05.01.2026, 18:45 ✶
Grudzień wyglądał trochę jakby Aristov wcale nie opuścił Leningradu. Ujemna temperatura, choć nadal znacznie wyższa niż w jego ojczyźnie, delikatnie padający śnieg. Wszystko wskazywało na to, że święta w tym roku będą białe i mroźne. Tak jak zapamiętał to Alexander, tak jak pokochał to za małego brzdąca. Wszystko się jednak zmieniało. Czasy, ludzie u władzy, czy osoby, które stawały po różnych stronach barykad. Bo przecież ostatnie wydarzenia nie mogły przejść bez echa. Niejaki Lord Voldemort ogłosił się Czarnym Panem. Jego zwolennicy, Śmierciożercy stawali się coraz bardziej aktywni, zuchwali w swoich poczynaniach. Dla takich osób jak Alexander, które dopiero niedawno przybyły do Anglii był to, które były politycznie obojętne i nieświadome tego co się działo poza kurtyną, mogła być to prawdziwa okazja. Mógł się przecież szybko dorobić na nieszczęściu, lub właśnie szczęściu, innych czarodziejów i czarodziejek. Popyt na różne talizmany ochronne, eliksiry, czy inne tego typu urządzenia, stawały się coraz bardziej pożądane. Z drugiej jednak strony ludzie inwestowali coraz mniej pieniędzy. Bali się, potrzebowali pewności, że będą mieli odpowiednią sumę pieniędzy na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Były więc dwie strony medalu, tej całej sytuacji. Tylko czas pokaże, która strona wypadnie, przy rzucie monetą. Orzeł, czy reszka?
Szczerze mówiąc to nie tego spodziewał się Alexander, kiedy otrzymał kontakt do Victorii Lestrange. Sądził że będzie ona kobietą starszą, doświadczoną w swoim fachu. Nie to, żeby wątpił w jej umiejętności, jednak... Znał kiedyś jedną czarownicę, która specjalizowała się w tworzeniu eliksirów. Raczej z gatunku tych szkodliwych. Jednak ją można było opisać słowem wiedźma. Była starsza, pomarszczona, niska. Miała haczykowaty, wielkie nos. No i te oczy, szybkie, bystre. Nic dziwnego, że zyskała od dzieciaków, w tym i od małego Alexandra, przydomek "Baba Yaga". Nawet teraz, na sama myśl Alex drżał. A powiedzmy sobie szczerze, nie był tchórzliwym człowiekiem. Był nawet przekonany, że nawet jeśli nazywali ją tak te dwadzieścia lat temu, to ona nadal żyła. Zapewne nadal ważyła te soje trucizny z dala od wścibskich oczu.
Teraz jednak Alexander miał inne zadanie. Klient płacił sowicie za jeden z eliksirów, które były raczej z gatunku trudno dostępnych. Od słowa do słowa, Aristov doszedł do osoby, która zajmowała się przygotowaniem eliksirów na zamówienie. I może nie był to zbyt skomplikowane zadanie, ale w zasadzie upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze dostarczy klientowi tego, czego klient potrzebuje, a po drugie pozna osobę, z którą dobry kontakt może mu wielce pomóc.
Strzepnął więc śnieg ze swojego płaszcza, gdy skrzat domowy zaprosił go do środka. Powolnymi ruchami rozpiął swoje okrycie i odwiesił płaszcz na jakichś stojak, a potem ruszył za skrzatem, wygładzając swoją białą koszulę, poprawił również mankiety, a także same rękawy ze srebrnymi zapinkami. Jeden guzik, na samej górze koszuli, był rozpięty, dodając trochę luzu do tego sztywnego, formalnego wyglądu. W końcu do rozmów należało się ubierać szykowanie. Zwłaszcza, że nie wiedział czego spodziewać się po tej kobiecie. A musiał przyznać, że robiła wspaniałe pierwszy wrażenie. Była znacznie niższa od niego, w końcu Alexander był jak syberyjski niedźwiedź. Skutecznie krył się za koszulą, jednak jego wzrost... No jego nie da się ukryć. Ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, delikatny zarost, czarne włosy w artystycznym nieładzie. Czy wyglądał na niebezpiecznego chłopca? Z całą pewnością. Czy wyglądał na kogoś, kto zna się na manierach? Niewątpliwie. Więc kiedy gospodyni wyciągnęła do niego swoją dłoń, on ujął ją delikatnie w swoje palce i pochylając się, musnął jej wierzch swoimi wargami.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Panno Lestrange. Alexander Aristov. - odpowiedział prostując się powoli, unosząc kąciki ust w szelmowskim uśmiechu. Z tym dziwnym błyskiem w oku. Zmierzył ją jeszcze raz wzrokiem. Zdecydowanie nie spodziewał się po niej tego. Wyglądała bardziej jakby wybierała się na bal. lub wracała z jakiegoś, niż brała udział w rozmowach handlowych. Coś mu podpowiadało, że będą to bardzo interesujące rozmowy. -Jeśli nie ma Pani nic przeciwko zdecydowałbym się na coś mocniejszego. Jednak nie chciałby zdradzać swoich preferencji już na samym starcie. Zdam się na Panią. Niech mnie Pani czymś zaskoczy.
Kącik ust ponownie poszybował w górę. Bo w końcu mówił tylko o alkoholu... prawda? Pozwolił sobie zając miejsce na jednym z foteli, obok mniejszego stolika, obserwując kobietę bardzo uważnie, delikatnie przekrzywiając głowę.
-Czy mógłbym jednak zasugerować, aby przejść na ty, Victorio? Tak będzie mi wygodniej, zwłaszcza, że wasz język jest dla mnie nieco странный ... Dziwny. Jeśli powiedziałbym coś niedorzecznego, proszę mnie natychmiast poprawić, nawet jeśli to wymagałoby przerwania mi.
Szczerze mówiąc to nie tego spodziewał się Alexander, kiedy otrzymał kontakt do Victorii Lestrange. Sądził że będzie ona kobietą starszą, doświadczoną w swoim fachu. Nie to, żeby wątpił w jej umiejętności, jednak... Znał kiedyś jedną czarownicę, która specjalizowała się w tworzeniu eliksirów. Raczej z gatunku tych szkodliwych. Jednak ją można było opisać słowem wiedźma. Była starsza, pomarszczona, niska. Miała haczykowaty, wielkie nos. No i te oczy, szybkie, bystre. Nic dziwnego, że zyskała od dzieciaków, w tym i od małego Alexandra, przydomek "Baba Yaga". Nawet teraz, na sama myśl Alex drżał. A powiedzmy sobie szczerze, nie był tchórzliwym człowiekiem. Był nawet przekonany, że nawet jeśli nazywali ją tak te dwadzieścia lat temu, to ona nadal żyła. Zapewne nadal ważyła te soje trucizny z dala od wścibskich oczu.
Teraz jednak Alexander miał inne zadanie. Klient płacił sowicie za jeden z eliksirów, które były raczej z gatunku trudno dostępnych. Od słowa do słowa, Aristov doszedł do osoby, która zajmowała się przygotowaniem eliksirów na zamówienie. I może nie był to zbyt skomplikowane zadanie, ale w zasadzie upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze dostarczy klientowi tego, czego klient potrzebuje, a po drugie pozna osobę, z którą dobry kontakt może mu wielce pomóc.
Strzepnął więc śnieg ze swojego płaszcza, gdy skrzat domowy zaprosił go do środka. Powolnymi ruchami rozpiął swoje okrycie i odwiesił płaszcz na jakichś stojak, a potem ruszył za skrzatem, wygładzając swoją białą koszulę, poprawił również mankiety, a także same rękawy ze srebrnymi zapinkami. Jeden guzik, na samej górze koszuli, był rozpięty, dodając trochę luzu do tego sztywnego, formalnego wyglądu. W końcu do rozmów należało się ubierać szykowanie. Zwłaszcza, że nie wiedział czego spodziewać się po tej kobiecie. A musiał przyznać, że robiła wspaniałe pierwszy wrażenie. Była znacznie niższa od niego, w końcu Alexander był jak syberyjski niedźwiedź. Skutecznie krył się za koszulą, jednak jego wzrost... No jego nie da się ukryć. Ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, delikatny zarost, czarne włosy w artystycznym nieładzie. Czy wyglądał na niebezpiecznego chłopca? Z całą pewnością. Czy wyglądał na kogoś, kto zna się na manierach? Niewątpliwie. Więc kiedy gospodyni wyciągnęła do niego swoją dłoń, on ujął ją delikatnie w swoje palce i pochylając się, musnął jej wierzch swoimi wargami.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Panno Lestrange. Alexander Aristov. - odpowiedział prostując się powoli, unosząc kąciki ust w szelmowskim uśmiechu. Z tym dziwnym błyskiem w oku. Zmierzył ją jeszcze raz wzrokiem. Zdecydowanie nie spodziewał się po niej tego. Wyglądała bardziej jakby wybierała się na bal. lub wracała z jakiegoś, niż brała udział w rozmowach handlowych. Coś mu podpowiadało, że będą to bardzo interesujące rozmowy. -Jeśli nie ma Pani nic przeciwko zdecydowałbym się na coś mocniejszego. Jednak nie chciałby zdradzać swoich preferencji już na samym starcie. Zdam się na Panią. Niech mnie Pani czymś zaskoczy.
Kącik ust ponownie poszybował w górę. Bo w końcu mówił tylko o alkoholu... prawda? Pozwolił sobie zając miejsce na jednym z foteli, obok mniejszego stolika, obserwując kobietę bardzo uważnie, delikatnie przekrzywiając głowę.
-Czy mógłbym jednak zasugerować, aby przejść na ty, Victorio? Tak będzie mi wygodniej, zwłaszcza, że wasz język jest dla mnie nieco странный ... Dziwny. Jeśli powiedziałbym coś niedorzecznego, proszę mnie natychmiast poprawić, nawet jeśli to wymagałoby przerwania mi.