07.01.2026, 21:33 ✶
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Victorio. Pomyślałem, że gdyby napadła mnie jakaś kolejna podchmielona dama, trzeba by ją jakoś delikatnie unieszkodliwić i kajdanki doskonale by się sprawdziły – odparł Christopher obłudnie. Maska psuła tutaj nieco efekt, bo posłał jej najbardziej niewinne spojrzenie, jakie tylko był w stanie przywołać Ślizgon… a chociaż może nie był aktorem, to miał dość charyzmy, aby z minami radzić sobie doskonale.
*
Przyjął jej wyjaśnienia z pewnym zamyśleniem, kiwając odruchowo głową, choć po prawdzie na teorii magii nigdy nie znał się na tyle dobrze, aby móc się tu wypowiadać. Wiedział, że dobry rzemieślnik niektóre zaklęcia utrwali – sam to robił przecież, gdy w niektórych ze swoich projektów zaklinał odrobinę magii – ale nie mógł sobie wyobrazić, dlaczego ktoś miałby robić coś takiego przy róży.
– Nastały naprawdę niespokojne czasy, skoro dzieją się w naszym świecie rzeczy, których nawet najlepsi naukowcy nie rozumieją – skwitował w końcu, bo nie wierzył, że Lestrangowie nie mają specjalistów od roślin, którzy nie doszliby do tego, o co tu chodzi, gdyby nie było to coś naprawdę nadzwyczajnego. I normalnie Rosier wzruszyłby na to ramionami, jak zwykle niezainteresowany niczym, co go nie dotyczyło… ale Spalona Noc namieszała nawet w jego blond głowie, pozostawiając po sobie myśl, że nie zdoła przed pewnymi rzeczami uciec.
Tego wieczora chciał jednak skupić się na winie, muzyce, gwiazdach, różach i swojej partnerce.
– Gdybym przegrał zawody o twoje względy z donicą, muszę przyznać, że ucierpiałoby nieco moje poczucie własnej wartości – oświadczył więc niemalże wesoło, wraz z Victorią ruszając do wyjścia z oranżerii, i nie myśląc już o zagadce róż z Maida Valen, a jedynie o tym, jakie wrażenie robiło ich mroczne piękno i co mógł zaprojektować. – Chodźmy więc napić się wina, a potem, mam nadzieję, będziesz wolała jednak zatańczyć ze mną niż z doniczką – rzucił, gdy wejście do oranżerii zamknęło się za nimi z cichym trzaskiem, oddzielając ich od sekretu, który skrywało to miejsce.
*
Przyjął jej wyjaśnienia z pewnym zamyśleniem, kiwając odruchowo głową, choć po prawdzie na teorii magii nigdy nie znał się na tyle dobrze, aby móc się tu wypowiadać. Wiedział, że dobry rzemieślnik niektóre zaklęcia utrwali – sam to robił przecież, gdy w niektórych ze swoich projektów zaklinał odrobinę magii – ale nie mógł sobie wyobrazić, dlaczego ktoś miałby robić coś takiego przy róży.
– Nastały naprawdę niespokojne czasy, skoro dzieją się w naszym świecie rzeczy, których nawet najlepsi naukowcy nie rozumieją – skwitował w końcu, bo nie wierzył, że Lestrangowie nie mają specjalistów od roślin, którzy nie doszliby do tego, o co tu chodzi, gdyby nie było to coś naprawdę nadzwyczajnego. I normalnie Rosier wzruszyłby na to ramionami, jak zwykle niezainteresowany niczym, co go nie dotyczyło… ale Spalona Noc namieszała nawet w jego blond głowie, pozostawiając po sobie myśl, że nie zdoła przed pewnymi rzeczami uciec.
Tego wieczora chciał jednak skupić się na winie, muzyce, gwiazdach, różach i swojej partnerce.
– Gdybym przegrał zawody o twoje względy z donicą, muszę przyznać, że ucierpiałoby nieco moje poczucie własnej wartości – oświadczył więc niemalże wesoło, wraz z Victorią ruszając do wyjścia z oranżerii, i nie myśląc już o zagadce róż z Maida Valen, a jedynie o tym, jakie wrażenie robiło ich mroczne piękno i co mógł zaprojektować. – Chodźmy więc napić się wina, a potem, mam nadzieję, będziesz wolała jednak zatańczyć ze mną niż z doniczką – rzucił, gdy wejście do oranżerii zamknęło się za nimi z cichym trzaskiem, oddzielając ich od sekretu, który skrywało to miejsce.
Koniec sesji