08.01.2026, 00:17 ✶
- Powiedziała baba, której szop usiadł na głowie. Po co te zgryźliwości? - zapytał, dla porządku przejeżdżając podeszwą przez łachę śniegu. Na całe szczęście nie pozostał na niej brązowy ślad, a więc i wdepnięcie w gówno zostało uniknięte. Mogli więc, niestety, dalej iść przez puszczę i narzekać.
Atreus też zadawał sobie to pytanie - po co ni tutaj w ogóle byli, skoro nie było w notatce wspomniane o żadnych konkretnych czarnomagicznych właściwościach. Skoro nic nie było, to mogło to chociaż poczekać do następnego dnia, a przynajmniej tak sobie to w głowie przerabiał, z całą możliwą zgryźliwością. Prawda była jednak taka, że rozumiał. Rozumiał, że posąg nawet jeśli nietypowy jak na leśne ustępy, sam w sobie mógł być niebezpieczny. Mógł gromadzić energię, rozsiewać ją, albo rzucać się na przechodniów i zjadać im serca - cokolwiek fantazyjnego przyszło do głowy osobie, która go stawiała. W papierach wspomniano tylko, że wyglądał cholernie realistycznie i może to tknęło kogoś, no bo co jeśli jakiś czarnoksiężnik bawił się w petryfikowanie niczym mitologiczna meduza?
- Może nie strzela z oczu, a z dupy o północy? - wymruczał, pokonawszy jakiś wykrot, sięgając wreszcie do kieszeni płaszcza i wyłuskując z niej paczkę papierosów. Wysunął jednego i zapalił, z pewną ulgą zaciągając się dymem.
Jeszcze parę kroków, jeszcze chwila sapania i klęcia pod nosem na cały świat, aż wreszcie rytm wyrastających przed nimi drzew został zaburzony. Na północ od chatki leśnika nie kłamało - chociaż jak na gust Atreusa to mogło być nieco bliżej, bo byli tu niemal w półmroku, kiedy zbliżyli się do osobliwej rzeźby.
- Nie kłamali. Stoi - rzucił z przekąsem, podpierając łokieć o przedramię i przyglądając się dziewczynie. - W sumie to nawet biegnie - uniósł dłoń z różdżką i machnął, żeby wyczarować sobie przed posągiem krzesło. Usiadł i założył nogę na nogę, zaciągnął się jeszcze raz. - Jak myślisz, gdzie tak biegła?
Atreus też zadawał sobie to pytanie - po co ni tutaj w ogóle byli, skoro nie było w notatce wspomniane o żadnych konkretnych czarnomagicznych właściwościach. Skoro nic nie było, to mogło to chociaż poczekać do następnego dnia, a przynajmniej tak sobie to w głowie przerabiał, z całą możliwą zgryźliwością. Prawda była jednak taka, że rozumiał. Rozumiał, że posąg nawet jeśli nietypowy jak na leśne ustępy, sam w sobie mógł być niebezpieczny. Mógł gromadzić energię, rozsiewać ją, albo rzucać się na przechodniów i zjadać im serca - cokolwiek fantazyjnego przyszło do głowy osobie, która go stawiała. W papierach wspomniano tylko, że wyglądał cholernie realistycznie i może to tknęło kogoś, no bo co jeśli jakiś czarnoksiężnik bawił się w petryfikowanie niczym mitologiczna meduza?
- Może nie strzela z oczu, a z dupy o północy? - wymruczał, pokonawszy jakiś wykrot, sięgając wreszcie do kieszeni płaszcza i wyłuskując z niej paczkę papierosów. Wysunął jednego i zapalił, z pewną ulgą zaciągając się dymem.
Jeszcze parę kroków, jeszcze chwila sapania i klęcia pod nosem na cały świat, aż wreszcie rytm wyrastających przed nimi drzew został zaburzony. Na północ od chatki leśnika nie kłamało - chociaż jak na gust Atreusa to mogło być nieco bliżej, bo byli tu niemal w półmroku, kiedy zbliżyli się do osobliwej rzeźby.
- Nie kłamali. Stoi - rzucił z przekąsem, podpierając łokieć o przedramię i przyglądając się dziewczynie. - W sumie to nawet biegnie - uniósł dłoń z różdżką i machnął, żeby wyczarować sobie przed posągiem krzesło. Usiadł i założył nogę na nogę, zaciągnął się jeszcze raz. - Jak myślisz, gdzie tak biegła?