08.01.2026, 01:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2026, 01:47 przez Jonathan Selwyn.)
– O dokładnie. Dokładnie! – Wskazał dłonią na Hannibala wdzięczny za to że jego kuzyn był skłonny bronić jego mebla. – Bo za żelazną kurtyną mają na przykład meblościanki i to te z gatunku najbardziej plugawych. Wytwór meblopodobny, ekwiwalent najpodlejszej sowieckiej mielonki, który z jakiegoś powodu zaczyna infekować londyńskie społeczeństwo, a tymczasem obrażany jesg porządny barek, zamówiony u dobrego i cenionego stolarza. Artysty, a nie wyrobnika! – Istniała niewielka szansa, że Jonathan dalej przeżywał meblościankę Mony, a krytyczna uwaga Gabriela odnośnie jego własnego gustu wcale nie pomagała.
A potem w obronie jego mebli stanął jeszcze Jessie i Jonathan posłał mu bardzo wdzięczne spojrzenie, a potem uśmiechnął się smutno, wiedząc że zaraz będzie musiał przyznać się do kilku rzeczy.
– Tak. Znamy się – wziął głęboki wdech i kontynuował. – Przepraszam cię Jasperze, za moje wcześniejsze półprawdy. Nie pamiętam dokładnie moich wcześniejszych słów z Muzy, ale wiem że udałem wtedy że nie znam naszego gościa w połowie tak dobrze, jak było naprawdę. Nie chciałem cię lekceważyć Jessie. Po prostu... – Zerknął na wampira. – Przez pewne sprawy miałem wtedy dość wrogi stosunek do Gabriela i nie chciałem, aby jakkolwiek mieszał się w sprawy moje, czy moich bliskich. Co więcej, naprawdę się go tam nie spodziewałem, więc byłem odrobinę wytrącony z równiwagi. Wiem, że zapewne nie rozwiązałem tego odpowiednio.
Kolejne pytania zadał już ktoś inny. Ponownie przeniósł spojrzenie na wampira i... Nagle do niego dotarło, że chociaż dalej nie czuł się jakby miał wszystko pod kontrolą to... Chyba ponownie czuł się całkiem swobodnie w otoczeniu tego konkretnego wampira. Pokręcił głową.
– Nie. Jestem zadowolony z mojego gustu odnośnie wystroju wnętrz. Trudno, najwyżej będziesz musiał widywać się ze mną na mieście. Co do sufitu.. Odezwę się – odpowiedział i tym razem uśmiech na jego twarzy był już szerszy, nawet jeśli cały czas próbował ignorować to jak blisko Hannibala był Montbel. – I jeśli dobrze pamietam nie pytałeś się mnie o to czy przyprowadziłem ze sobą swojego chrześniaka, więc ciężko byłoby mi o tym powiedzieć.
Najwyraźniej ponownie nastał czas na poważniejsze pytania.
– Jessie, pamiętasz coś jeszcze z tamtego ataku? – spytał i zerknął młodszego Selwyna. – Hannibalu... A ty? Może słyszałeś coś o innych atakach?
W końcu jego kuzyn prowadził bardziej rozrywkowy tryb życia i zapewne bywał w miejscach, w których wampiry chętnie by zapolowały.
A potem w obronie jego mebli stanął jeszcze Jessie i Jonathan posłał mu bardzo wdzięczne spojrzenie, a potem uśmiechnął się smutno, wiedząc że zaraz będzie musiał przyznać się do kilku rzeczy.
– Tak. Znamy się – wziął głęboki wdech i kontynuował. – Przepraszam cię Jasperze, za moje wcześniejsze półprawdy. Nie pamiętam dokładnie moich wcześniejszych słów z Muzy, ale wiem że udałem wtedy że nie znam naszego gościa w połowie tak dobrze, jak było naprawdę. Nie chciałem cię lekceważyć Jessie. Po prostu... – Zerknął na wampira. – Przez pewne sprawy miałem wtedy dość wrogi stosunek do Gabriela i nie chciałem, aby jakkolwiek mieszał się w sprawy moje, czy moich bliskich. Co więcej, naprawdę się go tam nie spodziewałem, więc byłem odrobinę wytrącony z równiwagi. Wiem, że zapewne nie rozwiązałem tego odpowiednio.
Kolejne pytania zadał już ktoś inny. Ponownie przeniósł spojrzenie na wampira i... Nagle do niego dotarło, że chociaż dalej nie czuł się jakby miał wszystko pod kontrolą to... Chyba ponownie czuł się całkiem swobodnie w otoczeniu tego konkretnego wampira. Pokręcił głową.
– Nie. Jestem zadowolony z mojego gustu odnośnie wystroju wnętrz. Trudno, najwyżej będziesz musiał widywać się ze mną na mieście. Co do sufitu.. Odezwę się – odpowiedział i tym razem uśmiech na jego twarzy był już szerszy, nawet jeśli cały czas próbował ignorować to jak blisko Hannibala był Montbel. – I jeśli dobrze pamietam nie pytałeś się mnie o to czy przyprowadziłem ze sobą swojego chrześniaka, więc ciężko byłoby mi o tym powiedzieć.
Najwyraźniej ponownie nastał czas na poważniejsze pytania.
– Jessie, pamiętasz coś jeszcze z tamtego ataku? – spytał i zerknął młodszego Selwyna. – Hannibalu... A ty? Może słyszałeś coś o innych atakach?
W końcu jego kuzyn prowadził bardziej rozrywkowy tryb życia i zapewne bywał w miejscach, w których wampiry chętnie by zapolowały.