05.03.2023, 21:17 ✶
Jamil jedyne, co potrafił upolować, to kłopoty. Wpędzał w nie w dodatku nie tylko siebie, ale również wszelkie powiązane z nim osoby – najpierw rodzinę, potem współpracowników i znajomych. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nigdy nie znajdował rozwiązania na wyjście z opresji. To inni musieli ratować mu skórę, przez co wisiał już tysiące przysług nie tylko przez przegraną w karty, ale również dlatego, że bliscy pomagali spłacać mu długi.
Egipcjanin nigdy nie zastanawiał się nad tym, co będzie robił w dorosłym życiu, doskonale zdając sobie sprawę, jak ciężko o pracę ludziom takim jak on. To, że trafił na Shafiqa i dzięki temu zarabiał całkiem przyzwoite pieniądze graniczyło z cudem. Gorzej, że od razu przegrywał je wszystkie przez swój nałóg hazardu. Im większy miał zarobek, tym częściej grywał. W pewnym momencie sam Cathal musiał zacząć wydzielać mu pieniądze, opłacając w jego imieniu mieszkanie. Część galeonów oddawał też rodzinie, nim zdążył się nimi w ogóle nacieszyć. I tak toczyło się życie – od przegranej do przegranej, skromne i ani trochę poczciwe.
- Mglisto i deszczowo, ale piwo macie lepsze niż w Egipcie – przyznał i dla potwierdzenia upił kolejny łyk ze swojego kufla. – Nie znoszę nundu. Polowały na mnie, długa historia. Może ci kiedyś opowiem. Chyba że chcesz posłuchać o tym teraz? Nigdzie mi się nie spieszy – dodał i skrzywił się na samo wspomnienie powodu, z którego właściwie znalazł się w Anglii i siedział teraz w Dziurawym Kotle, grając w karty. Akurat ta kwestia się nie zmieniła. Przez przegraną rozgrywkę z nieodpowiednią osobą musiał opuścić własny kraj, więc w nowym również oddawał się tej rozrywce z jedną z osób z listy zakazanych znajomych stworzonej przez Cathala. Z deszczu pod rynnę, jak to mówią. Świergotniki zdawały się o wiele przyjaźniejsze, zwłaszcza że kojarzył je z bazaru jako te ptaki, które podkradały ze straganów krakersy i sezam. – Zapytałbym, jak podobał ci się Egipt, ale pewnie nie byłaś skupiona na piramidach i latających dywanach.
Zazdrościł jej nieco tej możliwości podróżowania, której jemu odmawiała bieda i trudności w opuszczeniu państwa. Europejczykom łatwo było wjechać na wakacje czy w interesach, egipskie Ministerstwo Magii nie lubiło tracić swoich obywateli, albo raczej kontroli nad nimi. O ile znajdowali się w obrębie kontynentu, a najlepiej granic samego Kairu, było w porządku. Pozwolenie na wyjazd otrzymywali nieliczni. Nawet nie chciał wiedzieć, co takiego zrobił Shafiq, że Jamil mógł bez problemu wyjechać. Możliwe, że wykorzystał fakt, że ten był w połowie Brytyjczykiem.
- Nie osiadałbym jednak na laurach. Ta rozgrywka robi się coraz ciekawsza – odparł z szerokim uśmiechem, gdy zobaczył kolejne rozdanie. Niewielka różnica punktów, po raz kolejny zresztą, choć on sam utrzymywał niewielką przewagę. Tak niewiele mu brakowało do pierwszego od lat zwycięstwa i zaczynał żałować, że jednak poprosił wyłącznie o możliwość polowania. Pewnie i bez kart Geraldine w końcu by na to przystała. Tak dobrze im się ze sobą rozmawiało.
Karty zdawały się buzować, jak gdyby wyczuwały to, że jedna z osób przekroczyła liczbę dwustu punktów, podczas gdy do zwycięstwa wymagano trzystu. Trefny Lelek miał to do siebie, że lubił szybkość i niespodzianki i chociaż Jamil nie dodawał talii kart specjalnych, te zwykłe też lubiły robić numery. Gdy kolejnych pięć kart wylądowało w jego dłoni, miał wrażenie, że obrazki w ich rogach przeskakują między sobą, wymagając szybkości gracza. Zbyt wiele wypił, czy rzeczywiście tak się działo? Nie pamiętał, bo dość dawno nie grał w tę zwykłą wersję Lelka – bez ujemnych punktów i kart wybuchających w rękach. Złapał szybko drugą dłonią te dwie karty, które wydały mu się w tym momencie słuszne i rzucił je przed siebie, oczekując na ruch Yaxley. To mogła być rozgrywająca tura, ale równie dobrze mogły ich czekać jeszcze kolejne.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Egipcjanin nigdy nie zastanawiał się nad tym, co będzie robił w dorosłym życiu, doskonale zdając sobie sprawę, jak ciężko o pracę ludziom takim jak on. To, że trafił na Shafiqa i dzięki temu zarabiał całkiem przyzwoite pieniądze graniczyło z cudem. Gorzej, że od razu przegrywał je wszystkie przez swój nałóg hazardu. Im większy miał zarobek, tym częściej grywał. W pewnym momencie sam Cathal musiał zacząć wydzielać mu pieniądze, opłacając w jego imieniu mieszkanie. Część galeonów oddawał też rodzinie, nim zdążył się nimi w ogóle nacieszyć. I tak toczyło się życie – od przegranej do przegranej, skromne i ani trochę poczciwe.
- Mglisto i deszczowo, ale piwo macie lepsze niż w Egipcie – przyznał i dla potwierdzenia upił kolejny łyk ze swojego kufla. – Nie znoszę nundu. Polowały na mnie, długa historia. Może ci kiedyś opowiem. Chyba że chcesz posłuchać o tym teraz? Nigdzie mi się nie spieszy – dodał i skrzywił się na samo wspomnienie powodu, z którego właściwie znalazł się w Anglii i siedział teraz w Dziurawym Kotle, grając w karty. Akurat ta kwestia się nie zmieniła. Przez przegraną rozgrywkę z nieodpowiednią osobą musiał opuścić własny kraj, więc w nowym również oddawał się tej rozrywce z jedną z osób z listy zakazanych znajomych stworzonej przez Cathala. Z deszczu pod rynnę, jak to mówią. Świergotniki zdawały się o wiele przyjaźniejsze, zwłaszcza że kojarzył je z bazaru jako te ptaki, które podkradały ze straganów krakersy i sezam. – Zapytałbym, jak podobał ci się Egipt, ale pewnie nie byłaś skupiona na piramidach i latających dywanach.
Zazdrościł jej nieco tej możliwości podróżowania, której jemu odmawiała bieda i trudności w opuszczeniu państwa. Europejczykom łatwo było wjechać na wakacje czy w interesach, egipskie Ministerstwo Magii nie lubiło tracić swoich obywateli, albo raczej kontroli nad nimi. O ile znajdowali się w obrębie kontynentu, a najlepiej granic samego Kairu, było w porządku. Pozwolenie na wyjazd otrzymywali nieliczni. Nawet nie chciał wiedzieć, co takiego zrobił Shafiq, że Jamil mógł bez problemu wyjechać. Możliwe, że wykorzystał fakt, że ten był w połowie Brytyjczykiem.
- Nie osiadałbym jednak na laurach. Ta rozgrywka robi się coraz ciekawsza – odparł z szerokim uśmiechem, gdy zobaczył kolejne rozdanie. Niewielka różnica punktów, po raz kolejny zresztą, choć on sam utrzymywał niewielką przewagę. Tak niewiele mu brakowało do pierwszego od lat zwycięstwa i zaczynał żałować, że jednak poprosił wyłącznie o możliwość polowania. Pewnie i bez kart Geraldine w końcu by na to przystała. Tak dobrze im się ze sobą rozmawiało.
Karty zdawały się buzować, jak gdyby wyczuwały to, że jedna z osób przekroczyła liczbę dwustu punktów, podczas gdy do zwycięstwa wymagano trzystu. Trefny Lelek miał to do siebie, że lubił szybkość i niespodzianki i chociaż Jamil nie dodawał talii kart specjalnych, te zwykłe też lubiły robić numery. Gdy kolejnych pięć kart wylądowało w jego dłoni, miał wrażenie, że obrazki w ich rogach przeskakują między sobą, wymagając szybkości gracza. Zbyt wiele wypił, czy rzeczywiście tak się działo? Nie pamiętał, bo dość dawno nie grał w tę zwykłą wersję Lelka – bez ujemnych punktów i kart wybuchających w rękach. Złapał szybko drugą dłonią te dwie karty, które wydały mu się w tym momencie słuszne i rzucił je przed siebie, oczekując na ruch Yaxley. To mogła być rozgrywająca tura, ale równie dobrze mogły ich czekać jeszcze kolejne.
Rzut 1d100 - 41
Jamil 224 : 192 Geraldine