04.01.2026, 23:00 ✶
Obecnie szła skądś dokądś i po prostu była w tym korytarzu, jak się okazało, w jego najbardziej pechowym momencie. Pytanie o miesiąc było całkiem zastanawiające, ale przez czas swojej pracy w Ministerstwie zdążyła już się przyzwyczaić do podobnych dziwactw. Wystarczyło przecież, że komuś nie wyszło zaklęcie, ktoś gdzieś się zawieruszył, magia uderzyła znienacka... Wszystko było możliwe, lecz nie wszystko dawało się przewidzieć. Zrobiła więc kilka kroków naprzód, wracając do własnych myśli i własnych problemów. Było tego całkiem sporo, dlatego też nie za bardzo zwracała uwagę na to, dokąd przemieszcza się pytający mężczyzna.
Gdy jednak do jej uszu doszedł rumor walących się rzeczy, nie była w stanie tego zignorować. W zasadzie, nikt w tym korytarzu nie był w stanie tego zignorować. Błyskawicznie wyciągnęła różdżkę, ale nim zdążyła zareagować, lawina rozlała się po korytarzu i biednym mężczyźnie, który nieszczęśliwie otworzył drzwi. Nagle nie było przejścia dalej, nie było mężczyzny i nie było wejścia do archiwum dowodowego. Za to była masa zegarów i nieustanne tykanie, otaczające ich niemal ze wszystkich stron. Westchneła ciężko i pokręciła głową. Najwyraźniej dzisiaj nie miał być normalny dzień.
Mimo wszystko, zachichotała cicho, gdy usłyszała komentarz o czasie. Co jak co, ale słowa były bardzo trafione i jednocześnie zabawne. Wiedziała, że nie powinna, ale nie umiała się powstrzymać.
- Ja nic nie wiem - odpowiedziała, po chwili również kucając obok Brenny. - I jestem tak samo zaskoczona. Może to jakiś głupi dowcip? - Pokręciła głową, przyglądając się dość niepozornym rzeczom. W myślach już szukała zaklęć, które mogły dać taki efekt i starała się przypomnieć sobie jakieś przeciwzaklęcia. Zauważyła jednak wahanie swojej współtowarzyszki w niedoli, która także już miała różdżkę w dłoni i dotarło do niej, że zamiast pomóc mogłaby zaszkodzić jeszcze bardziej.
- Spróbujmy go wyciągnąć, a potem może sprawdzę, czy wystarczy najprostsze finite incantatem? Nie chcę ryzykować, że zniknie wszystko przez jakąś anomalię - zaproponowała, zerkając to na jedno, to na drugie. Ktoś w końcu musiał jednak podjąć ryzyko. Skoro Atreus obecnie się nie kwapił i obserwował, a Brenna wahała się z całkowicie zrozumiałych powodów, to uznała, że jeśli ktoś ma tu stracić rękę, zniknąć bądź dać się porwać upływowi czasu, to niech to będzie ona sama.
- Weź ubezpieczaj, dobra? - Rzuciła do Atreusa, by po chwili zanurzyć ramię w masie zegarów i spróbować wyczuć oraz ewentualnie złapać Paddy'ego, by pomóc mu się wydostać.
Gdy jednak do jej uszu doszedł rumor walących się rzeczy, nie była w stanie tego zignorować. W zasadzie, nikt w tym korytarzu nie był w stanie tego zignorować. Błyskawicznie wyciągnęła różdżkę, ale nim zdążyła zareagować, lawina rozlała się po korytarzu i biednym mężczyźnie, który nieszczęśliwie otworzył drzwi. Nagle nie było przejścia dalej, nie było mężczyzny i nie było wejścia do archiwum dowodowego. Za to była masa zegarów i nieustanne tykanie, otaczające ich niemal ze wszystkich stron. Westchneła ciężko i pokręciła głową. Najwyraźniej dzisiaj nie miał być normalny dzień.
Mimo wszystko, zachichotała cicho, gdy usłyszała komentarz o czasie. Co jak co, ale słowa były bardzo trafione i jednocześnie zabawne. Wiedziała, że nie powinna, ale nie umiała się powstrzymać.
- Ja nic nie wiem - odpowiedziała, po chwili również kucając obok Brenny. - I jestem tak samo zaskoczona. Może to jakiś głupi dowcip? - Pokręciła głową, przyglądając się dość niepozornym rzeczom. W myślach już szukała zaklęć, które mogły dać taki efekt i starała się przypomnieć sobie jakieś przeciwzaklęcia. Zauważyła jednak wahanie swojej współtowarzyszki w niedoli, która także już miała różdżkę w dłoni i dotarło do niej, że zamiast pomóc mogłaby zaszkodzić jeszcze bardziej.
- Spróbujmy go wyciągnąć, a potem może sprawdzę, czy wystarczy najprostsze finite incantatem? Nie chcę ryzykować, że zniknie wszystko przez jakąś anomalię - zaproponowała, zerkając to na jedno, to na drugie. Ktoś w końcu musiał jednak podjąć ryzyko. Skoro Atreus obecnie się nie kwapił i obserwował, a Brenna wahała się z całkowicie zrozumiałych powodów, to uznała, że jeśli ktoś ma tu stracić rękę, zniknąć bądź dać się porwać upływowi czasu, to niech to będzie ona sama.
- Weź ubezpieczaj, dobra? - Rzuciła do Atreusa, by po chwili zanurzyć ramię w masie zegarów i spróbować wyczuć oraz ewentualnie złapać Paddy'ego, by pomóc mu się wydostać.