06.01.2026, 15:35 ✶
Brenna pojawiła się chwilę po Alexandrze – nie lubiła się spóźniać, ale też rzadko pojawiała się długo przed czasem. Marynarka Brygady i reszta umundurowania zostały w Ministerstwie Magii, wepchnięte do szafki, a ona sama założyła szary, nijaki strój, który tam trzymała zwykle na zmianę. Jeden z takich, które ułatwiały na ulicach zlanie się z tłumem, bo jakoś wątpiła, aby Aristov chciał zwracać na siebie uwagę, skoro napisał w tonie sugerującym, że absolutnie – nie – prosi – o – pomoc.
Miała wielką nadzieję, że o cokolwiek chciał prosić, nie będzie to nielegalne, a przynajmniej bardzo nielegalne.
Liczyła też, że nikt nie próbuje go zabić ani że on nie planuje nikogo zabijać, chociaż to drugie właściwie podchodziło pod punkt pierwszy.
Żadnej z tych rzeczy nie była jednak do końca pewna.
Jak zawsze wpadła do środka bardziej niż weszła, wypatrzyła Alexandra i ruszyła w jego stronę, przemieszczając się szybkim krokiem, zręcznie lawirując pomiędzy stolikami. Przewróciła oczyma za plecami Rosjanina, gdy usłyszała tekst, który rzucił do barmana,
– Jestem pewna, że po whiskey będzie w lepszym humorze – powiedziała, podpierając się o ladę obok niego i posyłając barmanowi uśmiech. Brenna zasadniczo ogółem lubiła większość ludzi, a pozytywne relacje z barmanami w Dziurawym Kotle zawsze były czymś, o co warto dbać, zważywszy na to, jak popularne było to miejsce. To obejmowało napiwki, bycie miłym i nie próbowanie się im zwierzać, bo była prawie pewna, że robiła to połowa Londynu, oraz interweniowanie, jeśli akurat w pubie dochodziło do bójki. – Herbatę proszę i może jakąś kanapkę? – poprosiła, wyciągając od razu sakiewkę i dorzucając napiwek, zanim opadła na taboret, i zmierzyła Alexandra spojrzeniem.
Była tak samo rozczochrana jak przed laty, uśmiechała się równie psotnie, ale ładnych parę lat starsza. On zdawał się jej teraz z kolei bardziej wyrośnięty i znowu sprawił, że pomyślała o tych rosyjskich niedźwiedzi, których nie miała okazji zobaczyć na ulicach.
– Cześć, Alex. Powinniśmy przesiąść się w jakiś ciemny róg? Czy może ściągnąłeś mnie tu, żebym pomogła w organizacji przyjęcia zaręczynowego i możemy to przedyskutować tutaj? – spytała, kiedy barman odszedł, by przygotować ich zamówienie. – Robię wspaniałe przyjęcia, gwarantuję.
Miała wielką nadzieję, że o cokolwiek chciał prosić, nie będzie to nielegalne, a przynajmniej bardzo nielegalne.
Liczyła też, że nikt nie próbuje go zabić ani że on nie planuje nikogo zabijać, chociaż to drugie właściwie podchodziło pod punkt pierwszy.
Żadnej z tych rzeczy nie była jednak do końca pewna.
Jak zawsze wpadła do środka bardziej niż weszła, wypatrzyła Alexandra i ruszyła w jego stronę, przemieszczając się szybkim krokiem, zręcznie lawirując pomiędzy stolikami. Przewróciła oczyma za plecami Rosjanina, gdy usłyszała tekst, który rzucił do barmana,
– Jestem pewna, że po whiskey będzie w lepszym humorze – powiedziała, podpierając się o ladę obok niego i posyłając barmanowi uśmiech. Brenna zasadniczo ogółem lubiła większość ludzi, a pozytywne relacje z barmanami w Dziurawym Kotle zawsze były czymś, o co warto dbać, zważywszy na to, jak popularne było to miejsce. To obejmowało napiwki, bycie miłym i nie próbowanie się im zwierzać, bo była prawie pewna, że robiła to połowa Londynu, oraz interweniowanie, jeśli akurat w pubie dochodziło do bójki. – Herbatę proszę i może jakąś kanapkę? – poprosiła, wyciągając od razu sakiewkę i dorzucając napiwek, zanim opadła na taboret, i zmierzyła Alexandra spojrzeniem.
Była tak samo rozczochrana jak przed laty, uśmiechała się równie psotnie, ale ładnych parę lat starsza. On zdawał się jej teraz z kolei bardziej wyrośnięty i znowu sprawił, że pomyślała o tych rosyjskich niedźwiedzi, których nie miała okazji zobaczyć na ulicach.
– Cześć, Alex. Powinniśmy przesiąść się w jakiś ciemny róg? Czy może ściągnąłeś mnie tu, żebym pomogła w organizacji przyjęcia zaręczynowego i możemy to przedyskutować tutaj? – spytała, kiedy barman odszedł, by przygotować ich zamówienie. – Robię wspaniałe przyjęcia, gwarantuję.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.