Tarah uspokoiła się na odpowiedź córki, która zapewniła, że ma gdzie mieszkać, mimo pożarów i zniszczeń w lokalizacji, w jakiej nocowała. Wspomnienie jednak o mugolach, którzy mają zająć się remontem, sprawiło, że Nicholas uniósł brew ku górze, nie odzywając się na razie nic. Brawo Faye. – skomentował w myślach. Rodzice młodych Traversów spojrzeli po sobie, z kolei babka przerwała jedzenie, utkwiwszy badawcze spojrzenie na wnuczce.
Faye od dziecka była inna. Wyróżniała się swoim zachowaniem i poglądami. Choć tego by się nie spodziewali, że będzie mieszkać w otoczeniu mugoli. Jej wspomniana przeprowadzka była w tym momencie na rękę i być może uniknęła pytań "Dlaczego mieszka wśród mugoli?"
- Możesz zostać tutaj. Przynajmniej do czasu, aż sytuacja w Anglii się uspokoi. Dlaczego masz się zatrzymywać w Dziurawym Kotle, skoro masz dom rodzinny?Zapytała Delilah, zaznaczając w swoich słowach fakt, że po co mają szukać tymczasowych miejsc zamieszkania, jak mają tutejszą Rezydencję.
- Ciebie to także dotyczy, Nicholas.
Babka skierowała swoje spojrzenie i słowa także do wnuka. Któremu także musiała widocznie przypomnieć, że również ma dom rodzinny. Ten dom, w którym jedzą właśnie kolację. A ich pokoje pozostały nienaruszone. Zadbane jedynie o czystość. Stwierdzenie swoje dodała, kiedy wnuk przedstawił swoją sytuację mieszkalną w Londynie.
Nicholasowi już to się nie podobało.
- Dziękuję. Ale jestem potrzebny w Londynie, ze względu na wykonywany zawód.
Podziękował uprzejmie babce, posyłając także lekki uśmiech wdzięczności z którego żadne ciepło nie biło. Życie w ostatnich latach go zmieniło, a także dołączenie do organizacji, odpowiadającej za ostatnie liczne ataki.
Uwagę szybko przeniósł na siostrę i matkę, które zainteresowały się klątwą jego mieszkania. Ojciec skutecznie zamknął temat. Nie chcąc widocznie, aby Tarah się angażowała w tę sprawę. Nicholas to doceniał i myślał, aby z matką o tym porozmawiać. Lecz czy warto? Szybciej byłoby mu sprzedać te śmierdzące cztery ściany. Miał dom, lecz tylko dla siebie. Nie mówił im o tym, gdyż nie chciał tam zjazdu rodzinnego. Dlatego skłamał, że mieszka u kolegi z pracy.
Buzia Faye się nie zamykała, bo kiedy ojciec nie chciał, aby matka się w temat zagłębiała, siostra musiała wykazać swoją troskę o brata. Urocze, że aż Nicholasowi ścisnęło żołądek.
- Dziękuję siostro, ale może lepiej zacznij odpowiednio dbać o siebie.Posłał jej ostre i porozumiewawcze spojrzenie. Nie powiedział rodzicom, co wydarzyło się w Dolinie Godryka, ale może się to niebawem zmienić.
- Ma rację. Schudłeś od ostatniej wizyty u nas. Jedz.
Wtrąciła się Delilah, jakby poganiała wnuka z jedzeniem. Nicholas westchnął i spojrzał na swój talerz z sałatką. Niby coś zjadł, ale wydawać się mogło, że porcja objętościowo się nie zmieniła. Skubał?
W tym momencie Nicholas zajął się kaszlem. Niebyt ostrym, ale znośnym. Zakrył usta dłonią aby odkaszlnąć. Eliksir jaki wziął wcześniej, łagodził objawy, że nie wypalało go od środka, ale wciąż nie sprawił że kaszel zniknął.
- Przepraszam.Przeprosił, a rodzice uważniej mu się przyjrzeli zaniepokojeni?
- Po kolacji, chciałbym z wami porozmawiać dzieci.
Odezwał się Nevan, wracając do krojenia swojej nałożonej porcji mięsa.
Pozostała część czasu spędzona na spożywaniu kolacji, minęła spokojniej. Skrzaty na polecenie Delilah, uprzątnęły stół. Nevan poprosił dzieci do siebie, ale Tarah zmieniła jego plany i poprosiła aby Faye jej towarzyszyła. Chciała z nią porozmawiać, coś pokazać i nacieszyć obecnością córki. Nevan nie miał nic przeciwko, zatem z synem udali się do gabinetu.
- Jeżeli chcesz coś wiedzieć o Theonie…Zaczął Nicholas, podejrzewając, że temat brata będzie wlókł się za nim chyba go śmierci jednego z nich. Nevan tylko uniósł dłoń mijając Nicholasa, po zamknięciu drzwi.
- Nie o nim chcę porozmawiać. Ale o Tobie.
Odpowiedział poważnym tonem, kierując się w stronę swojego biurka. Minął je, aby stanąć przy fotelu, jaki zawsze zajmował. Nicholas zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc o co chodzi. Tematów na jego temat może być wiele. Wątpił jednak, aby chodziło o jego przynależność do organizacji zwolenników Czarnego Pana. Bo to, że "pracują” dla nich z bratem, pozostawało w sferze domysłów. Lecz bardziej podejrzewają o to Theona niż jego.
- Co dokładniej?
Zapytał. Intensywnie wpatrując się w rodzica.
Nevan nie kazał mu czekać. Od razu postanowił przejść do sprawy.
- Przyszłość naszej rodziny stoi pod znakiem zapytania. Wiesz do czego zmierzam?
Przypomniał synowi, że temat małżeństwa nie ominie go. Nevan pamiętał, że Nicholas wycofał się z życia rodzinnego, przenosząc obowiązek dziedziczenia na brata. Tutaj jednak też zrobiło się mało ciekawie, gdyż Theon wyjechał i nie planował wracać.
Nicholas milczał. Dyskretnie jednak kiwnął głową, że domyśla się. Nie bronił siebie. nie bronił brata. Z tego względu, że znał przypadłość na jakąś zapadł Theon. I obawiał się o to, czy brat dożyje końca roku. Tego ojciec nie musiał wiedzieć.
- Theon wyjechał, więc kontakt z nim mamy ograniczony. Temat wraca do Ciebie. Jeżeli się nie ustatkujesz, dziedziczenie nazwiska przypadnie synom mojego brata.
Młody Travers nie wyglądał na poruszonego tym kierunkiem sprawy. Nie przejmował się tym, że linia dziedzictwa przesunie się w bok. Nie rozumiał, dlaczego im zależy na tym, aby to ciągnąć w jednej linii potomków, skoro babka ma dwóch synów i jeżeli jednego dzieci nie mogą, przejmą drugie. Wnuków jej przecież nie brak.
- Nie jestem na to gotowy.
Nie znalazł lepszej wymówki.
- A kiedy będziesz?
Zapytał Nevan, nie akceptując takiego wytłumaczenia się.
- Od dziecka o tym wiesz. Byłeś na to przygotowywany.
Przypomniał mu lata edukacji domowej, gdzie do swojej roli był przygotowywany, aby po odejściu Delilah i swoim, Nicholas mógł przejąć jego status w tej rodzinie.
- Zmieniłem się.
Nicholas próbował dalej. Nevan nie odpuszczał.
- Ale zasady w rodach czarodziei czystokwistych nie zmieniły się. Więc, albo weźmiesz za to odpowiedzialność, albo porozmawiam z Sebastianem. Miej to na uwadze. Małżeństwa sprawiają, że więzi rodzinne się wzmacniają i mamy sojuszników. Po ostatnim incydencie zabójstwa mojego ojca, nie jest nam łatwo. Sam o tym dobrze wiesz.
Nicholas milczał, gdy ojciec mu przypominał tak podstawowe rzeczy, które powinien brać na poważnie. Ale nie brał. Młody Travers skupiał się na własnym rozwoju. Zdolności i w karierze. Pogłębianiu wiedzy i realizowaniu mrocznych planów.
- Rozważę sprawę. Lecz niczego nie obiecuję.
Zapewnił, że weźmie ten temat pod uwagę. Ale też nie czuł, że szybko się nim zajmie.
Nevan skinieniem głowy przyjął te słowa, lec spojrzeniem był na linii obserwacyjnej syna. W końcu westchnął i postanowił przedstawić kolejną informację. Odwróciwszy się w stronę okna, za którym rozprzestrzeniał się krajobraz nocy.
- Stan zdrowia Twojej matki pogorszył się. Nie może się przemęczać i denerwować. A tym bardziej wolałbym, aby oszczędzała się i nie używała wyczerpujących zaklęć.
Odwrócił się w stronę syna.
- Powiedz mi o tej klątwie, co masz w mieszkaniu. Przy czym, może powinieneś pomyśleć o nauczeniu się w końcu klątwołamania?
Poprosił, aby Nicholas nie zamęczał matki o takie tematy, jeżeli zacznie go pytać. Ale też zainteresował się sprawą klątwy w mieszkaniu Nicholasa. Mógłby ją przebadać i spróbować zdjąć.
- Nigdy nie myślałem, że ta umiejętność będzie mi kiedyś potrzebna. Myślałem o tym, ale… nie wiem czy znajdę na to czas.
Odpowiedział młody Travers, omijając opisania charakterystyki klątwy. W tym też momencie, rozkaszlał się parę razy, by móc dalej kontynuować rozmowę. Zakrył przy tym usta dłonią. Nevan skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zmarszczył brwi obserwując syna.
- Z Tobą widzę, też nie jest dobrze. Byłeś u uzdrowiciela?
Travers podniósł wzrok na ojca, czując jakby zmęczenie tym pytaniem. A zaliczał się do kolejnej osoby, która zadaje mu to pytanie.
- Tak. Dostałem już leki. Byłem na zwolnieniu.
Uspokoił rodzica. I jedyne czego teraz pragnął, to opuścić ten gabinet. Możliwe że i całą posiadłość, ale na prośbę rodziców, miał zostać do jutra.
- Czy coś jeszcze potrzebujesz omówić?
Zapytał uprzejmie. Lecz patrząc z chłodem. Cały czas miał takie spojrzenie. A może zaś od momentu, jak zaczął pracę w Komnacie Śmierci? Od momentu, w jakim towarzystwie zaczął się obracać? Czy może jego fascynacja czarną magią i nekromancją, zamknęła serce i spojrzenie na wszystko inne?
- Nie. Idź odpocząć. Kilka spraw poruszymy jutro. Liczę, że zostaniesz aż pełnia minie.
Nevan pozwolił mu odejść. Nicholas skinął głową i opuścił gabinet. Od razu kierując się do swojego pokoju. Wiedział, że normalnie nie zaśnie. Przygotowując się do snu o swojej porze, zapalił kadzidło, którego zapach zawsze pomagał mu zasnąć. W ostatnim jednak czasie, zbyt często przypominały mu o tym, kto je robił. Możliwe, że odczuł tęsknotę. Ale też zastanawiał nad szerszym działaniem jego zdolności Eksterioryzacji, czy byłby wstanie odleźć pod postacią astralną inne dusze, zmarłe. Czy odnalazłby w innej przestrzeni swojego mentora. Tymi rozmyśleniami, zasnął w swoim łóżku, dzięki zapachowi kadzidła.
Dzień kolejny, zwiastujący pełnię, mijał w tradycyjnie rodzinnej atmosferze, a przede wszystkim na przedrzeźnianiu się samego rodzeństwa. Nicholas odbył jeden spacer z Faye, co by zwiedzić tutejsze okolice, czy wiele się zmieniło. Zaś ojciec poczynił przygotowania schronu na przemianę. W związku z tą sytuacją, Nicholas poprosił Faye, aby pozostawała w schronie rodzinnym na ten czas i nie próbowała wychodzić na zewnątrz, dosłownie przypominając jej wydarzenia z Kniei. Nie sądził, żeby się mu stawiała i coś zapewniała, ale to była ich umowa. Nie powiedział rodzicom, więc wola,ł aby go posłuchała. W dodatku zdradził jej, że znalazł dla niej nowy dom. Zostało mu tylko ogarnąć papierologię.
W wolnym czasie, Nicholas zainteresował się księgami rodzinnymi dotyczącymi archeologii i klątwołamania. Przesiedział większość dnia nad książkami, gdyż nic innego i lepszego do roboty nie miał.
Wieczorem, Nevan z córką udali się do schronu, gdzie mogli całą noc przesiedzieć pod inną postacią. Nicholas pozostał w posiadłości, mając na oku matkę i dotrzymując jej towarzystwa. Delilah zajmowała się swoimi sprawami a potem udała na spokojny sen. Upewniwszy się, że Tarah także zasnęła, Nicholas podjął się czuwania w domu, na wypadek, gdyby z przemianą siostry, stało się coś niepokojącego. I tak cierpiał na bezsenność, więc jedna zarwana noc, nie zaszkodzi jego zdrowiu. Najwyżej prześpi się rankiem.
Noc ta upłynęła w spokoju, bez niespodzianek. W południe rodzeństwo mogło pożegnać się z rodzicami oraz babką i wrócić do Londynu.