07.01.2026, 18:12 ✶
Tekst o "używanych dobrach" wyraźnie podkurwił Jessiego, ale w odpowiedzi na zaczepkę o obciąganie Ślizgon usłyszał od Jessiego pytanie, czy jest zazdrosny, bo do niego nawet skrzaty domowe nie chcą się schylać, czy dlatego, że u niego nie byłoby co obciągać. Zaraz jednak poleciał kolejny tekst o Jonathanie i Charlotte, niedokończony dlatego, że Ślizgon oberwał po żebrach. Szkoda tylko, że nauczyciel nie zjawił się wcześniej, kiedy ze strony Ślizgonów padały obelgi, a akurat wtedy, kiedy te łajzy zbierały łomot.
Czyszczenie Pucharów, Trofeów i innych nagród nie było może najgorszą karą, ale Jessie chyba już by lepiej przyjął jakieś zadanie w Zakazanym Lesie z gajowym, który zawsze mamrotał coś o za głośno galopujących centaurach i śmierdział starą skórą. Pocieszeniem dla Jessiego była obecność Hannibala, z którym nie można było się nudzić, a tak to we dwóch sobie ponarzekali na nauczyciela i Ślizgonów i jakoś tak całe te nerwy zeszły.
-A w życiu - żachnął się na samą sugestię, że mógłby chcieć sam tu siedzieć i próbować "przypadkiem" nie porysować pucharu Slytherinu. -Głupio mi, że przeze mnie... a właściwie to przez tamtych kretynów... dostałeś szlaban, ale cieszę się, że jesteś tu ze mną.
W momencie, w którym Hannibal zaczął przeglądać się w talerzu, Jessie oparł głowę na swoich pięściach, przyglądając się mu z udawanym rozmarzeniem.
-Jesteś moim bohaterem, wiesz? Tak dzielnie broniłeś honoru mojego i mojej rodziny. I swojej. Poczułem się, jak księżniczka - brakowało jedynie, żeby się położył i zaczął machać nogami.
Trochę dziwnie się poczuł z tym chyba przesadnym słodzeniem, więc szybko się ogarnął, posprzątał resztę rzeczy i po krótkiej chwili namysłu zaczął odwzorowywać we własnej głowie bójkę, testując inne zamachnięcia. Nie przerwał, kiedy tuż przed nim, na linii ciosu, pojawił się Hannibal, ale nie uderzył go. Z lekkim uśmiechem zamachnął się prawą ręką, jakby celował w skroń Selwyna, i kiedy jego ręka miała się już zetknąć ze skórą Hana, rozprostował palce i poczochrał mu włosy.
-Ach, dziękuję. Mogłem trochę bardziej zakręcić nadgarstkiem, żeby go bardziej zabolało, ale właściwie jestem z niego dumny - przyjął komplement, strzepując z ramienia kurz, którego tam nie było. Zaraz jednak na jego twarzy pojawił się grymas. -Byłoby miło, ale podejrzewam, że ich rodzice dają dupy komuś ważnemu z Ministerstwa, więc dla świętego spokoju od Tatuśka z luźnym tyłkiem pewnie skończy dla na upomnieniu dla nich. Nawet jeśli moja drużyna to widziała. Wiesz, jak jest. Dobra, spadajmy stąd. Jak zobaczę jeszcze jedną Odznakę Za Zasługo Dla Szkoły dla jakiegoś Ślizgona, to chyba zwrócę wczorajszy obiad - aż się wzdrygnął. -Myślisz, że dostaniemy od Jonathana i mojej mamy wyjce za bójkę czy podpowiedzi, jakich lepszych tekstów mogliśmy użyć?
Tak właściwie to również nie chciał jeszcze wracać do Wieży Ravenclaw i kończyć ten wieczór, który w swoim planie właściwie nie zawierał bójki i szlabanu, ale przynajmniej coś się zadziało. Z uniesionymi brwiami zajrzał do otwartej przez Hannibala torby i na chwilę rozdziawił buzię.
-Hannibalu - zaczął poważnym tonem. -Dopiero co skończyliśmy odwalać szlaban i myślisz, że pójdę z tobą na Wieżę Astronomiczną pić kremowe? - ostatnie słowa powiedział już szeptem, bo przecież obrazy mogły słuchać. Uśmiechnął się szeroko. -Za dobrze mnie znasz. Jak ty to schowałeś, że ci tego nie skonfiskowali?
Jessie zawsze miał wrażenie, że na Wieżę Astronomiczną musieli wspinać się wieczność, ale teraz całkiem szybko tam dotarli i mogli się rozsiąść pod rozgwieżdżonym niebem, które chyba tej nocy miało więcej gwiazd, niż normalnie.
-Łał - powiedział Krukon w cichym zachwycie. -Jest naprawdę pięknie.