07.01.2026, 12:26 ✶
No normalnie... Jakby Alexander mógł to by ją zaraz ucałował w policzek, a potem udusił na miejscu. Gdy tylko weszła do środka, pomieszczenie pojaśniało. Zrobiło się znacznie przytulniej, niż gdy on wchodził do Kotła. Było lato, ale razem z jego wejściem do środka wpadł chłód, zupełnie jakby temperatura spadła o kilka stopni. A potem, weszła Brenna, a razem z nią promienie ciepłego słońca. Tak więc, gdy usłyszał jej głos, odprężył się nieco. Może miała rację, coraz bardziej wpadał w uzależnienie od alkoholu, więc bez niego stawał się kapryśny i drażliwy. Zwłaszcza, gdy jakiś obcy barmana patrzy na niego spod byka. Jeszcze brakowało tylko tekstu, ze komuchów tutaj nie obsługują. To już by mu Alexander pokazał komucha. Odwrócił więc głowę, spoglądając na swoja towarzyszkę i uniósł kącik ust ku górze.
-No proszę. Wyrosłaś. Choć pewnie nadal potrafisz przywalić. - powiedział bez ogródek, jakby to był normalny tekst na powitanie. Bo w zasadzie to był. Alexander nie widział jej od bardzo dawna, więc pierwsze co rzuciło mu się w oczy to to jak bardzo się zmieniła od czasu, gdy widzieli się po raz pierwszy. Wyglądała... Doroślej, poważniej, choć coś w jej oczach zdradzało, że nie wszystko się zmieniło. Że nadal gdzieś tam w środku pozostawała nadal tą samą Brenną, którą Alexander poznał. Niezdarną, roześmianą, potrafiącą przyłożyć. Wolny duch.
-Spotykasz się ze starym znajomym i prosisz o herbatę? - powiedział z niedowierzeniem i pokręcił głową. Jak tak można? Nie widzieli się tyle lat, choć utrzymywali kontakt, a ona teraz miała zamiar pić herbatę? To się nie godziło. Nie miał zamiaru jednak nikogo do niczego zmuszać. Już nie.
Na jej słowa odnośnie przyjęcia zaręczynowego, Alexander tylko przewrócił oczami, w teatralnym geście. O. To to czego nauczył się od Yeleny. Za dużo już z nią przebywał. Oj za długo. A gdzie tu jeszcze do końca? Do końca życia. -Przyjęcia już mamy dawno za sobą. Potrzebuję pomocy bardziej w... osobistej sprawie. Spokojnie. To nie żadne szemrane interesy. Przeprowadzam się do Wielkiej Brytanii i potrzebuję kogoś kto... No w zasadzie opowie mi wszystko co tu się działo przez ostatnie lata. Polityka, socjeta. Wszystko. No i potrzebuję też domu. Ale to kwestia mniej paląca.
Wszystko wyrzucił z siebie bardzo szybko, gdy barman podał im ich zamówienia. Alexander szybko chwycił szklankę, trzymając się jej jak koła ratunkowego. Rzadko kiedykolwiek nie-prosił-o-pomoc, więc było to dla niego coś nowego. Dlatego nie użył słowa proszę. Powiedział tylko, że potrzebuje pomocy. Tylko tyle i aż tyle.
-No proszę. Wyrosłaś. Choć pewnie nadal potrafisz przywalić. - powiedział bez ogródek, jakby to był normalny tekst na powitanie. Bo w zasadzie to był. Alexander nie widział jej od bardzo dawna, więc pierwsze co rzuciło mu się w oczy to to jak bardzo się zmieniła od czasu, gdy widzieli się po raz pierwszy. Wyglądała... Doroślej, poważniej, choć coś w jej oczach zdradzało, że nie wszystko się zmieniło. Że nadal gdzieś tam w środku pozostawała nadal tą samą Brenną, którą Alexander poznał. Niezdarną, roześmianą, potrafiącą przyłożyć. Wolny duch.
-Spotykasz się ze starym znajomym i prosisz o herbatę? - powiedział z niedowierzeniem i pokręcił głową. Jak tak można? Nie widzieli się tyle lat, choć utrzymywali kontakt, a ona teraz miała zamiar pić herbatę? To się nie godziło. Nie miał zamiaru jednak nikogo do niczego zmuszać. Już nie.
Na jej słowa odnośnie przyjęcia zaręczynowego, Alexander tylko przewrócił oczami, w teatralnym geście. O. To to czego nauczył się od Yeleny. Za dużo już z nią przebywał. Oj za długo. A gdzie tu jeszcze do końca? Do końca życia. -Przyjęcia już mamy dawno za sobą. Potrzebuję pomocy bardziej w... osobistej sprawie. Spokojnie. To nie żadne szemrane interesy. Przeprowadzam się do Wielkiej Brytanii i potrzebuję kogoś kto... No w zasadzie opowie mi wszystko co tu się działo przez ostatnie lata. Polityka, socjeta. Wszystko. No i potrzebuję też domu. Ale to kwestia mniej paląca.
Wszystko wyrzucił z siebie bardzo szybko, gdy barman podał im ich zamówienia. Alexander szybko chwycił szklankę, trzymając się jej jak koła ratunkowego. Rzadko kiedykolwiek nie-prosił-o-pomoc, więc było to dla niego coś nowego. Dlatego nie użył słowa proszę. Powiedział tylko, że potrzebuje pomocy. Tylko tyle i aż tyle.