychowania. Inna sprawa, że i owszem, nawet jeżeli w szkole nie był łobuzem, na pewno nie był też „kujonem”, a i wciąż pozostawał mężczyzną w tym wieku, w którym w obecnych czasach oczekiwano już od niego zarabiania, jakiejś kariery i szukania żony, ale w którym też niekiedy miewało się pstro w głowie. Zaiste, jako dzieciak więc czasem trochę broił, zwłaszcza jak na gusta surowej babki. A groźba podziałała, ale to nie oznaczało, że zamierzał ot tak się do tego przyznać…
W oranżerii ruszył za Victorią, pośród roślin, ku czarnej, samotnej róży. Dopiero teraz wilgoć na jej płatkach przyciągnęła jego uwagę: rozejrzał się odruchowo, czy woda skądś nie mogła kapać, ale i nie czuł jakiegoś zaskoczenia, gdy też trącił ją lekko palcem i poczuł pod opuszkami wodę. To mogło być w końcu jakieś zaklęcie…
Kroki.
Odwrócił głowę, pod wpływem dziwnej atmosfery może zbyt gwałtownie, nikogo jednak nie dostrzegł. A potem zmarszczył jasne brwi, maska jednak to przysłaniała, na słowa Victorii.
– Oranżeria jest nawiedzona? – spytał, bez prawdziwego niepokoju w głosie. Chodzili do Hogwartu, gdzie na każdym kroku spotykało się duchy, a sądził, może naiwnie, że gdyby grasowały to jakieś wściekłe widma, to wejście do oranżerii zostałoby zamknięte na czas balu. Przemknęło mu tylko przez myśl, że trzeba mieć pecha, by trafić z ładną dziewczyną podczas balu do miejsca mającego tak romantyczną scenerię, i odkryć, że to jest nawiedzone. – Czy to ma coś wspólnego z tą różą? – dodał po chwili, przenosząc spojrzenie na moment na kwiat, a potem z powrotem na Victorię. Duchy były pierwszą myślą, ale Lestrange skierowała się od razu tej donicy…