07.01.2026, 12:32 ✶
Rybka w sieci.
Głowa nieco przestała, nieco się uspokoiła. Sprawy zostały załatwione, zamiecione, odpowiednio przykryte. Obie miały ręce czyste. Obie mogły chwilę poleżeć i popatrzeć w gwiazdy.
Czemu w ogóle to zaproponowała? Ich spotkanie było napięte, ale gdy szum adrenaliny przeminął, a eliksir przyspieszający trzeźwienie w połączeniu z lodowatym prysznicem porobił swoje, Urd miała trochę troszczuńkę wyrzutów sumienia, że tak szorstko powitała swoją słodką kuzyneczkę. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale lubiła Ceolsige kiedyś i... co bardzo prawdopodobne... polubiłaby ją i teraz.
Czy czasem nie było warto mieć w okolicy kogoś, kogo wartości nie liczyło się złotem?
Foka w sieci
– Zajebista... – powędrowała wzrokiem za wskazaną przez Burke gwiazdę, tę największą, tę najwspanialszą, najjaśniejszą. – Myślisz, że gwiazdy śpiewają? Że tam gdzieś na niebie trwa boska harmonia, układająca się w sposób doskonały i absolutny, a to tylko my tu na dole robimy chaos i niepotrzebne zamieszanie? – Zapytała miękko, o wiele cieplej i szczerzej wobec minionego już kalejdoskopu. Była gotowa zasnąć w tej sieci, otoczona gwiazdami, zahipnotyzowana przez tą jedną, skuszona marzeniem o prostocie i pięknie tejże prostoty. Nigdy jej to zbytnio nie ciągnęło, jak ćma podążała zwykle do ognia świecy, chcąc czuć świat, smakować go, chcąc słyszeć jego huk i skowyt. Ale tej nocy, tej jednej nocy, wyobraziła sobie, że jest inaczej. – Powinnyśmy częściej się widywać. Rzadko jestem w Anglii, zwłaszcza teraz, gdy matka nie ciągnie mnie na rodzinne wydarzenia. Ale może, jeśli jakoś tak by się złożyło... Będę mogła zatrzymać się u Ciebie rybko? Nie przez wzgląd na stare czasy, ale wszystkie te, które dopiero mogą nadejść. – i mówiąc to patrzyła na gwiazdę, a w kącie widzenia uciekła jej inna, spadająca. I wyszło tak, że te słowa stały się życzeniem, ale Urd nie traktowała tego jako życzenie zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Było to życzenie którego spełnienia wypatrywała. Teraz. I kiedyś. Kiedykolwiek znów.
Głowa nieco przestała, nieco się uspokoiła. Sprawy zostały załatwione, zamiecione, odpowiednio przykryte. Obie miały ręce czyste. Obie mogły chwilę poleżeć i popatrzeć w gwiazdy.
Czemu w ogóle to zaproponowała? Ich spotkanie było napięte, ale gdy szum adrenaliny przeminął, a eliksir przyspieszający trzeźwienie w połączeniu z lodowatym prysznicem porobił swoje, Urd miała trochę troszczuńkę wyrzutów sumienia, że tak szorstko powitała swoją słodką kuzyneczkę. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale lubiła Ceolsige kiedyś i... co bardzo prawdopodobne... polubiłaby ją i teraz.
Czy czasem nie było warto mieć w okolicy kogoś, kogo wartości nie liczyło się złotem?
Foka w sieci
– Zajebista... – powędrowała wzrokiem za wskazaną przez Burke gwiazdę, tę największą, tę najwspanialszą, najjaśniejszą. – Myślisz, że gwiazdy śpiewają? Że tam gdzieś na niebie trwa boska harmonia, układająca się w sposób doskonały i absolutny, a to tylko my tu na dole robimy chaos i niepotrzebne zamieszanie? – Zapytała miękko, o wiele cieplej i szczerzej wobec minionego już kalejdoskopu. Była gotowa zasnąć w tej sieci, otoczona gwiazdami, zahipnotyzowana przez tą jedną, skuszona marzeniem o prostocie i pięknie tejże prostoty. Nigdy jej to zbytnio nie ciągnęło, jak ćma podążała zwykle do ognia świecy, chcąc czuć świat, smakować go, chcąc słyszeć jego huk i skowyt. Ale tej nocy, tej jednej nocy, wyobraziła sobie, że jest inaczej. – Powinnyśmy częściej się widywać. Rzadko jestem w Anglii, zwłaszcza teraz, gdy matka nie ciągnie mnie na rodzinne wydarzenia. Ale może, jeśli jakoś tak by się złożyło... Będę mogła zatrzymać się u Ciebie rybko? Nie przez wzgląd na stare czasy, ale wszystkie te, które dopiero mogą nadejść. – i mówiąc to patrzyła na gwiazdę, a w kącie widzenia uciekła jej inna, spadająca. I wyszło tak, że te słowa stały się życzeniem, ale Urd nie traktowała tego jako życzenie zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Było to życzenie którego spełnienia wypatrywała. Teraz. I kiedyś. Kiedykolwiek znów.
Koniec sesji