07.01.2026, 02:48 ✶
Hm...
Czy mieli jakiś wrogów?
No cóż...
Zarówno on i Anthony w teorii mogli kiedyś zaleźć za skórę zarówno osobno, jako politycy, jak i jako reprezentacja pewnych decyzji OMSHMu, czy nawet działania ich całego Departamentu. Przecież podpisanie umowy z Kambodżą było naprawdę świeżą sprawą, a już i tak pewna dziennikarka napisała na ten temat o jeden artykuł za dużo, więc kto wie? Może rzeczywiście miało to związek z tym.
Nie ciężko było też znaleźć coś, jak chociażby fakt kim byli ich chrześniacy, co przy obecnych absurdalnych nastrojach, pewnych absurdalnych osobników, mogło zostać uznane za godne ataku.
Nie wspominając już o tym, że sam Jonathan nigdy nie mógł mieć pewności, ilu kobietom, a zapewne i nieznanym mężczyznom, złamał kiedyś serce, a przecież z pewnością coś takiego mogło wywołać skrajne emocje.
No i oczywiście pozostawał też fakt, że on i Anthony nie byli przecież jedynymi osobami w tym biurze, a każdy ich pracownik mógł mieć własną historię, która doprowadziła ich do tego momentu.
– Ciężko powiedzieć. Naprawdę szkoda, że nasz nadawca nie był na tyle miły, aby chociaż dodać do pakunku karteczkę z wyjaśnieniami, nie sądzisz? – powiedział w końcu na kilka chwil przed tym, gdy dołączyła do nich Cassandra.
Przytaknął na słowa Lazarusa o ewakuacji na chwilę skupiając się na aurze i emocjach czarownicy. No dobrze. Poza tym, że tak ogólnie otaczające ją kolory absolutnie to wyglądały źle, to na dodatek ładnie podkreślały barwę jej włosów, co chociaż nie było istotne, to zawsze dodawało mu wiary, że sam świat pragnął estetyki. No i Cassandra wydawała się zdeterminowana aby rozwiązać tę sprawę tak aby nikomu przy okazji nic się nie stało. Doskonale.
– Świetnie, Lazarusie, słyszałeś panią Cavendish więc chyba możesz czynić odpowiednie honory – powiedział, wskazując zapraszającym jestem w stronę paczki, a jeśli Lazarus do niej podszedł, to sam wykonał większy krok do przodu, aby znajdować się bliżej niego i na wszelki wypadek wyciągnął różdzkę.
Czy mieli jakiś wrogów?
No cóż...
Zarówno on i Anthony w teorii mogli kiedyś zaleźć za skórę zarówno osobno, jako politycy, jak i jako reprezentacja pewnych decyzji OMSHMu, czy nawet działania ich całego Departamentu. Przecież podpisanie umowy z Kambodżą było naprawdę świeżą sprawą, a już i tak pewna dziennikarka napisała na ten temat o jeden artykuł za dużo, więc kto wie? Może rzeczywiście miało to związek z tym.
Nie ciężko było też znaleźć coś, jak chociażby fakt kim byli ich chrześniacy, co przy obecnych absurdalnych nastrojach, pewnych absurdalnych osobników, mogło zostać uznane za godne ataku.
Nie wspominając już o tym, że sam Jonathan nigdy nie mógł mieć pewności, ilu kobietom, a zapewne i nieznanym mężczyznom, złamał kiedyś serce, a przecież z pewnością coś takiego mogło wywołać skrajne emocje.
No i oczywiście pozostawał też fakt, że on i Anthony nie byli przecież jedynymi osobami w tym biurze, a każdy ich pracownik mógł mieć własną historię, która doprowadziła ich do tego momentu.
– Ciężko powiedzieć. Naprawdę szkoda, że nasz nadawca nie był na tyle miły, aby chociaż dodać do pakunku karteczkę z wyjaśnieniami, nie sądzisz? – powiedział w końcu na kilka chwil przed tym, gdy dołączyła do nich Cassandra.
Przytaknął na słowa Lazarusa o ewakuacji na chwilę skupiając się na aurze i emocjach czarownicy. No dobrze. Poza tym, że tak ogólnie otaczające ją kolory absolutnie to wyglądały źle, to na dodatek ładnie podkreślały barwę jej włosów, co chociaż nie było istotne, to zawsze dodawało mu wiary, że sam świat pragnął estetyki. No i Cassandra wydawała się zdeterminowana aby rozwiązać tę sprawę tak aby nikomu przy okazji nic się nie stało. Doskonale.
– Świetnie, Lazarusie, słyszałeś panią Cavendish więc chyba możesz czynić odpowiednie honory – powiedział, wskazując zapraszającym jestem w stronę paczki, a jeśli Lazarus do niej podszedł, to sam wykonał większy krok do przodu, aby znajdować się bliżej niego i na wszelki wypadek wyciągnął różdzkę.