• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Chinatown [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox

[20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox
pies wojny
i get mean when i'm nervous
just like a bad dog
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
bandzior
Krótko przystrzyżony szatyn, o gęstych brwiach i dłuższych bokobrodach. Bez zarostu za to niedokładnie ogolony, jakby od tępej brzytwy. W rozciągniętym swetrze w dodatku podziurawionym. Sprawia wrażenie bezdomnego, jednak dobrze zbudowanego, wysokiego[187] i o pełnym, bielutkim uzębieniu. Niesie za sobą nieprzyjemną woń wilgoci i zmokłego kundla. Zielone oczy ze smutnym spojrzeniem, zwykle wbitym gdzieś pod nogi.

Maddox Greyback
#4
07.01.2026, 00:10  ✶  

On również czuł się przy niej spokojniej. Było w tym coś pierwotnego, niemal zawstydzającego w swojej prostocie. Bezpieczeństwo, które nie wynikało z kontroli ani z dominacji, tylko z obecności. Takie, jakie odczuwał wyłącznie na Ścieżkach, pod miastem, wśród swoich. W smrodzie ścieków i odoru, który znał na pamięć. A jednak przy Faye to uczucie było inne. Lżejsze i mniej duszne. Ona była jego ostoją, wyspą wytchnienia od jarzma, które sam sobie nakładał, od ról, z których nie potrafił zrezygnować, bo ktoś musiał je dźwigać. Przy niej mógł na chwilę przestać być tym, kim był dla Sfory, i jednocześnie nie rozpadać się od tego.

Ta udawana niechęć do kotów była tylko iluzją. Przykrywką, jak wszystko inne. Prawda była taka, że zazdrościł im tej ich bezczelnej niezależności. Tego, że mogły wygrzewać się w słońcu jak dachowce, nie tłumacząc się nikomu ze swojego istnienia. Że mogły wybierać, gdzie śpią i do kogo się łaszą. Koty były idealnym przykładem anarchii, o której tak często lubił marzyć. Wolności od struktur, hierarchii, odpowiedzialności. A jednak nigdy nie zapominał, że prawdziwym schronieniem nie był Nokturn ani Podziemne Ścieżki same w sobie. To był tylko smród, wilgoć i mrok. Miejscem. To Sfora ze wszystkimi swoimi hybrydami, wadami i brutalnością, dawała mu poczucie wspólnoty, które wciąż było dla niego bardziej krzepiące niż jakikolwiek indywidualizm. Samotna wolność była luksusem, na który nigdy nie mógł sobie pozwolić. Na jej uwagę o futrzastym odpowiedział bez wahania, spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Akceptujesz go, chociaż i tak to on potrzebuje Cię bardziej, niż Ty jego. Uśmiechnął się. Nie zaczepnie, ale z porozumiewawczym spojrzeniem. Nie musiał tutaj więcej dodawać, dobrze wiedział, że zrozumie. I chociaż, nigdy nie miał zamiaru jej oceniać, to będzie podążał za jej śladem, tak długo, aż nie zrezygnuje z niego. I kiedy spleciona dłoń nie była już tylko gestem, a ona naprawdę zamknęła palce na jego, odwzajemnił to instynktownie. Mocniej, niż planował. Dopiero wtedy dotarło do niego, jak bardzo był spragniony tej bliskości. Nie dotyku dla dotyku, ale zakotwiczenia. Potwierdzenia, że ktoś jeszcze jest po tej samej stronie.

Może faktycznie lekko zmarniał. Kuracja złamanej kończyny ciągnęła się dłużej, niż chciał przyznać, a w tym czasie nie mógł być tak aktywny jak zwykle. Przez pierwsze tygodnie po pożarach jedzenie w Sforze było racjonowane. Raz dlatego, że wychodzenie na powierzchnię stało się ryzykowne przez mundurówki kręcące się wszędzie bez opamiętania, a dwa dlatego, że niedobory dotykały nie tylko ich, ale też tych, którzy zwykle dostarczali im żywność. Nie był wyjątkiem. Był częścią całości. Kiedy więc odpowiedział, że zje, dodał bez zawahania, że tylko z nią. Nie potrzebował więcej wyjaśnień. I tak, zdarzyło mu się mówić, że jest jego. Powtarzał to wyłącznie w stronę klan-braci, tak żeby każdy miał tego świadomość. Wilkołacza łowczyni współpracująca z Ministerstwem była dla niejednego chamskiego rębajły idealnym celem do prowokacji. Lykanka pracująca z rządzącymi pachniała dla nich zdradą klasową. Maddox wiedział, że Faye potrafi o siebie zadbać. Wiedział to aż za dobrze. Ale naprawdę nie chciał doprowadzić do dnia, w którym musiałby wybierać między swoimi a swoją. Dlatego mówił, że jest jego bardziej jako ostrzeżenie niż wyznanie. Jako granicę. Nigdy nie miałby odwagi nazwać jej swoją w innym znaczeniu. Nie wierzył, że ma prawo posiadać cokolwiek, a już na pewno nie drugą osobę. W jego świecie nawet fantazjowanie o tym, by mieć jej serce, wydawało się niewłaściwe. Wolność absolutna nie polegała na posiadaniu. I właśnie dlatego bolało to bardziej, niż chciałby przyznać. Ale mimo wszystko nie puszczał jej dłoni. Dopiero wtedy, gdy jej dłoń była już pewnie zamknięta w jego, wróciła do niego ta myśl, której nie chciał dopuścić wcześniej. Pełnia. Przychodziły ostatnimi czasy szybciej, niż by sobie tego życzył, a ostatnim razem nie poszło dobrze. Maddox pamiętał aż za dobrze opowieści o tamtej przemianie. O utracie kontroli, o chaosie, o strachu, którego nie dało się już cofnąć. Nie widział tego na własne oczy, ale wystarczyło. Kto tego nie doświadczył, nie miał prawa nawet udawać, że wie jak to jest. W ich świecie takie rzeczy zostawiały ślad, nawet jeśli nie było się tego świadkiem. A w jego świecie od tego właśnie był on, by trwać i wspierać hybrydy w ich wszystkich kryzysach.

Spojrzał na nią uważniej, niż pozwalałby sobie w innej sytuacji. Nie oceniał wyglądu, nie szukał oznak słabości. Szukał emocji. Czegoś, co mówiło więcej niż słowa. - Jak sobie teraz radzisz z pełniami? Zapytał w końcu, ciszej, bez zadziorności, bez żartu. Głos miał spokojny, ale w środku coś mu się zaciskało. - Po ostatnim razie... Nie potrafił się z tego śmiać. I to było dla niego najbardziej jednoznacznym dowodem, jak bardzo była dla niego ważna. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, wzruszyłby ramionami. Travers przestraszył się własnego odbicia w pełni księżyca. Może nawet parsknąłby śmiechem, tak jak śmiałby się z uprzywilejowanego bogatego gnoja, który stracił wszystko w ogniu i nagle musiał nauczyć się żyć tak, jak on żył zawsze. Świat bywał sprawiedliwy w okrutny sposób i Maddox dawno przestał się nad tym pochylać. Ale nie nad nią. Jej los obchodził go bardziej, niż był gotów przyznać. Bardziej, niż jakiekolwiek zasady, porządki czy ideologie. Dla niego mogła mieć wszystkie przywileje tego świata. Mogła być nawet całkowicie wolna od tego wilkołaczego syfu, od pełni, krwi i łamania kości od środka. I wciąż byłaby dla niego kimś tym samym. Bo to, co ich łączyło, nie brało się wyłącznie z klątwy. Klątwa była tylko wspólnym ciężarem, nie fundamentem. Zacisnął palce na jej dłoni odrobinę mocniej, jakby chciał ją ugruntować w tej chwili. - Nie musisz przechodzić przez to sama - dodał po chwili, ostrożnie, jak ktoś, kto nie ma prawa tego mówić, ale i tak mówi. Nie spuszczał z niej wzroku. Nie dlatego, że się bał tego, co usłyszy. Bał się raczej, że usłyszy prawdę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faye Travers (1877), Maddox Greyback (1822)




Wiadomości w tym wątku
[20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Faye Travers - 03.12.2025, 15:31
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Maddox Greyback - 04.12.2025, 03:11
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Faye Travers - 04.12.2025, 09:15
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Maddox Greyback - 07.01.2026, 00:10
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Faye Travers - 07.01.2026, 14:42
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Maddox Greyback - 15.01.2026, 19:35
RE: [20.09.1972] Just a Dream | Faye, Maddox - przez Faye Travers - 09.03.2026, 10:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa