06.01.2026, 15:58 ✶
Kamienica nie była szczególnie imponująca, bo mugolska i jej parter wciąż był w trakcie remontu. Mieszkania na piętrze, oba jak na czarodziejskie standardy nieduże, ale jak na standardy mugolskiego Londynu całkiem spore, już do tego i owego się nadawały – to, do którego go wprowadziła umeblowano przynajmniej częściowo i odmalowano. Jedyną faktycznie zwracającą rzeczą, może poza kilkoma wciąż nierozpakowanymi pudłami, było malowidło na ścianie salonu, które chyba miało przypominać las, ale nie zostało wciąż dokończone.
– Jeszcze zobaczysz, okaże się, że przypadkiem faktycznie kupiliśmy prawdziwe kosmiczne jaja i wyklują się z nich mali kosmici… Pamiętam taką sprawę sprzed dwóch lat, nielegalny przelot miotlarski, pościg, zaklęcia na niebie, byłam pewna, że będzie z tego absolutny chaos, a opublikowali tylko artykuł o kosmitach – oświadczyła Brenna, odpychając sobie z drogi jedno z pudeł. – Hm… i tak, i nie. To znaczy, teraz tu czasem nocuję. Chyba te zabezpieczenia najlepiej założyć na drzwiach wejściowych tu do mieszkania… Jakby próbował je sforsować, prędzej usłyszę tu niż na dole.
A i zbyt wiele osób musiałoby poznać kod wejściowy, gdyby założyła je po prostu na wejściu. Jako kryjówka zakonna to miejsce było spalone, skoro ktoś tu się włamywał, mieli runy, nawet jeżeli się tej pozbyła, a i myślała, by to miejsce teraz komuś udostępnić (choć póki co znów nie wchodziło to w grę, skoro jakiś kretyn zrobił tu dziwne zdjęcia).
– Nie miałam czasu na kupno czerwonych dywanów, a satynowe materiały oddałam potrzebującym po Spalonej Nocy – rzuciła półżartem, półserio, domyślając się, że w oczach Atreusa warunki mogły być wręcz spartańskie… chociaż w sumie, czy na pewno? Wyglądało to jakby się zastanowić odrobinę lepiej niż dom, którego remontem zajmował się teraz w Little Hangleton. – Chcesz coś do picia? Od razu uprzedzam, że mam chyba jakiś alkohol, ale jego nie dostaniesz przed montażem zamków, bo potem się okaże, że tu utknęłam na wieki wieków amen, czy coś… – Zwłaszcza że wypił już grzańca.
Obróciła się do niego i spojrzała na jajko, które odpakował, a potem zmarszczyła lekko brwi.
– Okay, czy tak powinien wyglądać jakiś mugolski szmelc? – spytała trochę podejrzliwie, po czym ustawiła na blacie „swoje” pudełko i uniosła wieko.
!Jajo z kalendarza
– Jeszcze zobaczysz, okaże się, że przypadkiem faktycznie kupiliśmy prawdziwe kosmiczne jaja i wyklują się z nich mali kosmici… Pamiętam taką sprawę sprzed dwóch lat, nielegalny przelot miotlarski, pościg, zaklęcia na niebie, byłam pewna, że będzie z tego absolutny chaos, a opublikowali tylko artykuł o kosmitach – oświadczyła Brenna, odpychając sobie z drogi jedno z pudeł. – Hm… i tak, i nie. To znaczy, teraz tu czasem nocuję. Chyba te zabezpieczenia najlepiej założyć na drzwiach wejściowych tu do mieszkania… Jakby próbował je sforsować, prędzej usłyszę tu niż na dole.
A i zbyt wiele osób musiałoby poznać kod wejściowy, gdyby założyła je po prostu na wejściu. Jako kryjówka zakonna to miejsce było spalone, skoro ktoś tu się włamywał, mieli runy, nawet jeżeli się tej pozbyła, a i myślała, by to miejsce teraz komuś udostępnić (choć póki co znów nie wchodziło to w grę, skoro jakiś kretyn zrobił tu dziwne zdjęcia).
– Nie miałam czasu na kupno czerwonych dywanów, a satynowe materiały oddałam potrzebującym po Spalonej Nocy – rzuciła półżartem, półserio, domyślając się, że w oczach Atreusa warunki mogły być wręcz spartańskie… chociaż w sumie, czy na pewno? Wyglądało to jakby się zastanowić odrobinę lepiej niż dom, którego remontem zajmował się teraz w Little Hangleton. – Chcesz coś do picia? Od razu uprzedzam, że mam chyba jakiś alkohol, ale jego nie dostaniesz przed montażem zamków, bo potem się okaże, że tu utknęłam na wieki wieków amen, czy coś… – Zwłaszcza że wypił już grzańca.
Obróciła się do niego i spojrzała na jajko, które odpakował, a potem zmarszczyła lekko brwi.
– Okay, czy tak powinien wyglądać jakiś mugolski szmelc? – spytała trochę podejrzliwie, po czym ustawiła na blacie „swoje” pudełko i uniosła wieko.
!Jajo z kalendarza
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.